Rewitalizacja w surrealnym wydaniu

Amfiteatr, biurowiec, zjeżdżalnia i wystawa realizmu magicznego – takie pomysły realizuje Adam Mariański, prawnik o zacięciu himalaisty i wrażliwości malarza.

Półnaga rudowłosa kobieta z uśmiechem Mony Lizy i białą opaską na oczach trzyma w ręku wagę szalkową. O szale opiera stopy rozkraczony malutki mężczyzna w białej koszuli.

Wyświetl galerię [1/7]

Amfiteatr, biurowiec, zjeżdżalnia i wystawa realizmu magicznego – takie pomysły realizuje Adam Mariański, prawnik o zacięciu himalaisty i wrażliwości malarza. Fot. KRZYSZTOF JARCZEWSKI

— Temida wcale nie jest ślepa, a ten facet przechylający wagę nosi krawat. To musi być prawnik — przekonuje Adam Mariański, adwokat i doradca podatkowy, profesor nadzwyczajny w Katedrze Prawa Podatkowego Uniwersytetu Łódzkiego oraz założyciel i partner zarządzający w kancelarii Mariański Group.

„Temida” Rafała Olbińskiego to nie jedyny obraz w jego gabinecie. W sąsiedztwie wzrok przykuwają prace innych talentów współczesnego surrealizmu — Tomasza Sętowskiego i Jarosława Jaśnikowskiego. Realizm magiczny oczarował Adama Mariańskiego i narzuca mu prowokujący styl. Taki właśnie klimat ma panować w zabytkowej łódzkiej Fabryce Wernera, która w tym roku zacznie przechodzić całkowitą przemianę. Schowana nieco w głębi podwórka nieruchomość stanie się Fabryką Przedsiębiorczości dla biznesu z pazurkiem. Pojawią się tu murale i obrazy Tomasza Sętowskiego. Ba, będzie nawet stała wystawa magicznego realizmu. A także zjeżdżalnia dla prawników. I biblioteka z dziełami Marksa i Lenina.

Korona, cmentarz i dobre wino

Adam Mariański zajmuje się prawem i podatkami od ponad 20 lat. Czuje się jak ryba w wodzie, gdy wyskakując poza interpretację przepisów, może badać ich wpływ na działalność przedsiębiorców i rozwój gospodarki. Od pewnego czasu koncentruje się zwłaszcza na doradzaniu firmom rodzinnym w sprawach sukcesji.

— Tu jest szerokie pole do kreowania, np. tworzenie konstytucji rodzinnych, fundacji czy trustów międzynarodowych. To wymaga niestandardowych rozwiązań i dlatego jest takie wciągające — tłumaczy prawnik. Firmę Mariański Group założył pięć lat temu. Szybko znalazła się na wysokich pozycjach w łódzkich i krajowych rankingach kancelarii prawno-podatkowych. Nie dość na tym — jest też m.in. prezesem Stowarzyszenia Polskich Firm Rodzinnych i członkiem zarządu polskiego oddziału Międzynarodowego Stowarzyszenia Podatkowego. W tym roku został przewodniczącym Krajowej Izby Doradców Podatkowych i spodziewa się, że ta funkcja bardzo go pochłonie.

— Przez ostatnie 20 lat nie było akcji promocyjnej zawodu doradcy podatkowego. Oczywiście zagraniczne i polskie koncerny wiedzą i korzystają z takich usług, ale już np. polskie rodzinne firmy w mniejszym stopniu albo wcale. Czeka mnie więc sporo pracy — prognozuje Adam Mariański i… planuje rodzinny wypad na nurkowanie do Meksyku w czasie tegorocznej majówki. Nurkuje od wielu lat, podróżując do Egiptu, Sipadanu, Malezji czy Komodo.

— Na Sipadanie nurkowałem w jaskini umarłych żółwi. Dwie godziny w wodzie pod skałą, gdzie leży kilka tysięcy żółwich szkieletów.

