Relacje trzeba pielęgnować jak ogrody

rozmawiała Joanna Rubin
opublikowano: 05-01-2022, 17:00

W ostatnich 25 latach zbudował jedno z największych centrów medycznych w Polsce, tworząc ponad 4 tys. miejsc pracy. Mówi, że bez ułożonych relacji z rodziną bardzo trudno byłoby mu odnieść taki sukces. Dziś pasją Adama Rozwadowskiego, założyciela Enel-Medu, nie jest biznes, lecz pielęgnowanie ogrodu. Bo to miejsce, w którym spotyka się z rodziną i przyjaciółmi.

Jaki jest najdziwniejszy smak nalewki, którą pan przyrządził?

Dyniowy. Kiedyś wyhodowałem bardzo dużo dyń, a w książeczce z przepisami z XIX w. wyczytałem, co można z nimi zrobić. Nalewka wyszła fatalnie, można było ją pić tylko nad ranem jako ostatnią, po wypiciu wszystkich innych.

Najoryginalniejszy smak ma jednak nalewka z winogron, które rosną u nas na płocie. To charakterystyczne małe czarne winogrona, typowo polskie. I ta nalewka jest fantastyczna.

Jagody, dynie, winogrona:
Jagody, dynie, winogrona:
Adam Rozwadowski, założyciel Enel-Medu, ma w swojej spiżarni własnoręcznie przyrządzone nalewki. Korzysta z plonów przydomowego ogrodu.
Marek Wiśniewski

Świetna jest też z jagody kamczackiej, nowość absolutna. Mamy też nalewki z derenia, z naszych czarnych porzeczek czy dzikich czereśni. Bardzo ciekawe smaki, podobnie jak z rajskich jabłuszek.

Podobno najbardziej lubi pan urzędować w ogrodzie. To prawda?

Tak, lubię opiekować się ogrodem, przycinać krzewy, gałęzie. Pielęgnować. Ostatnio posadziłem ze sto cebulek, aż mnie plecy bolały. Ogród jest naszą pasją. Mamy kilka hektarów ziemi z ogromną liczbą roślin – bylin, krzewów, drzew. W ogrodzie kuchennym rosną pomidory, cukinie, owoce. Dlatego spiżarnia jest pełna przetworów – dżemów, konfitur, ogórków, przecierów pomidorowych. Godzinami spacerujemy z żoną Anną po ogrodzie, podziwiamy kolory. Niezwykłe jest obserwowanie zmian, bo ogród ma inny kolor w lutym, inny wiosną, a inny późną jesienią. Każda pora roku pokazuje kolejne barwy i każdy etap jest fajny.

Hektary pasji:
Hektary pasji:
Tak, lubię opiekować się ogrodem, przycinać krzewy, gałęzie. Pielęgnować. Ostatnio posadziłem ze sto cebulek, aż mnie plecy bolały. Ogród jest naszą pasją – przyznaje Adam Rozwadowski.
Marek Wiśniewski

Podobał się panu etap, w którym nie miał pan takiego ogrodu, a jedynie pokój z kuchnią?

Inny świat. Wtedy było tak, że jeśli chcieliśmy oglądać telewizję, to wnosiliśmy odbiornik do kuchni. Na stole kuchennym robiłem też pierwsze projekty inżynieryjne. Z Anią i synkiem mieszkaliśmy na 28 metrach. Jacek się urodził, gdy byliśmy na czwartym roku studiów. Szybko musieliśmy zacząć poważne życie: skończyć edukację, pójść do pracy, utrzymywać się. To zresztą uważam za moment dorosłości. Człowiek jest dorosły, gdy potrafi się utrzymać.

Tęskni pan za czymś z tamtego czasu?

Nie. Zawsze patrzę do przodu i jestem ciekawy, co przyniesie następny rok. Od ukończenia studiów intensywnie pracowałem, bo chciałem zapewnić rodzinie lepszą egzystencję. Wymagało to o wiele większego wysiłku niż tylko ośmiu godzin pracy w państwowej instytucji, w zakładzie energetycznym. Zresztą zawsze brałem dodatkowe projekty i nadzory. Miałem kolegów, którzy w tym samym czasie rozpoczęli pracę zawodową, ale po godzinie 16 wracali do domu i nie szukali dodatkowych możliwości.

