Rezydencje są rzadko kupowane

Radosław Górecki
27-09-1999, 00:00

REZYDENCJE SĄ RZADKO KUPOWANE

Inwestycja w ekskluzywny dom przynosi zysk rzędu 800 tys. złotych

BĘDZIE LEPIEJ: Jeśli doczekamy się 3-proc. inflacji, wtedy stanieją kredyty na zakup nieruchomości. Może to doprowadzić to zwiększonego popytu na drogie rezydencje. fot. Małgorzata Pstrągowska

Rynek nieruchomości rezydencjalnych jest niewielki. Ceny ekskluzywnych domów osiągają kwoty 4 mln złotych. Większość bogatych biznesmenów woli budować rezydencje od podstaw, niż kupować zabytkowe obiekty.

— Jeśli spojrzymy na ogłoszenia prasowe, to okazuje się, że w Polsce sprzedawane się same rezydencje. Oczywiście tak nie jest, jednak określenie „rezydencja” to bardzo dobre hasło promocyjne — zauważa Jerzy Muszyński, szef działu analiz agencji nieruchomości Unikat.

Czym zatem są rezydencje? Nasz rozmówca uważa, że są to obiekty niezwykle prestiżowe, o bardzo dobrych lokalizacjach. Jego zdaniem, rezydencja musi mieć niepowtarzalny charakter.

— Jeżeli developer oferuje do sprzedania osiedle z rezydencjami, to nie są to rezydencje. Kilka domów zbliżonych do siebie wyglądem, mimo ładnej architektury i dobrego położenia, nie zyskuje takiego miana. Jeśli bowiem coś jest ustandaryzowane, nie może być uznane za rezydencję — twierdzi Jerzy Muszyński.

Takie obiekty są projektowane na indywidualne zamówienia. Odpowiadają one specyficznym potrzebom bogatych ludzi. Dlatego też ciężko później je sprzedać.

Ile się zarabia

Na rynku jest bardzo niewielu developerów, którzy chcą kupować zabytkowe rezydencje z myślą o ich remoncie i późniejszej sprzedaży. Zdaniem Marka Stelmaszaka, prezesa agencji nieruchomości Euromark, kupując stary pałacyk znajdujący się w atrakcyjnym punkcie Warszawy można zarobić na nim jakieś 600-800 tys. złotych w ciągu 1,5-2 lat. Tyle zwykle czasu potrzeba na znalezienie klienta.

— Kupując rezydencję za 1,2 mln zł, trzeba zainwestować w jej remont 600-800 tys. zł. Odremontowaną nieruchomość będzie można sprzedać za jakieś 3,6 mln zł — uważa Marek Stelmaszak.

Kto kupuje

— Jest to bardzo niewielki rynek. Ceny takich nieruchomości sięgają od 2 do 4 mln zł. Domy w tym przedziale cenowym wystawione na sprzedaż czekają na klienta od roku do dwóch lat. Jeśli natomiast nieruchomość taka znajduje się w bardzo dobrym punkcie, np. na Mokotowie czy w Wilanowie, to może bardzo szybko znaleźć nabywcę — sądzi Marek Stelmaszak.

Uważa on, że w Polsce nie ma jeszcze klientów na tego typu nieruchomości. Ludzie znajdujący się w pierwszej setce najbogatszych w Polsce wolą budować swoje domy od podstaw niż kupować gotowe.

— Oczywiście są też chętni na stare dworki. To bardzo wąska grupa osób, które cieszy historia danego obiektu. Tylko nieliczni biznesmeni to rozumieją. Inna sprawa, że takie nieruchomości bardzo ciężko znaleść. W Konstancinie np. istnieje bardzo dużo zabytkowych obiektów. Niestety, mieszkają ludzie, którzy dostali w nich mieszkania z przydziału. Nie można ich wykwaterować, przez co marnuje się majątek historyczny. Niektórzy z takich najemców potrafią w zimie palić w piecu klepką z podłogi — dodaje Jerzy Muszyński.

Okazuje się, że drogie domy w Polsce zaczynają kupować klienci zagraniczni.

— Są to zazwyczaj prezesi banków czy funduszy emerytalnych. Niektórzy zaciągają kredyty na ich zakup w kraju. Większość jednak korzysta z oferty zagranicznych banków hipotecznych. Podkreślam jednak, że nie jest to zjawisko masowe. Drogie domy są najczęściej kupowane przez mieszane małżeństwa, choć spotkać też można pary amerykańskie, które postanawiają kupić sobie taką rezydencję — zauważa Marek Stelmaszak.

Nie taki straszny

Na rynku panuje opinia, że bardzo często konserwator zabytków utrudnia właścicielom zabytkowych rezydencji ich remont. Tymczasem — zdaniem niektórych specjalistów — nie taki diabeł straszny, jak go malują. Przedstawiciel jednej z warszawskich agencji uważa, że do konserwatora zabytków trzeba mieć odpowiednie podejście. Nie można — jak czyni to większość bogatych biznesmenów — nasyłać na niego prawników, którzy od razu wdają się w spory i straszą paragrafami. Odpowiednie podejście może zaowocować dobrą współpracą, bo — jak zauważa nasz rozmówca — im zależy głównie na dobrach historycznych.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Radosław Górecki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Rezydencje są rzadko kupowane