To niesamowite przeżycie — wspomina Adam Mariański. Chce zdobyć stopień nurka technicznego, co pozwoli mu schodzić nawet ponad 100 metrów pod powierzchnię wody. Bo marzy o nurkowaniu w lagunie Truk — legendarnym cmentarzysku japońskiej floty, zniszczonej w wyniku amerykańskiego bombardowania w 1944 r. A w 2017 r. rozpoczął nową życiową przygodę — zdobycie Korony Ziemi. Na początek wraz z żoną wspiął się na Kilimandżaro.

— To był test. Kilimandżaro jest górą treningową. Pozwala zobaczyć, jak się zachowuje organizm na wysokości ponad 5 tys. m n.p.m. Udało się. W tym roku chcę wejść na kolejny szczyt. I tak przez kilka następnych lat. Korona Ziemi to Mont Blanc albo Elbrus, Góra Kościuszki, Denali, Aconcagua, Piramida Carstensza, no i Mount Everest — wylicza Adam Mariański. W ramach ćwiczeń jeździ na rowerze. Najdłuższy dystans? 140 km. A po górach? Prawie 50 km z Livigno do Bormio i z powrotem. — Zresztą wiele wolnych chwil spędziłem, wędrując i wspinając się w Dolomitach i Alpach — dodaje. A jak już zdobędzie Koronę Ziemi?

— Pójdę na emeryturę i zajmę się inną moją pasją, czyli winiarstwem — żartuje prawnik.

Biura z amfiteatrem

Oprócz górskich wypraw, nurkowania w oceanach i przepisach podatkowych, wykładach na łódzkim uniwersytecie ostatnio zaangażował się również w zgoła inna sprawę — rewitalizację Fabryki Wernera, postindustrialnej spuścizny Łodzi z początku ubiegłego wieku. Na ten zamknięty od lat na cztery spusty budynek przy ul. Wierzbowej, niedaleko Dworca Łódź

Fabryczna, trafił właściwie przez przypadek. I… zakochał się od pierwszego spojrzenia. — Zaczęło się od tego, ze postanowiliśmy znaleźć nowe miejsce dla naszej firmy, która się rozrasta i robi się nam trochę ciasno.

Najpierw szukaliśmy jakiegoś pałacyku do remontu. Ale gdy tylko weszliśmy do Fabryki Wernera, od razu wiedzieliśmy, że to jest to. Budynek daje ciekawe możliwości zagospodarowania. I zewnętrznie i wewnętrznie. W dodatku znajduje się trzysta metrów od łódzkiego wydziału prawa — mówi Adam Mariański.

Kiedyś była tam przędzalnia owczej tkaniny — szewiotu i fabryka towarów trykotowych Stephan i Werner. Spółkę założyło bowiem w 1903 r. dwóch wspólników: Niemiec Herman Werner i Francuz Leopold Stephan. Wznieśli fabrykę na Wierzbowej między 1903 a 1906 r. W 1937 r. w zatrudniali około 300 robotników. W 1947 r. przedsiębiorstwo przejął skarb państwa. Najpierw funkcjonowało jako Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Wojska Polskiego, później Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego im. Emilii Plater (Lido). W 1989 r. zakłady Lido znalazły się likwidacji, a fabryka trafiła w prywatne ręce. Adam Mariański kupił ją w 2016 r. I prawie przez dwa lata przygotowywał się do inwestycji. Same uzgodnienia z konserwatorem zabytków zajęły około 9 miesięcy. Czas przygotowań powoli dobiega końca i przedsięwzięcie ruszy pełną parą w tym roku. W biurowcu ochrzczonym Fabryką Przedsiębiorczości (2,6 tys. mkw.) obok powierzchni biurowych przewidziano (na ostatnim piętrze) miejsce dla galerii realizmu magicznego. Na zewnętrznym muralu pojawi się potężna praca Tomasza Sętowskiego. Jego obraz ozdobi również dwupoziomową ścianę w holu wejściowym. Będzie tam też zamontowana niemała zjeżdżalnia — pod hasłem „Proszę poczekać, prawnik już do państwa zjeżdża”. W na wskroś nowoczesnym biurowcu będzie także biblioteka. Blaty stołów mają podtrzymywać nogi ze sklejonych ksiąg autorstwa Lenina.

