Rybacy chcą renegocjacji warunków członkostwa

Mira Wszelaka
opublikowano: 2002-12-23 00:00

Krajowi rybacy żądają renegocjacji warunków członkostwa w UE. Podkreślają, że zamknięcie rozdziału o rybołówstwie nastąpiło w trakcie reformy unijnej polityki rybackiej. Rząd odpowiada jednak, że powrotu do negocjacji nie będzie.

Rybacy są niezadowoleni z wyników negocjacji z Unią Europejską i otwarcie postulują powrót do negocjacji.

— Od dawna twierdziliśmy, że niebezpieczne jest ustalanie warunków członkostwa w rybołówstwie, wiedząc, że unijna polityka w tym względzie właśnie się zmienia. Od 1 stycznia 2003 r. w krajach „piętnastki” wejdą nowe regulacje, my zaś dostosowywaliśmy się do przepisów, które za chwilę będą historią. Dlatego uważamy, że niektóre warunki naszego członkostwa powinny być jeszcze raz omówione — podkreśla Maciej Dlouhy, prezes Krajowej Izby Rybackiej.

Zaznacza, że sam jest zwolennikiem przystąpienia do Unii, ale nie może zaakceptować zbyt trudnych warunków, jakie czekają branżę.

Rybacy w UE też nie są zadowoleni — tyle że z innych powodów. Nowa polityka UE, ograniczając m.in. nakłady na modernizację, ma na celu redukcję floty o 30-40 proc. i ograniczenie limitów. Na razie wybrali drogę protestu.

Zdaniem Macieja Dlouhego, interesy unijnych rybaków nie zawsze są zbieżne z postulatami ich polskich kolegów.

— Krajowi rybacy zdają sobie sprawę z konieczności restrukturyzacji, która będzie się wiązała z poważną redukcją floty, połowów i zatrudnienia. Przeciwko temu nikt jednak nie protestuje, choć zagrożeniem jest niewykorzystanie na te cele pomocy z UE. Jednak nowa polityka rybacka UE pozwoliłaby nam przede wszystkim lepiej ochronić zasoby Bałtyku. Chodzi o znaczne ograniczenie połowów na cele paszowe, które są specjalnością jednostek duńskich i szwedzkich. Używane przez nich sieci o małych oczkach są w stanie wyłowić praktycznie wszystko. Dostosowując się do nowych przepisów UE moglibyśmy opracować strategię ochrony zasobów, wydzielając np. akweny, w których obowiązywałby zakaz takich połowów — podkreśla Maciej Dlouhy.

Środowiska rybackie podkreślają, że wycofanie się Polski z okresu przejściowego w dostępie do polskiej strefy morskiej można było zastąpić ochroną dużej części akwenów przed połowami na cele paszowe i dodatkowymi o całkowitym zakazie w celu odnowy narybku.

Innego zdania jest Zdzisław Gandera, dyrektor departamen- tu rybołówstwa w resorcie rol- nictwa.

— Takie rozwiązania były już prezentowane w toku negocjacji. Polscy rybacy nie chcieli ich jednak zaakceptować, bo wyłączenia dotyczyłyby wszystkich, także krajowych jednostek. Poza tym znamy tylko niektóre kierunki zmian polityki rybackiej UE. Żaden oficjalny dokument jeszcze się nie ukazał. Czekanie na finał reformy groziłby opóźnieniem całego procesu rozszerzenia, a na to nie mogliśmy sobie pozwolić — podkreśla Zdzisław Gandera.

Aby złagodzić postawę unijnych rybaków, Komisja Europejska rozważa też wpuszczenie floty hiszpańskiej i portugalskiej na wody Morza Północnego i Bałtyk. Nieoficjalnie mówi się, że taka decyzja już zapadła.

— Od generalnej zasady o wzajemnym dostępie do łowisk UE istnieje wiele odstępstw. Takim właśnie wyjątkiem są Hiszpania i Portugalia, które przez wiele lat objęte są zakazem połowu na Morzu Północnym i Bałtyku. Ostatnia umowa w tej sprawie wygasa z końcem tego roku, a oba państwa od dawna upominały się w Brukseli o zniesienie zakazu — wyjaśnia jeden ze specjalistów w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej.

Dopuszczenie do naszej strefy połowowej nawet kilku dużych jednostek hiszpańskich zmieniłoby sytuację. Nasze jednostki mając tak dużą konkurencję w dotąd należącej do Polski wyjątkowo żyznej biologicznie strefie musiałyby poławiać na mniej zarybionych wodach północnych. To z kolei jest nie tylko mało opłacalne, ale też mało realne ze względu choćby na stan techniczny krajowej floty.