Rosyjscy inwestorzy kupiliby morze

Gruba złota rama, a w niej wzburzone fale. Chociaż takie wyobrażenie o kolekcji bywa trafne, rosyjski rynek nie działa z podobnym rozmachem

Na okoliczność moskiewskiego biennale uwagę kolekcjonerów przykuwają coraz nowsze i pozornie kontrowersyjne dane. Jak się niedawno okazało, rynek sztuki Rosji wygląda na niespodziewanie mały, bo całkowity zeszłoroczny obrót na aukcjach wyniósł niecałe 2,5 proc. Światowego — wynika z raportu Artnetu.

NA FALI:
Zobacz więcej

NA FALI:

„Sztorm na Morzu Czarnym” Iwana Ajwazowskiego sprzedano w czerwcu za 341 tys. GBP (2 mln zł). ARC

Takiego udziału raczej było trudno się spodziewać po tak dużym i słynącym z upodobania do przepychu kraju — słusznie zresztą, bo statystyki, jak w wielu przypadkach, tym razem również nie ujęły całego obrazu. Widok, którego w nich wyraźnie zabrakło, to rozparty w empirowym fotelu asystent oligarchy, który co prawda kupuje oprawioną w złoto toń morską, ale nie osobiście na aukcji w Moskwie, lecz przez telefon, w galerii w Nowym Jorku.

Miara cara

Jeszcze dziesięć lat temu takie domy jak Sotheby’s, Christie’s czy Bonhams dopiero zaczynały organizowanie aukcji poświęconych wyłącznie sztuce Rosji. Przedsięwzięcie okazało się stosunkowo zyskowne, bo już w następnych latach światowa sprzedaż zaczęła w tym segmencie rosnąć w takim tempie, że w latach 2007-08 wartość wylicytowanych obiektów sięgnęła 600 mln USD, czyli o ponad 700 proc. więcej niż w 2003 r. — wynika z danych Artnetu.

Między latami 2008 i 2009 też pojawiła się spora różnica, ale zanotowany wtedy prawie 60-procentowy spadek nie zdziwił prawdopodobnie nikogo, bo finansowy kryzys mniej lub bardziej dotkliwie odbił się na wynikach rynków sztuki większości krajów. Dwa lata temu poziom sprzedaży rosyjskich dzieł powrócił do 400 mln USD, ale od tamtego czasu, zamiast znowu wejść w fazę spektakularnych na miarę cara zwyżek — spada. Jak widać, ekspansja, przynajmniej na światowym rynku sztuki, nie jest ostatnio w planach.

Sztormy na aukcjach

Chociaż dostęp do cen tamtych artystów na rynku pierwotnym jest zdecydowanie utrudniony, zwiększająca się liczba lokalnych galerii i targów sztuki wskazuje, że w okresie ostatnich 20 lat rozpoznawalność rosyjskich twórców na świecie znacząco wzrosła. Starania galerników wiążą się zwykle z kategorią sztuki najnowszej, ale w tym przypadku w tabeli najdrożej sprzedających się prac niewiele to zmienia — rekordowe wyniki padają wtedy, kiedy na licytację wystawiane są obrazy uznanych już dawno malarzy, przy czym nie zawsze są to tylko widoki zachodzącego nad falami słońca. Kojarzony właściwie wyłącznie z marynistycznym malarstwem Iwan Ajwazowski pojawia się bardzo sporadycznie w polskich katalogach, ale jako główny rynek sprzedaży jego prac wskazać można Wielką Brytanię.

W ostatnich 15 latach zielonkawą głębię morza wartą powyżej 1 mln USD wylicytowano ponad 30 razy, a przedziałem, w którym ceny padały najczęściej, było 100-500 tys. USD — wynika z danych Artprice’u.

Nawet jeśli mamy sentyment do romantycznych sztormów, dorobek tamtych artystów bardzo byśmy skrzywdzili, jeśli sprowadzilibyśmy go wyłącznie do podobnych widoków. Ponadtrzykrotnie wyższy obrót przypisuje się w aukcyjnej historii twórczości Wassilego Kandinsky’ego — a więc nie nastrojowym krajobrazom, lecz ostro zakończonym trójkątom i kwadratom.

Geometryczne figury porozrzucane na obrazach konstruktywistów powinny być z tamtym rejonem kojarzone w równym stopniu, co Ajwazowski, szczególnie że sztuka abstrakcyjna przebija cenami przedstawieniową już na bardzo wielu rynkach. Mimo że stawki za kolorowe prostokąty przekraczają już 10 mln USD, a londyński rekord za miotane falami statki to z premią ponad 2,7 mln GBP (15,5 mln zł), teoria, że zakupy oligarchów można połączyć jakoś z polskim rynkiem, nie jest zbyt odważna. A z pewnością już nie tak, jak odważne były obrazy z kwadratami w czasach, kiedy powstawały.

Kwadraty biją fale

Niekwestionowanym historycznym liderem aukcyjnej sprzedaży rosyjskich prac nie jest, wbrew pozorom, ani Iwan Ajwazowski, ani Wassily Kandinsky, lecz znany całemu światu z grającej na skrzypcach kozy Marc Chagall. Na szacowany na prawie 1,5 mld USD (5,6 mld zł) aukcyjny obrót z ostatnich 30 lat składają się jednak nie tylko cenne olejne obrazy, ale też, w dużo mniejszym stopniu, popularne na rynku grafiki.

Warta kilkaset dolarów litografia to dobry, a przy tym niejedyny, polsko-rosyjski łącznik — często przecież mamy wrażenie, że jak z zagranicznych wakacji przywieziemy sobie prawdziwego Chagalla, to w Polsce grafika kosztowała będzie jakąśkrotność tego, ile w nią zainwestowano. Takie podejście na ogół się nie sprawdza, bo podobne prace licytować można już na tylu rynkach, że ich światowy poziom raczej się ustabilizował. Zaletą takiej lokaty jest z pewnością nieograniczony krajowymi granicami popyt, ale z punktu widzenia inwestora na jakikolwiek zwrot czekać będzie trzeba prawdopodobnie kilkadziesiąt lat.

Tak jak Chagalla nie kojarzymy wyłącznie z Rosją, bo działał też m.in. we Francji, tak Henryka Siemiradzkiego Rosjanie nie wymieniają w gronie twórców z Polski, a Siemiradzki to właśnie kolejny przykładowy wspólny mianownik. Uniwersalne tematy malarstwa akademików licytowane bywają już powyżej 1 mln USD, mając więc ochotę na jakieś praktyczne nawiązanie, grafika z grającymi na instrumentach zwierzętami z pewnością wyszłaby taniej.

Zamiast jednak licytować jedną z tysięcy takich samych odbitek któregoś z zagranicznych autorów, dobrze jest rozejrzeć się za być może bardziej inwestycyjną grupą geometrycznych figur z Polski. Lokalna awangarda zyskuje przecież na wartości w znacznie szybszym tempie niż odbitki Chagalla, a nawet z rosyjskiego rynku płynie wyraźny sygnał, że abstrakcja może być właściwym kierunkiem. Najdroższym obrazem tamtejszego twórcy nie była ani walcząca z pogodą łódka, ani unosząca się w powietrzu młoda para Chagalla, tylko właśnie wykonana przez artystę polskiego pochodzenia kompozycja z prostokątami. Kolorowe figury Kazimierza Malewicza wycenione zostały na 60 mln USD (223 mln zł), co, chociaż na dosyć płytkim poziomie, ucina dyskusje o tym, czy czarny kwadrat na białym tle może mieć jakąkolwiek wartość.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Alternatywne / Rosyjscy inwestorzy kupiliby morze