Ekonomiści nie wierzą w założenia budżetowe ministra finansów. Ale jednocześnie je chwalą.
Jacek Rostowski, minister finansów, nie przewiduje dalszej weryfikacji prognoz wzrostu gospodarczego w 2009 r.
— Zakładany na przyszły rok wzrost PKB o 3,7 proc. to prognoza, pod którą mogę się podpisać — oświadczył Jacek Rostowski w TVN CNBC.
Tym samym stał się jednym z największych optymistów wśród rodzimych ekonomistów, bowiem większość prognoz mówi o wzroście w granicach 2-3 proc. Tymczasem z gospodarki płyną coraz gorsze sygnały. W ubiegłym tygodniu GUS poinformował o słabej sprzedaży detalicznej i załamaniu inwestycji. Wczoraj niepokojący obraz uzupełniły fatalne wyniki badania koniunktury w przemyśle (PMI), prowadzone przez bank RBS — wskaźnik spadł w listopadzie do 40,5 pkt, najmniej w dziesięcioletniej historii badania.
— Produkcja przemysłowa jest już w recesji. Niedługo w podobnych kłopotach znajdą się kolejne obszary: eksport, usługi, rynek pracy. Dlatego prognoza 3,7 proc. wydaje się bardzo wysoka — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Invest Banku.
Bujanie w obłokach…
Rządowa prognoza zakłada utrzymanie silnej konsumpcji.
— To bardzo wątpliwe założenie. Przeciętny Kowalski widzi, co się dzieje, zaczyna uważniej liczyć pieniądze, więc jego wydatki mogą nie być tak duże, by nakręcać koniunkturę — twierdzi Jakub Borowski.
Podobnego zdania jest Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.
— Założone 3,7 proc. wzrostu PKB wydają się mało przystające do realiów. Gospodarka powiększy się o 3,2 proc., a może i mniej — mówi analityk.
Nie tylko to założenie krytykują ekonomiści. Zastrzeżenia mają do planowanych dochodów budżetowych. Jacek Rostowski twierdzi, że niższy wzrost PKB to mniejsze wpływy o 1,7 mld zł.
— Strata będzie około dwukrotnie wyższa — uważa Maciej Krzak, ekonomista CASE.
Jak zauważa Jakub Borowski, samo ministerstwo w jednym z opracowań stwierdziło, że obniżenie dynamiki PKB o 1 pkt proc. to niższe dochody o 0,5 proc.
— Dokonana obniżka wzrostu PKB powinna więc przynieść stratę około 6 mld zł — szacuje Jakub Borowski.
…pomaga przetrwać
Jednak brak realizmu rządu może paradoksalnie okazać się dobrą strategią.
— Założenie rządowe ma duże znaczenie psychologiczne. Mocne obniżenie prognozy mogłoby okazać się samosprawdzającą się przepowiednią — mówi Marcin Mróz.
Nie tylko psychologia ma tu znaczenie. Optymistyczne założenia przychodów pozwalają utrzymać bez zmian deficyt budżetowy.
— Założenia może nie są realistyczne, ale rząd sobie z tym poradzi, stosując zabiegi księgowe. Gdyby odpuścił obietnicę utrzymania niskiego deficytu, podałoby to w wątpliwość determinację do przystąpienia do strefy euro oraz naraziło nas na osłabienie złotego, wzrost kosztów obsługi długu publicznego i podnoszenie się długoterminowych stóp procentowych. Przy obecnych parametrach możemy wyjść z kryzysu mocniejsi, niż byliśmy w czasie jego wybuchu — uważa Jakub Borowski.