A dlaczego pan szukał tych możliwości?

Tak byłem nauczony, bo wychowałem się w rodzinie przedsiębiorczej. Mój ojciec w czasach przedwojennych prowadził cukiernie i piekarnie. Zawsze mawiał, że ranne wstawanie i wczesny ożenek nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Nigdy nie pracował tylko ośmiu godzin, nie było mu żal czasu na rozwój, nie miał państwowej posady. Po 1956 r., kiedy można było reaktywować działalność rzemieślniczą, wznowił piekarnię. Byłem zobowiązany, żeby w niej pracować w wakacje.

Wzór:
Wzór:
Wychowałem się w rodzinie przedsiębiorczej. Mój ojciec w czasach przedwojennych prowadził cukiernie i piekarnie. Zawsze mawiał, że ranne wstawanie i wczesny ożenek nikomu jeszcze nie zaszkodziły – wspomina Adam Rozwadowski.
Marek Wiśniewski

To recepta na sukces?

Nie wiem, bo dziś świat jest bardzo konkurencyjny. Trudno nawet coś radzić młodym ludziom. My zaczynaliśmy od zera, ale wtedy było łatwiej. Prowadziliśmy firmę energetyczną, która świetnie działała, i dzięki temu mogliśmy budować firmę medyczną, dzisiaj Centrum Medyczne, spółkę akcyjną Enel-Med. Teraz jest ciężko. Młodzi ludzie są niezwykle przebojowi, ale i tak według statystyk około 80 proc. start-upów upada.

Dlaczego przebojowość nie wystarcza?

Może dlatego, że trzeba mieć jednak odpowiednie przygotowanie zawodowe, że edukacja i doświadczanie różnych sytuacji mają ogromne znaczenie. Oczywiście ważne jest też po prostu szczęście.

A pan ma szczęście?

Mam szczęście mieć rodzinę. Z żoną jesteśmy razem ponad 50 lat i nigdy nie miałem pomysłu, by założyć nową rodzinę. Mamy dzieci, wnuki. Także dla moich rodziców bardzo ważna była rodzina. Lubili mieć nas z bratem przy sobie. Zresztą uważam, że aby osiągać sukcesy, np. zawodowe, trzeba mieć poukładane, spokojne relacje z rodziną. Trzeba więc dobrze wybrać żonę lub męża.

Co się panu najbardziej podoba w pani Annie?

To, że ma swój intymny świat, że zawsze była zaangażowana zawodowo, jest ambitna. Mamy też podobne upodobania estetyczne, sposób organizacji życia. U nas dom tętni życiem, nie ma nudy. Lubimy długie wycieczki po lesie, dbamy o relacje z przyjaciółmi. To zresztą bardzo ważne, aby tak żyć, tak planować, by mieć czas na różne aktywności. Żeby móc dziś posiedzieć w ogrodzie z przyjaciółmi, trzeba było przez poprzednie 40 lat dbać o relacje z nimi. Tak jak trzeba dbać o ogród, by móc cieszyć się nim w pełni. Wszystko wymaga pielęgnowania, skupienia, uważności.

Teraz często ludzie nie mają na nic czasu. Biegną.

Na pewno nie jest łatwo.

A co panu pomogło znaleźć równowagę wtedy, gdy rozwijał pan Enel-Med i dużo pracował?

Chyba to, że podjęliśmy decyzję o filozofii życia wiejsko-miejskiego. Wprowadziłem weekend ekumeniczny, który zaczynał się od czwartku wieczorem. Ten czas spędzaliśmy już na wsi, z dala od stresu, od ciągłego bycia pod telefonem. Jednocześnie bardzo lubię też to, że duże miasta są dynamiczne, więcej się w nich dzieje, sporo spraw można załatwić. Integracja tej różnorodności miejsc chyba była najważniejsza. Plus statystyki.

Równowaga:
Równowaga:
Wprowadziłem weekend ekumeniczny, który zaczynał się od czwartku wieczorem. Ten czas spędzaliśmy już na wsi, z dala od stresu, od ciągłego bycia pod telefonem. Jednocześnie bardzo lubię też to, że duże miasta są dynamiczne, więcej się w nich dzieje – mówi Adam Rozwadowski.
Marek Wiśniewski

Jakie statystyki?

