Res-Drob próbuje się reanimować
Zarząd rzeszowskiego Res-Drobu podejmuje wysiłki zmierzające do reanimacji zakładu. Firma wydzierżawiła już trzy wydziały: garmażerię, chłodnię i ubojnię. Dzięki tym zabiegom 70 proc. załogi prawdopodobnie utrzyma etaty.
Rzeszowskie zakłady drobiarskie Res-Drob walczą o przetrwanie. Po negocjacjach z trzema firmami zarząd zdecydował się na wydzierżawienie swojego wydziału ubojni firmie Migaba.
— Zdecydowaliśmy się na współpracę z młodą i dynamiczną firmą lokalną — mówi Wojciech Czarniecki, prezes Res-Drobu.
Garmażerię już wydzierżawiła firma Kresim, a chłodnię spółka złożona z pracowników Res-Drobu.
— Dzięki tym zabiegom prawdopodobnie uda się utrzymać etaty dla 70 proc. załogi — twierdzi Wojciech Czarniecki.
Przejęcie części dostawców i odbiorców rzeszowskiej spółki zapowiedział potentat tego sektora — giełdowy Drosed.
ZUS uderzył pierwszy
Rzeszowskie Zakłady Drobiarskie Res-Drob znalazły się w dramatycznej sytuacji finansowej po tym, jak w styczniu Zakład Ubezpieczeń Społecznych zajął konto spółki, na którym znajdowało się 300 tys. zł. Firma zalega z około 800 tys. zł z tytułu składki na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. ZUS nie zgodził się jednak na postępowanie układowe.
Bardziej wyrozumiały okazał się fiskus. Mimo że spółka zalega z płaceniem podatków, urząd skarbowy zgodził się na spłatę należnych 300 tys. zł w ratach.
W tej sytuacji zarząd firmy podjął decyzję o sprzedaży części nieruchomości i wydzierżawieniu kilku wydziałów.
Potem inni wierzyciele
ZUS i urząd skarbowy nie są jedynymi wierzycielami rzeszowskiej spółki. W kolejce do kasy firmy ustawiają się również dostawcy drobiu. Od sierpnia 1999 r. spółka spłaciła już, głównie dostawcom, około 40 proc. wierzytelności. Zaległości wynoszą jeszcze 6,5 mln zł.
Sąd Gospodarczy w Rzeszowie zdecyduje 10 kwietnia o dalszym losie spółki. Szefowie Res-Drobu złożyli bowiem wniosek o upadłość. Wojciech Czarniecki podał się do dymisji, ale rada nadzorcza nie przyjęła jego rezygnacji.