— Bo w końcu tylko na to zasługują. Zrobimy też żyrandole z książek. Może do tego wykorzystamy dzieła Marksa — zapowiada Adam Mariański. Prace nad projektem trwały dwa lata. Konkurs wygrał Michał Winiarski, autor projektu pabianickiego Hotelu Fabryka Wełny. — Fabryka Wernera znajduje się w ewidencji zabytków. To oczywiście narzuca pewne ograniczenia, ale zarazem pozwala na zaprojektowanie takich elementów, jak np. wykusze i nawisy. Możemy też podnieść dach, „odzyskując” dodatkowe piętro — mówi prawnik.

Od frontu Fabryki Przedsiębiorczości powstanie otwarta przestrzeń publiczna z amfiteatrem. Na tyłach zaś nowoczesna budowla — w zależności od koniunktury i popytu rynkowego kolejny biurowiec lub apartamentowiec. Fabrykę Przedsiębiorczości mają tworzyć wszystkie usługi dla biznesu. A więc oprócz Mariański Group także notariusze, architekci, firmy obsługujące inwestycje, zajmujące się dotacjami unijnymi czy pozyskiwaniem finansowania.

— Poza tym to miejsce ma tętnić życiem — być może pojawi się tu akademia przedsiębiorczości.Myślimy o organizowaniu szkoleń, imprez artystycznych, zabaw dla dzieci, zlotów food tracków. Bo najgorsze, co miałoby spotkać cały obszar Nowego Centrum Łodzi, w którym znajduje się Fabryka Wernera, to powstanie drugiego Mordoru — podkreśla Adam Mariański. Czy prawnika i doradcę podatkowego projekt rewitalizacji nieruchomości może czymś zaskoczyć?

— Dotychczas nie, ale jestem przygotowany — szybko reaguje Adam Mariański. Dodaje jednak, że rewitalizacja nie jest łatwym przedsięwzięciem. Czasochłonne i nierzadko kosztowne jest uzyskanie zezwoleń i ubieganie się o dotacje, ale przede wszystkim miasta nie mają konkretnych instrumentów wsparcia inwestorów. Jako przykład podaje problemy z zapobieganiem degradacji nieruchomości w sąsiedztwie planowanych inwestycji. Niszczejące budynki często wpływają negatywnie na postrzeganie i w efekcie wartość odnawianej nieruchomości.

— Ustawa o rewitalizacji z 9 października 2015 r. nie pozwala wywłaszczać z zaniedbanych nieruchomości ani nie nakazuje remontów. Tym niemniej gmina, a nawet sam inwestor może odwołać się do przepisów Kodeksu cywilnego dotyczących tzw. immisji, czyli działania właściciela nieruchomości na własnym gruncie, którego skutki odczuwalne są na gruncie sąsiedzkim. Tu pionierem i liderem stała się Łódź, składając pozew przeciw właścicielom nieruchomości, w których działały sklepy z dopalaczami, na immisję na sąsiednie budynki należące do miasta. Wygrała tę sprawę, otwierając tym samym furtkę innym gminom i inwestorom. Szkoda jednak, że takich instrumentów nie zawiera ustawa o rewitalizacji — tłumaczy Adam Mariański. Chce rozwijać wiedzę o postindustrialnych łódzkich budynkach, których do dzisiaj przetrwało ponad 200.

— W tym roku zostanie powołana Fundacja Łódź Miasto Fabryk. Zajmie się promocją Łodzi właśnie jako miasta fabryk. Stworzy np. turystyczne trasy do zwiedzania pieszego lub rowerowego, mapy i aplikacje — informuje Adam Mariański. Bo dawne łódzkie fabryki to największe dobro miasta i trzeba o nie zadbać najlepiej, jak się potrafi.

© Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dorota Kaczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Rewitalizacja w surrealnym wydaniu