Regionalne centrum? Jeszcze nie

Kamil Zatoński, ONO
22-12-2006, 00:00

Po wczorajszym debiucie czeskiej spółki Pegas Nonwovens i środowym amerykańskiego CEDC grupa zagranicznych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie powiększyła się w tym roku o sześciu emitentów. Teraz jest ich 12. Wcześniej na naszym rynku pojawił się m.in. energetyczny gigant z Czech — CEZ. Pierwszy dzień notowań każdej z tych spółek nie należał do szczególnie efektownych. Ale jeśli koniunktura się utrzyma, przyszły rok pod względem liczby zagranicznych debiutantów powinien być jeszcze lepszy.

Zamiar wejścia na polską giełdę sygnalizowali już m.in. Warimpex, austriacki deweloper i firma zarządzająca hotelami (w jego portfelu znajduje się m.in. hotel Jan III Sobieski), a także działająca w tej samej branży Orco Property Group (buduje m.in. wysokościowiec przy ul. Złotej w Warszawie), spółka notowana już zresztą na giełdzie w Pradze. W tych przypadkach rozszerzanie działalności w naszym kraju skutkuje chęcią zdobycia kapitału (także od polskich inwestorów), podniesienia prestiżu i zwiększenia rozpoznawalności. Dla warszawskiej giełdy jest to szansa przyciągnięcia kolejnej dużej spółki. Orco Property Group wyceniana jest obecnie na blisko 3 mld zł.

W sumie wartość rynkowa notowanej już zagranicznej dwunastki to blisko jedna trzecia kapitalizacji warszawskiej giełdy. Takie szacunki mówią jednak niewiele, bo niestety, po początkowym zainteresowaniu nowym walorem, w miarę upływu czasu ono spada. Spada także liczba akcji, zarejestrowanych w Krajowym Depozycie Papierów Wartościowych (zwykle w stosunku do wyemitowanych odsetek zarejestrowanych nie przekracza kilku procent), co powoduje, że obroty stają się symboliczne.

Już dziś spółki, takie jak BA CA czy BorsodChem figurują praktycznie tylko w statystykach. Obie zresztą czeka prawdopodobnie ten sam los — wycofanie z rynku publicznego. Takie zamiary zgłaszali ich większościowi właściciele. Władze GPW, które od wielu lat stawiają sobie za cel stworzenie w Warszawie regionalnego centrum finansowego, powinny więc zadbać o to, by przyciągać spółki nie na dłużej. Ważne, by Warszawa była dla nich podstawowym rynkiem notowań. Na razie dominuje tzw. dual listing, czyli podwójne notowanie. Być może już wkrótce w tym celu w Warszawie pojawią się przedstawiciele spółek z krajów bałtyckich. Ma ich przyciągnąć najnowszy partner GPW — dom maklerski Suprema Securities, największy broker działający na Litwie, Łotwie i w Estonii, a także w Polsce. Wcześniej w ramach rozpoczętego jesienią programu WSE IPO Partner nawiązano współpracę z trzema biurami maklerskimi z Ukrainy. Na efekty tych działań trzeba będzie jednak zapewne poczekać. Na razie utrwala się tendencja, zgodnie z którą warszawska giełda zwiększa przewagę nad lokalnymi konkurentami (głównie Pragą i Budapesztem). I to zarówno pod względem kapitalizacji, jak i liczby notowanych spółek (głównie dzięki debiutom). To jednak za mało, by zmniejszyć dystans do europejskich średniaków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński, ONO

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Świat / Regionalne centrum? Jeszcze nie