Rygor z savoir-vivre’em

Karolina Guzińska
opublikowano: 2003-06-06 00:00

Jedna ze stolic zjednoczonej Europy — siedziba Rady Europy i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, miejsce posiedzeń Parlamentu Europejskiego przed 40 laty była sennym miastem. Kolorytu przydawali Strasburgowi studenci. Choćby Bernard Roucaud — w owym czasie młody chłopak z Nicei — dziś szef warszawskiego Maison de la France, francuskiego ośrodka informacji turystycznej.

— Riesling i inne alzackie wina... Jakże były wtedy tanie! I jedzenie: za 15 franków dawali wielkie porcje! Przyjechałem do Strasburga studiować germanistykę. Mogłem tu słuchać niemieckiego radia, oglądać telewizję, bywać za pobliską granicą — wspomina Bernard Rou-caud.

Rok temu pojechał do Strasburga po raz pierwszy od 40 lat. Nie poznał miasta! Przybyło parkingów i gmachów. Zmienili się także ludzie.

— Kiedyś katolicy i protestanci trzymali się osobno. Nawet ich dzieci nie bawiły się z sobą. To był czas odrodzenia francusko-niemieckiej przyjaźni. Pojawili się pierwsi turyści z Niemiec. Niezbyt lubiani przez strasburskich handlowców, bo niechętnie zostawiali u nich pieniądze. Przyjeżdżali z zapasami... Woleli swój Wurst i Kartoffelnsalad. Teraz globalizacja objęła i narodowe kuchnie... — dodaje Bernard Roucaud.

Strasburg to królestwo alzackiej kuchni. Choucroute — potrawa podobna do polskiego bigosu. Baeckeoffe — rodzaj zapiekanki z ziemniaków i marynowanych mięs. Tarte flambee — przypominająca pizzę potrawa z boczkiem i serem. Coq au Riesling — kogut w rieslingu, czyli białym alzackim winie... Inne lokalne wina: Sylvaner, Pinot Blanc, Muscat, Gewurztraminer. I słodycze: Bettelman — deser z suszonych fig, rodzynków, migdałów...

— Francja to jednorodny kraj, kultywujący regionalne zwyczaje. Także kuchnię. W Polsce mało kto wie, że Alzacja jest najbogatszym — po paryskim — regionem Francji — mówi Paul Lesiakowski, polski przedstawiciel Agencji Rozwoju Alzacji.

Dodaje, że Alzatczycy są postrzegani we Francji tak, jak poznaniacy u nas: gospodarność, dyscyplina itp. A sami zainteresowani mówią o sobie, że łączą niemiecki rygor z francuskim savoir vivre’em i radością życia. Toteż pomysłów im nie brakuje.

— Na przełomie lat 80. i 90. zakopano pod katedrą w Strasburgu kontener z przedmiotami codziennego użytku — m.in. aktualnym modelem lodówki. Żeby potomni wiedzieli, jak żyli ludzie pod koniec XX wieku — opowiada Paul Lesiakowski.

Miasto szczyci się kilkusetletnią historią. Według legendy, tu narodziła się Marsylianka. W 1712 r. ową pieśń — przeznaczoną dla nadreńskich żołnierzy — wykonał przed merem Strasburga śpiewak Rouget de Isle. Dopiero potem nazwano ją Marsylianką...

— Najstarszą część miasta, tzw. Małą Francję, zbudowano jak Amsterdam. To system kanałów, mostów, wąskich uliczek... Najlepiej zwiedzać ją stateczkiem. Zobaczymy XVI- i XVII-wieczne ukwiecone domy z muru pruskiego: dawne siedziby młynarzy, garbarzy. A na drugim brzegu rzeki Il wznosi się Pałac Europy, mieszczący instytucje unijne. To majstersztyk — stawiając go nie zepsuto klimatu miasta — twierdzi Paul Lesiakowski.

Nasi turyści omijają Strasburg — dla nich to przede wszystkim postój w drodze w głąb Francji. Niesłusznie, bo miasto wiele oferuje. Poza Małą Francją także romańsko-gotycką katedrę Notre Dame ze 160-metrową wieżą.

— Goethe nazwał strasburską katedrę „drzewem Boga”... Jej walory historyczne są nawet wyższe niż paryskiej, bo zachowały się oryginalne witraże — mówi Alina Gocka, przewodnik wycieczek Orbis Travel.

Strasburg to duchowa uczta dla miłośników sztuki.

— W muzeum katedralnym znajdą XI-wieczne rzeźby sakralne i szkice witraży. A naprzeciw stoi XVIII-wieczny Palais Rohan — dawna rezydencja biskupów strasburskich, dziś zespół muzeów: sztuk pięknych, architektury i wzornictwa. Godne polecenia są zwłaszcza dzieła Rodina, Klimta, Braque’a. Ciekawi życia średniowiecznych mieszkańców miasta powinni zajrzeć do muzeum historii i architektury w renesansowych domach kupieckich. A dla miłośników militariów: zachowane fragmenty murów obronnych z mostem Zakrytym, zwieńczonym dwiema basztami. Nad nowszą historią Strasburga można zaś podumać na placu Republiki. Wnosi się tam symboliczny pomnik: Pieta — matka z dwoma zabitymi synami w objęciach, Francuzem i Niemcem — opowiada przewodniczka.

Jaki jest współczesny Strasburg?

— Miasto w centrum Europy: akurat w stopę cyrkla się wpisuje. Tętni życiem. Bardzo dba o infrastrukturę — jego urbanistyczne rozwiązania są imponujące. Choćby autostrady: jedzie się jak po stole. Rozwija się budownictwo społeczne — dla ludzi gorzej uposażonych — kwitnie służba zdrowia i szkolnictwo — wylicza Paul Lesiakowski.

W Pałacu Europy otwarto dla turystów m.in. salę obrad Parlamentu Europejskiego — marmury i piękne drewno kontrastują ze skromnym wystrojem innych sal.

— Oranżeria obok Pałacu Europy to najpiękniejsze tereny zielone miasta. Skupia się tu życie kulturalne urzędników. Przychodzą na koncerty, wystawy — twierdzi Alina Gocka.

Obecność unijnych pracowników wpływa na strasburskie ceny. Knajpki w Małej Francji czy w pobliżu katedry są drogie — tu posilają się politycy i ludzie biznesu.

— Inny unijny akcent to most Europy łączący Strasburg z niemieckim Kehl. Ma 240 m długości — dodaje przewodniczka.

Europejską dzielnicę zaprojektowano tak, by nie zepsuć urody zabytkowego centrum. To sprawia, że Strasburg jest przytulnym i malowniczym miastem. Jedynym w swoim rodzaju.