Ropa będzie drożeć, ale powoli

opublikowano: 02-08-2016, 22:00

Surowiec poszedł swoją drogą i ma niewiele wspólnego z cyklem koniunkturalnym. To konsekwencja kilku czynników.

W czerwcu cena baryłki ropy WTI przekroczyła 50 USD, od tamtego czasu wyraźnie jednak spada. Daleko jej wciąż do dołka z lutego 2016 r., gdy kursy były poniżej 30 USD, ale na początku sierpnia cena baryłki spadła pod 40 USD. — Do dołka w lutym doprowadził rozwój alternatywnych technologii wydobycia, takich jak np. ropa z łupków. Spowodował on nadpodaż surowca, która nadal jest obecna. Nie ma jednak przestrzeni do dalszych spadków. Zapasy są na tyle duże, że zniechęcają do kolejnych inwestycji w wydobycie w takich krajach, jak Stany Zjednoczone, Wenezuela, Kanada i na Morzu Północnym. Ale rynek powoli się bilansuje i nadpodaż jest coraz mniejsza — mówi Kamil Maliszewski z mBanku. Jego zdaniem, do końca 2016 r. cena ropy WTI nie przekroczy jednak 50 USD. Na ten sam poziom jako maksimum wskazuje Daniel Kostecki z HFT Brokers. Przestrzeń do spadków widzi jednak znaczną.

— Ostatnie spadki były dość duże i okolice 40 USD mogą być podstawą do lekkiego odbicia. Ale fundamentalnie ropa powinna być jeszcze tańsza niż obecnie. Nie widać źródła wzrostu popytu na ropę, a kraje, w których się ją produkuje, nie zamierzają redukować wydobycia. Niewykluczone więc, że zobaczymy cenę 32 USD za baryłkę WTI — twierdzi Daniel Kostecki. Gdzieś pośrodku swoje prognozy sytuuje Konrad Białas z DM TMS Brokers. — Spadek ceny o kolejne 2-3 USD jest możliwy, ale na koniec roku będziemy w okolicach 50 USD — uważa Konrad Białas.

100 USD to historia

Ostatni wzrost cen paliwa był związany z takimi czynnikami, jak osłabienie dolara, pożary w Kanadzie czy ataki islamskich bojówek na instalacje w Nigerii. Ruch w przeciwnym kierunku to natomiast konsekwencja wzrostu produkcji lub zapowiedzi takiego wzrostu w Iranie, Rosji i Libii oraz informacji o wysokich zapasach w Stanach Zjednoczonych. Poza tym, przy cenie około 50 USD za baryłkę zaczyna się opłacać amerykańska produkcja z łupków. Wystarczyło, żeby cena otarła się o ten poziom i według firmy analitycznej Baker Hughes liczba szybów w Stanach Zjednoczonych wzrosła od początku czerwca do końca lipca o 58, czyli o 18 proc.

— Jeśli cena jest poniżej 50 USD, to producenci łupkowi nie inwestują. Z drugiej jednak strony, jeśli nie dojdzie do jakiejś katastrofy na Bliskim Wschodzie, nie ma szans na to, by w najbliższych latach ropa wróciła do 100 USD za baryłkę. Zmiana technologiczna już się dokonała, złoża alternatywne są rozpoznane i gdyby ceny wzrosły do 60 USD, producenci masowo wracaliby na rynek — uważa Kamil Maliszewski. Trudno jednak liczyć na dalszy wzrost popytu ze strony gospodarek rozwiniętych, które znajdują się w dość zaawansowanej fazie cyklu gospodarczego. Wszystko zależy od tzw. krajów rozwijających się — głównie Chin i Indii.

— Ten popyt to największa niewiadoma. W Indiach widać wzrost zapotrzebowania, ale w Chinach nie — komentuje Kamil Maliszewski.

Zwyżki w kolejnym roku

Według analityka mBanku, w 2017 r. cena baryłki będzie zmierzać ku 60 USD, wahając się w przedziale 45-60 USD. Daniel Kostecki również stawia na wzrost, ale jego maksimum widzi raczej w okolicach 50 USD. Dla Konrada Białasa to minimalny pułap wahań, których maksimum widzi przy 60 USD.

— O końcu cyklu koniunkturalnego słyszymy od dwóch-trzech lat, więc do tego bym się nie przywiązywał. Źródłem popytu będą gospodarki rozwijające się. Nawet gdyby doszło do końca cyklu koniunkturalnego, to może nieco uderzyć w popyt z ich strony, ale nie na tyle, by zniwelować wpływ ogólnego trendu wchodzenia tych krajów na wyższe stopnie dobrobytu — tłumaczy Konrad Białas.

Analityk podkreśla, że ropa jest obecnie pod wpływem czynników charakterystycznych tylko dla niej. Jej cena nie może być żadnym barometrem cykli koniunkturalnych, a tym samym popytu na akcje czy metale przemysłowe. Indeks S&P500 osiągał historyczne szczyty, gdy ropa taniała. — Cena ropy powinna rosnąć w perspektywie wzrostu popytu wynikającego ze wzrostu gospodarczego.

Indeksy giełdowe również. To, że mamy przeciwstawną sytuację, wskazuje, że ropa zbyt szybko doszła do 50 USD i na jej cenę wpływają bardziej zróżnicowane czynniki — podkreśla Konrad Białas.

— Cykle koniunkturalne zostały zaburzone przez tzw. luzowanie pieniężne — podkreśla Daniel Kostecki.

GPW stwarza okazje

Warszawska giełda stwarza zaskakująco duże możliwości zarabiania na zmianach cen ropy naftowej. Dzieje się tak za sprawą certyfikatów strukturyzowanych na to paliwo. Obecnie jest ich w obrocie równe 50. Ich emitentami są holenderski ING Bank i austriacki Raiffeisen Centrobank, handlować certyfikatami można jednak z wykorzystaniem zwykłego rachunku maklerskiego. Pozwalają przy tym zarabiać zarówno na zwyżkach, jak i na spadkach cen ropy. Maksymalne zyski, jakie przyniosły w ostatnich trzech miesiącach, przekroczyły 50 proc., ale straty najgorszych były wyższe — ponad 60 proc. Interesując się certyfikatami, trzeba też zwrócić uwagę, jakiej ropy dotyczą. Na GPW notowane są instrumenty oparte zarówno na ropie Brent, jak i WTI. Ich ceny podążają w tych samych kierunkach, ale trochę się różnią, co przy instrumentach opartych na dźwigni ma duże znaczenie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Ropa będzie drożeć, ale powoli