Ropa w Londynie tanieje w środę przed południem, a rynek czeka na dane o stanie zapasów tego surowca w USA - podają brokerzy.
Analitycy spodziewają się wzrostu rezerw, poszukiwanego szczególnie teraz, oleju opałowego.
Na dodatek amerykańskie służby meteorologiczne zapowiadają na następny tydzień wzrost temperatur na północnym-wschodzie USA powyżej normy. W tym regionie USA zużywa się aż 80 proc. amerykańskich zapasów oleju opałowego.
"Rynek jest mniej zaniepokojony stanem zapasów ropy i oleju opałowego niż jeszcze miesiąc temu" - powiedział analityk rynku paliwowego w Statoil ASA Tor Kartevold. "Dużo może zależeć teraz od warunków pogodowych - gdyby było zimno przez kilka tygodni, to na rynku znowu może się pojawić lekka panika" - ocenił.
Tymczasem jednak baryłka ropy Brent spod dna Morza Północnego w dostawach na styczeń staniała w Londynie o 34 centy, czyli o 0,8 proc. i kosztowała 45,17 USD.
W tym czasie lekka ropa WTI w handlu elektronicznym na NYMEX w Nowym Jorku staniała o 37 centów, do 48,76 USD za baryłkę.
Analitycy szacują, że zapasy paliw destylowanych, do których należy też olej opałowy, wzrosły do 117,1 mln baryłek, czyli o 1,5 mln baryłek. W poprzednim tygodniu wzrosły one o 1 mln baryłek.
Rynek spodziewa się za to spadku zapasów ropy - o 200 tys. baryłek. Rosły one jednak przez poprzednie dziewięć tygodni.
Departament Energii przedstawi swoje wyliczenia dotyczące amerykańskich zapasów ropy i jej produktów o godz. 16:30.
aj/ ana/ mskr/