REFORMA ZUS: KATASTROFA CZY SUKCES

Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 2000-01-20 00:00

REFORMA ZUS: KATASTROFA CZY SUKCES

Zakład musi uwolnić się od zadań spoza ubezpieczeń społecznych

TRUDY WYCHODZENIA: Wobec dużych dłużników staram się postępować tak samo jak wobec małych. W pierwszych trzech kwartałach 1999 roku skierowaliśmy 176 spraw na drogę sądową, 46 do prokuratury oraz ponad 300 wniosków do kolegiów ds. wykroczeń. Daje to skutek, bo wpływy ze składek rosną. Na wyjście z systemu repartycyjnego potrzeba kilkudziesięciu lat — mówi Lesław Gajek, prezes ZUS. fot. Borys Skrzyński

Prezes ZUS, Lesław Gajek, ma plan uzdrowienia zakładu. Jednym z jego elementów jest umożliwienie zakładowi inwestowania pieniędzy. Oszczędności w skali roku mogą wówczas wynieść nawet 100 mln zł. Mimo problemów z systemem informatycznym prezes nie jest zwolennikiem zerwania umowy z Prokomem.

„Puls Biznesu”: Panie Prezesie, czy sukces reformy emerytalnej, szczególnie II filara, nie jest zarazem katastrofą dla ZUS?

Lesław Gajek: Nie jest to katastrofa ani w wymiarze propagandowym, ani finansowym. Pieniądze przekazywane z budżetu do FUS — na uzupełnienie tych, które poszły do II filara — idą przecież w rozwój gospodarczy, w rozwój sektora kapitałowego. To nie są stracone pieniądze.

— Jak powinien wyglądać zreformowany ZUS? Według założeń, powinien stać się instytucją finansową, a nie jedynie państwową instytucją usługową...

— ZUS w obecnym kształcie jest dziwną instytucją. Spełnia mnóstwo zadań. Nalicza i dostarcza świadczenia dla emerytów i rencistów. Wypłaca zasiłki, z których część nie ma charakteru ubezpieczeniowego, np. fundusz alimentacyjny. Obsługuje kasy chorych, które podlegają ubezpieczeniom zdrowotnym. Obsługuje fundusze emerytalne. ZUS obsługuje I filar i odgrywa rolę egzekutora — ściąga składki. Jest instytucją, której odpowiednika nie ma chyba nigdzie na świecie.

— Czy rozwiązaniem byłoby stworzenie dodatkowej instytucji?

— Być może. Uważam, że od niektórych zadań trzeba ZUS uwolnić, zwłaszcza tych, które nie mają charakteru ubezpieczeń społecznych. Na świecie egzekucją zajmuje się cały aparat skarbowy, a nie instytucja ubezpieczeniowa. Mimo wszystko wyniki ściągalności, słusznie krytykowane w ubiegłym roku, nie są obecnie wcale takie złe — ściągamy około 96 proc. składek.

— Czy ZUS będzie mógł inwestować?

— W odległej perspektywie. Obecnie nie mamy takiej możliwości. Składki są lokowane obowiązkowo na koncie w NBP, a ich oprocentowane wynosi zaledwie 5 proc. Już w ubiegłym roku wystąpiliśmy do ministra finansów z prośbą o możliwość lokowania środków w bankach komercyjnych. Zyskalibyśmy wówczas dodatkowo około 10 pkt proc.

Środki na koncie leżą wprawdzie kilka, czasami 10 dni, ale przecież można je ulokować w banku komercyjnym i powiększać o odsetki. Wówczas ZUS mógłby nawet zaciągać krótkoterminowy kredyt powiązany z tym kontem, a Ministerstwo Finansów miałoby więcej czasu i możliwości na znalezienie środków na uzupełnienie dotacji. To rozwiązanie daje możliwość oszczędzenia nawet do 100 mln zł rocznie. Na razie czekamy na odpowiedź resortu finansów.

— 10 stycznia miała powstać lista dłużników...

— ...i powstała. Będzie przekazana urzędom skarbowym. Na liście jest ponad 100 tys. podmiotów. W tym roku ZUS przeprowadzi 160 tys. doraźnych kontroli płatników, co oznacza, że co ósmy zostanie sprawdzony. Bardzo wielu płatników już teraz spłaca zadłużenie z własnej woli. Do końca grudnia odzyskaliśmy 1,98 mld zł starego zadłużenia, za 1999 rok — 293 mln zł. Tytułów egzekucyjnych za 1999 r. od października wystawiliśmy 36 tys.

— Gdyby był Pan prezesem ZUS w 1997 r., zdecydowałby się Pan na wybór Prokomu jako dostarczyciela systemu informatycznego?

— Nie wiem. Nie znam tamtych realiów. Umowa z Prokomem miała jedną dobrą cechę — budowa systemu była rozłożona na wiele lat. Tak skomplikowanej struktury nie buduje się w pośpiechu. Teraz system jest tworzony na gorąco. Składki muszą być na bieżąco przekazywane do OFE, a jednocześnie pracuje tylko jego część. To absurdalna sytuacja.

— Czy bierze Pan pod uwagę ewentualne rozwiązanie umowy z Prokomem?

— Jeżeli problemy będą się nawarstwiać, to dlaczego nie. Już od czerwca ubiegłego roku ZUS nie jest w stanie należycie wykonywać swoich zadań. Nie widzę natomiast złej woli ze strony Prokomu. Co kilka dni przyjeżdża ktoś z zarządu w celu weryfikowania postępów w tworzeniu systemu. Ogarnięcie tak gigantycznego projektu nie jest łatwe.

— Czy Prokom jest w stanie zbudować system? Krążą plotki, że ma Pan sporo wątpliwości?

— Im bliżej się temu przyglądam, tym więcej mam wątpliwości. Zrobię jednak wszystko, by Prokomowi się udało. Jego sukces to sukces wszystkich ubezpieczonych. Jestem jednak przeciwnikiem rozwiązania umowy ze względu na zaawansowanie projektu. Chętnych na miejsce Prokomu nie brakuje. Teoretycznie można wyobrazić sobie, że część zadań Prokomu zostanie powierzona innej firmie.

— Ile pieniędzy dostał dotychczas Prokom?

— Około 320 mln zł. Cały kontrakt opiewa na około 700 mln zł. Biorąc pod uwagę wielkość systemu, nie jest to kwota duża. Dla porównania, roczny koszt wysyłki świadczeń wynosi ponad 300 mln zł.

— Czy uruchomienie starego systemu ARS nie oznacza dla ZUS dodatkowych kosztów?

— Musimy wykonać kilka prac i kilka aplikacji, które służą do połączenia nowego systemu — KSI — ze starym. Firma Bielbit dokonuje bezpłatnie modyfikacji systemu ARS, ale trzeba zatrudnić więcej ludzi. Są to jednak koszty znikome — rzędu kilkudziesięciu milionów — w porównaniu z zadłużeniem płatników, które oscyluje wokół kilku miliardów.

— Zapowiedział Pan redukcję kosztów funkcjonowania Zakładu.

— W 2000 roku zawieszamy program tworzenia inspektoratów w każdym mieście powiatowym. Poza tym chcemy poszukać rezerw w oddziałach i przeznaczyć je np. na podwyżkę płac dla pracowników. Płace w ZUS są niskie, szczególnie w terenie. Zamierzamy inwestować w ludzi.