- W związku z zaangażowaniem politycznym Polski w sprawę Ukrainy, wariant „zemsty” ze strony Rosji jest bardzo prawdopodobny. Można oczekiwać różnych utrudnień w handlu polskich firm na rynkach wschodnich, co w szczególności dotyczyć będzie Rosji i Białorusi - uważa Marek Buczak.

Jego zdaniem, Polska nie ma co liczyć na silne wsparcie ze strony Unii Europejskiej.
- Jak uczy doświadczenie, państwa członkowskie w takich momentach głównie koncentrują się na własnych interesach - przykładem może być zakaz importu wieprzowiny, który chcą obejść Dania i Holandia, nie patrząc na interes Polski i republik bałtyckich - mówi Marek Buczak.
Specjalista zauważa, że mimo wysokich spadków notowań spółek rosyjskich w ostatnich dniach, apetyt inwestorów na ich kupowanie jest znikomy. - Można uznać, ze wszystkie spółki rosyjskie zostały wrzucone do jednego worka. I nie zmieni się to do momentu pojawienia się światełka dla rozwiązania obecnej sytuacji oraz wyrażenia przez prezydenta Władimira Putina chęci do dialogu ze wspólnotą międzynarodową - dodaje zarządzający Quercus TFI.
W jego ocenie, ewentualny konflikt zbrojny wydaje się najgorszym scenariuszem dla giełd. - Do tej pory GPW była odporna na kryzys polityczny, jaki trwa na Ukrainie od wielu miesięcy. Jednak jeśli doszłoby to konfrontacji militarnej pomiędzy Ukrainą a Rosją (jest to raczej mało prawdopodobne, wydaje się, że prędzej czy później dojdzie do porozumienia dyplomatycznego, prawdopodobnie Ukraina straci kontrolę nad Krymem), ucierpiałaby większość spółek notowanych w Warszawie - mówi Marek Buczak.
W poniedziałek o godz. 13.21 WIG20 spadał o 4,2 proc., mWIG40 o 5,7 proc., a sWIG80 o 7 proc. Wartość WIG-Ukraine spadała o 15,8 proc.