Kiedy na olsztyński rynek weszły hipermarkety, myśleli, że wykończą ich firmę. Dziś sklepy sieci Duet mają się dobrze
nie tylko w Olsztynie.
Za kilka dni spółka Duet otwiera najnowszy sklep w centrum miasta.
— Mieszkają tam tysiące ludzi, wkoło urzędy, codziennie przepływają tłumy, a nie było dużego sklepu spożywczego — dziwi się Jerzy Drankowski, jeden z dwóch udziałowców spółki handlowej Duet.
19 października przy al. Piłsudskiego otwiera podwoje centrum handlowe Alfa. Na parterze Duet zajął 2 tys. mkw., by sprzedawać wszystko, co można zjeść i wypić.
— Asortyment będzie szerszy niż w naszym dotychczas największym sklepie, Max-Duecie, przy ul. Kanta. Liczymy też, że częściej zajrzą tu klienci szukający różnych specjałów i nowości — mówi Jerzy Drankowski.
Dwóch, czyli duet
Razem się uczyli, chodzili na dziewczyny, kończyli te same studia ekonomiczne na Uniwersytecie Gdańskim i z dyplomami wrócili do Olsztyna. Był koniec lat siedemdziesiątych. Jerzy Drankowski i Waldemar Siwczak pracę zaczynali od posad skromnych referentów w różnych firmach. Mieli już rodziny, małe dzieci i przed sobą perspektywę nudnego życia. Siwczaka zawsze rozpierała energia i wszędzie było mu za ciasno. Frankowski, skupiony i refleksyjny, też nie czuł się dobrze na państwowym etacie.
Wiatr w żagle złapali w 1989 r. Od kilku miesięcy obowiązywała nowa ustawa o przedsiębiorczości. Obudziła ich nadzieje. Wkoło brakowało różnych małych, a przydatnych rzeczy i sprzętów domowych. Wymyślili więc, że będą je sprzedawać. Założyli spółkę — skoro dwóch, to jasne, że Duet. Wzięli milion starych złotych kredytu i otworzyli mały sklepik na olsztyńskim Starym Mieście, niedaleko zamku. Na 20 mkw. sprzedawali plastikowe krzesła składane, drobne akcesoria meblowe, fotele bujane z Jasienia i przeszklone stoliki z metalowych rurek — hit tamtego okresu.
Dzisiaj spółka handlowa Duet ma siedem dużych osiedlowych sklepów spożywczych w Olsztynie i dwa w Mrągowie. Wśród nich są także trzy Leader Price prowadzone na zasadzie franczyzy. Duet ma też większościowe udziały w olsztyńskich spółkach Hermes (trzy supermarkety spożywcze) i Duet-Meble (sześć sklepów w województwie). Zatrudnia około 450 osób, a w podległych spółkach — kolejne trzysta.
— Działamy, korzystając z kredytów bankowych. Zbudowaliśmy największą firmę w tej części Polski. Ale uważamy, że nadal mamy niedostatki — przyznaje Waldemar Siwczak, prezes Duetu.
— Jesteśmy pełni krytycyzmu. Mamy wrażenie, że ciągle coś można zrobić jeszcze lepiej — dodaje Jerzy Drankowski.
Pomogła konkurencja
Supermarkety Duetu mieszczą się w dzierżawionych obiektach. Właściciele (najczęściej spółdzielnie mieszkaniowe) nie chcą ich sprzedać, a umowy najmu skonstruowano w ten sposób, że najemca musi robić w nich wszystko na własny koszt — remontować, modernizować, dbać o parking i okoliczną zieleń. Inaczej inwestuje się w swoje, inaczej w dzierżawione — to prawda stara jak świat.
Marzeniem obu przedsiębiorców była budowa własnego supermarketu. Max-Duet stanął w doskonałym miejscu największego olsztyńskiego osiedla Jaroty. Ma optymalną wielkość oraz funkcjonalne rozwiązania i odwiedzają go tłumy klientów. Okazał się strzałem w dziesiątkę. Wielu mieszkańców Jarot woli robić zakupy w Max-Duecie niż w leżących na skraju osiedla Realu czy Leclercu.
— Konkurencja wielkich sieci handlowych wymusiła na nas zmiany w zarządzaniu i organizacji pracy, w naborze i systemie szkoleń pracowników. Wbrew obawom wyszło nam to tylko na dobre. Efektywność mamy z roku na rok coraz lepszą — opowiada Waldemar Siwczak.
Zmienili na przykład system zaopatrywania sklepów w pieczywo. Przy dwóch supermarketach Duet ma teraz swoje piekarnie Triada. Stąd świeże bułki i chleb kilka razy dziennie rozwożone są własnym transportem do sklepów.
Zapędy
W Max-Duecie szkolą się obecnie przyszli pracownicy Alfa-Duetu. Z naborem personelu nie jest łatwo. Mimo że region ma największe bezrobocie, trudno o dobrego pracownika.
— Do handlu trzeba mieć smykałkę. Uwijać się jak fryga, umieć uśmiechać się do ludzi i pamiętać, że klient nasz pan — tłumaczy prezes Siwczak i dodaje, że firma nieźle płaci jak na olsztyńskie warunki.
Od roku, odkąd otworzyły się granice Unii Europejskiej, Duet ma problem z pracownikami. Wielu, szczególnie młodych, po zdobyciu kwalifikacji i doświadczenia wyjeżdża zarabiać za granicę. W ten sposób firma straciła wszystkich czterech cukierników z Triady — wypiekają teraz słodkości w Irlandii. A wyszkolenie nowych trochę trwa.
Od pewnego czasu spółką interesują się inwestorzy. Chcą przejąć dużą część jej udziałów.
— Ale jeszcze nie chcemy być rentierami. Jesteśmy za młodzi. Mamy dużo pomysłów, tym bardziej że handel jest naszym żywiołem — podkreśla Waldemar Siwczak.
