Bieżący rok jest jednak słabszy ze względu na kontynuację spowolnienia gospodarczego sygnalizowanego przez półtoraroczne minimum ISM Manufacturing. Tradycyjnym wyzwaniem dla ryzykownych aktywów jest też umacniający się dolar. Dodatkowo stratedzy dwóch czołowych amerykańskich banków inwestycyjnych zmienili nastawienie do rynków akcji na bardziej negatywne. Morgan Stanley zasugerował koniec rajdu w rynku niedźwiedzia, a JP Morgan realizację zysków po marcowym odbiciu.
Sporym obciążeniem dla naszych indeksów może być sektor bankowy. We wtorek WIG-Banki spadł 3,1 proc. po zapowiedzi premiera o pomocy kredytobiorcom finansowanej przez bankowy Fundusz Wsparcia Kredytobiorców. Instytucje te będą musiały zmierzyć się z rosnącym ryzykiem złotowych kredytów hipotecznych, chociaż nadal nie uporały się do końca z zagadnieniem kredytów frankowych.
Pozostałe czynniki ryzyka niestety bez zmian: wojna na Ukrainie trwa, rekordowe ceny surowców pchają inflację i stopy procentowe w górę, a brak porozumienia rządu z unią w kwestii KPO i TSUE tworzy dodatkową, niepotrzebną presję na budżet i rentowności obligacji.
Z drugiej strony mamy kilka pozytywów. Po pierwsze, dobre prognozowane wyniki większości spółek za pierwszy kwartał. Po drugie, dywidendy i buybacki, które zaczynają wyglądać coraz bardziej atrakcyjnie na tle obniżonych kursów akcji. W ubiegłym roku zysk operacyjny spółek w WIG się podwoił, a zyski netto były pięciokrotnie wyższe. Jest z czego wypłacać. Ponadto zaczynają pojawiać się podwyższone rekomendacje analityków na niektóre mocno przecenione blue chipy. Na przykład ostatnia rekomendacja analityków Santander BM, aby przeważać CD Projekt.
Kolejnym czynnikiem, który można zaliczyć do pozytywnych, jest wysoce ujemna realna stopa procentowa na poziomie ok. minus 7 proc. Tradycyjnie powinna ona zachęcać inwestorów do inwestycji w akcje.
Podsumowując, życzmy sobie, aby nadchodzące święta doprowadziły do poprawy rynkowych nastrojów, a polityków skłoniły do refleksji nad jak najszybszym naprawieniem stosunków z Unią Europejską. Po co emitować drogo nowe obligacje, wywierając dodatkową presję na i tak już zmasakrowany rynek długu, skoro unia oferuje nam miliardy euro bez odsetek?