Zawyżanie cen leków, narażenie budżetu na stratę 45 mln zł i nierówne traktowanie firm — to zarzuty NIK wobec resortu zdrowia.
Najwyższa Izba Kontroli (NIK) przedstawiła raport z kontroli systemu refundacji i odpłatności za leki w resorcie zdrowia w czasie, kiedy kierował nim min. Mariusz Łapiński. Zarzuca ministerstwu wiele naruszeń przepisów w okresie od maja 2001 r. do końca listopada 2003 r., nielegalne działania i narażenie budżetu na utratę prawie 45 mln zł w samym 2003 r.
Negocjacje bez śladu
— Przed wejściem w życie ustawy o cenach w 2002 r. minister zdrowia negocjował ceny z firmami farmaceutycznymi, które importowały leki. Nie został po tym w dokumentach żaden ślad. Nie wiadomo, jakimi kryteriami się kierowano i czy były one zgodne z prawem. Firmy krajowe nie mogły w żaden sposób wpływać na swoje ceny, co było krzywdzące. Po zmianie prawa okazało się, że ceny leków z importu spadły. Znaczy to, że wcześniej były zbyt wysokie — wylicza Piotr Kownacki, wiceprezes NIK.
— Teraz zasady ustalania cen są takie same dla wszystkich firm. Nie ma faworytów — firmy krajowe, choć zainwestowały i zatrudniają w Polsce ludzi, są traktowane podobnie jak te, które wyłącznie importują — mówi Jacek Bagiński, członek zarządu Polfy Kutno.
Słabe cięcie marży
Ustawa miała ostatecznie uregulować zasady ustalania cen leków, ale niedociągnięcia ze strony ministerstwa pojawiały się nadal. I to często. W resorcie powstał zespół do spraw refundacji, którego członkowie byli powiązani z produkcją lub sprzedażą leków. Żadnych nazwisk ani nazw firm NIK ujawnić jednak nie chce.
Kontrolerzy wytykają, że zbyt niska (o 10 zamiast o 20 proc.) była obniżka marży hurtowej. Dlatego zamiast uzyskać 100 mln zł oszczędności fundusz zdrowia stracił 45 mln zł.
Kontrolowany okres pokrywa się z czasem urzędowania w resorcie Mariusza Łapińskiego. I w zasadzie raport nie wnosi niczego, co mogłoby jeszcze zaskoczyć po aferach związanych z byłym ministrem i jego prawą ręką Aleksandrem Naumanem.