Obecne problemy Chin są bardzo podobne do tych, jakie u kresu epoki dynamicznego rozwoju miała Japonia, powiedział w wywiadzie dla agencji Bloomberg Roy Smith. Były dyrektor w banku Goldman Sachs zasłynął śmiałą prognozą z 1990 r., w której zapowiadał koniec złotej ery Kraju Kwitnącej Wiśni. To prognoza odbiegająca od tego, co mówi większość komentatorów, po tym jak w 2010 r. Chiny stały się drugą co do wielkości gospodarką świata, wyprzedzając właśnie Japonię.
76-letni bankier zwraca uwagę na problem złych długów oraz przewartościowania na chińskich rynkach akcji i nieruchomości. Jego zdaniem wywierają one presję na system finansowy i grożą wyhamowaniem chińskiego wzrostu w podobny sposób, jak miało to miejsce w Japonii ćwierć wieku temu.
- Większość komentatorów spodziewa się, że Chiny zastąpią USA na miejscu największej potęgi gospodarczej świata XXI wieku. Moim zdaniem one jednak raczej skończą jak Japonia – powiedział w wywiadzie z agencją Bloomberg Roy Smith.
Łączna wartość zadłużenia chińskiego sektora prywatnego i publicznego sięgnęła w połowie ubiegłego roku równowartości 282 proc. PKB, podczas gdy jeszcze w 2000 r. wynosiła 121 proc. Tymczasem w 2014 r. dynamika PKB spowolniła do 7,4 proc. i była najniższa od 24 lat. Do listy podobieństw dochodzi kwestia starzejącego się społeczeństwa, która oznacza wzrost wydatków na emerytury i służbę zdrowia w przyszłości.
- Struktura chińskich finansów jest bardzo wrażliwa. Wiele danych nie jest wiarygodnych, a to może oznaczać, że problemy są znacznie poważniejsze niż się uważa. Nie wiem, kiedy one wyjdą na światło dzienne, ale kiedy to się stanie, zachwieje to zaufaniem świata do systemu Chin – zapowiadał Roy Smith.
Pierwsze sygnały słabości widać już teraz. Rząd wycofuje gwarancje, jakich udzielał wehikułom, za którymi stoją władze lokalne, a które finansowały boom na rynku nieruchomości. To może wzmóc obawy inwestorów o ich wiarygodność kredytową, które i tam mocno ucierpiały w zeszłym roku. Deweloper Kaisa Group Holdings nie spłacił w terminie części zobowiązań, po tym jak w ubiegłym roku część jego projektów została zatrzymana przez władze. Choć Roy Smith nie spodziewa się, że Chiny wpadną w 25-letnią stagnację, tak jak to miało miejsce w przypadku Japonii, to jednak ewentualny kryzys w Chinach będzie brzemienny w skutki.
- Chiny nie skończą jak Japonia. Jednak poważniejszy kryzys jest możliwy, a to podkopałoby chińskie sny o potędze – powiedział specjalista, który obecnie jest profesorem na uczelni Stern School.