60 proc. naszego zdrowia zależy od trybu życia, 20 proc. od genów, a 20 proc. od opieki zdrowotnej. Dlatego warto zwrócić uwagę na to, jak wiele zależy od nas samych.

Jaki więc tryb życia pan prowadzi?

Wstaję wcześnie, o siódmej. Lubię sport, jazdę na rowerze, gimnastykę. Jemy dietetycznie, głównie warzywa, kiszonki. Chociaż czasami trudno mi odmówić sobie steka. Tak jak szklaneczki whisky, lampki wina czy kieliszka naleweczki. Jednak traktuję je jako element konserwacji.

Zdrowa dieta:
Zdrowa dieta:
Domowe kiszonki można robić z niemal wszystkich warzyw i owoców – te produkty zajmują poczesne miejsce w jadłospisie rodziny Rozwadowskich.
Marek Wiśniewski

Ze znajomymi też aktywnie spędzamy czas. Ostatnio wybraliśmy się na sportowy turnus do pałacu w Komierowie. Dzień w dzień o 8.15 była już zaprawa na zewnątrz, a potem jeszcze sala gimnastyczna, jazda na rowerze. Sport to kwestia dyscypliny, pewniej obowiązkowości. Także dzięki temu mało rzeczy potrafi mnie zdenerwować, bo podchodzę w sposób otwarty do problemów. Wiem, że na wszystko potrzeba czasu.

Wasz ogród też potrzebował czasu.

Tak, ze 20 lat. Na początku go zaiglakowaliśmy. Sadziliśmy ogromną liczbę drzewek, ale niczego nie było widać. Jak zaczęły rosnąć, to wszystkie osie widokowe zakryły.

Pierwsze były iglaki:
Pierwsze były iglaki:
Przez lata Adam Rozwadowski z żoną Anną poszerzali wiedzę o ogrodach, jeżdżąc po świecie, odwiedzając szkółki i polując na okazy roślinne.
Marek Wiśniewski

Punktem zwrotnym był program o angielskich ogrodach, który obejrzałem w telewizji. Zacząłem sprawdzać możliwości wyjazdu na fakultatywne wycieczki, aby się uczyć o tych ogrodach. Odwiedziliśmy kilka wspaniałych miejsc w Anglii, m.in. pałac Sandringham, gdzie królowa Elżbieta spędza Boże Narodzenie. Zachwycały nas kolory tych ogrodów, ale pozyskaliśmy też dużo wiedzy. Teraz odwiedzamy szkółki i polujemy na okazy roślinne.

Chodzi tylko o rośliny?

Chodzi o to, aby mieć pasję, coś, co daje frajdę, radość w sercu. Żeby nie zastygnąć, żeby być ciekawym świata. Chodzi też o integrację rodziny, przyjaciół, wnuków i ich znajomych. U nas życie toczy się na świeżym powietrzu – ogród jest miejscem, gdzie możemy być razem. Mamy staw, plażujemy, ale mamy też taras i możemy sobie wspólnie przesiadywać, dyskutować.

Dyskutuje pan ze swoimi synami o prowadzeniu firmy?

Pyta pani, czy się wtrącam po sukcesji? Nie. Nasza spółka mimo jej wielkości ma fundamenty firmy rodzinnej. Jacek i Bartek od najmłodszych lat byli w nią zaangażowani i widzieli poszczególne procesy i działania. Znają ją jak własną kieszeń. Dziś to oni nią zarządzają. Lubię posłuchać o ich pomysłach, o zmianach, o wizji, jednak teraz chcę się po prostu cieszyć życiem po latach niezwykle intensywnej pracy zawodowej. Mam nadzieję, że zostało nam jeszcze przynajmniej 25 lat aktywnego życia w zdrowiu psychicznym i fizycznym.

Na nartach?

Między innymi na nartach albo wtedy, gdy ze znajomymi wyjeżdżamy do fajnego miejsca, wspólnie robimy zakupy na targu, a później gotujemy. Albo spacerując po ogrodzie z żoną.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane