Rury robi się tak jak mielonkę

Adrian Chimiak
opublikowano: 03-08-2006, 00:00

Gdyby ich rury ułożyć jedna za drugą, oplotłyby ziemię na równiku. A to tylko produkcja z ostatniego roku.

W Strzelinie pracuje się 24 godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. W halach nie jest głośno, linie produkcyjne mają po kilkadziesiąt metrów, ogromne szpule nawijają mozolnie białą, niemającą końca rurę. To z tych rur (średnica od 10 mm do 50 mm) mieszkańcy wszystkich kontynentów wypuszczają z kranów ciepłą i zimną wodę. Ich wytwarzanie jest tak skomplikowane, że część procesu (sieciowanie — uodpornianie materiału na wysoką temperaturę i ciśnienie) odbywa się w jednym z najnowocześniejszych zakładów świata, w Szwajcarii.

— Mamy mnóstwo certyfikatów. Praktycznie każdy kraj wydaje nam swoje zezwolenia i potwierdza zgodność z lokalnymi normami. A sprzedajemy m.in. w Australii, choć główne nasze rynki to Włochy, Niemcy i Polska (20 proc.) — wylicza Maciej Kostański, dyrektor zarządzający.

Zakład rozpoczął produkcję w 1999 r. Dwa lata wcześniej International Building Products z Wielkiej Brytanii i niemiecki TECE zawiązały joint venture. Na siedzibę wybrano dziesięciotysięczny dolnośląski Strzelin. Na początku przyjęto do pracy osiem osób. Dziś pracuje ich 115 i zatrudnienie ciągle się zwiększa. Multilayer Pipe Company jest w powiecie strzelińskim drugim pracodawcą.

— Niestety, brytyjski udziałowiec specjalizował się w materiałach miedzianych oraz złączkach i nie chciał się mocniej zaangażować w rozwój naszej fabryki. Dlatego Brytyjczyków zastąpił Wavin B. V. Zyskaliśmy wiele nowych rynków zbytu — wspomina Kostański.

Braków nie wypuszczamy

Ponad 90 proc. produkcji to rury wielowarstwowe. Znane na świecie zaledwie od 12 lat są bardzo chętnie kupowane przez inwestorów wyposażających w nie budynki. Wewnętrzna warstwa to sieciowany polietylen, pokrywa ją powierzchnia adhezyjna (spełnia zadanie kleju), rura aluminiowa, druga warstwa adhezyjna i warstwa zewnętrzna.

— Są wyjątkowo trwałe, bez problemu wytrzymują 50 lat. W końcu chyba nikt nie chce co chwila zrywać podłogi? — pyta retorycznie Maciej Kostański.

Rury ze Strzelina znajdują także zastosowanie w przemyśle, systemach ogrzewania i chłodniczych (przemysł samochodowy).

Przechodzimy między liniami produkcyjnymi. Dyrektor tłumaczy proces powstawania rur, porównując go do wyciskania mięsa przez maszynkę. Z zewnętrznych silosów pneumatycznie podawany jest polietylen (dozowany przez grawimetry) i całość przechodzi przez ekstruder („maszynka do mięsa”), ślimak wypychający rurę przez głowicę. Rura jest kalibrowana próżniowo (wysysanie do zewnętrznych ścianek kalibratora). Nadzorujący produkcję pracownicy obserwują monitory. Jakiekolwiek odstępstwo od normy (powyżej 0,15 mm) sygnalizowane jest dźwiękowo, odpady cięte na nienadające się do użycia fragmenty.

— Nie możemy dopuścić, by towar niespełniający norm trafił na rynek. Tutaj, na miejscu, go niszczymy i przekazujemy firmom utylizacyjnym — wyjaśnia dyrektor.

Długo tłumaczy, jak powstaje rura, i gdy kończy, okazuje się, że wszystko to dotyczyło dopiero pierwszej warstwy.

— Niestety, prawie wszystkie komponenty do naszej produkcji pochodzą z importu. Próbowaliśmy zdobywać surowce u polskich producentów, ale ich jakość nie jest satysfakcjonująca, a terminy dostaw mało konkurencyjne — twierdzi Maciej Kostański.

Poznańska gospodarność

Firma nie sprzedaje własnych wyrobów. Towar odbiera kilku klientów zewnętrznych i firm siostrzanych powołanych przez Wavin i TECE.

— Tam kompletuje się instalacje, które jako całość są sprzedawane odbiorcom indywidualnym — wyjaśnia Kostański.

Multilayer Pipe Company jest w pierwszej piątce europejskich producentów rur wielowarstwowych. Moce produkcyjne są wykorzystywane w 100 proc., nie wszystkie zamówienia mogą być jednak zrealizowane.

— I to też kłopot, bo nie możemy oddać rynku konkurentom. Dlatego myślimy o kolejnych liniach produkcyjnych i zwiększeniu zatrudnienia — zapowiada dyrektor.

Jego poznańska natura przekłada się na gospodarność w pracy. Wieczorami zagłębia się w książkach popularno-naukowych i historycznych.

— W weekendy wracam do Poznania. Uwielbiam spacery z psem, długie jak moje rury — śmieje się Maciej Kostański.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Chimiak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu