Historia wykazała, że system rynkowy nie ma sobie równych. Z tej konstatacji wzięły się nie tylko współczesne ustroje gospodarcze, ale i mechanizmy ustalania np. kursu walutowego. Polska poszła jedynym słusznym tropem. Dlatego kurs ustalany przez rynek, na podstawie działania sił popytu i podaży na polską walutę, jest jedynym słusznym mechanizmem ustalania wartości złotego.
Co oczywiście nie znaczy, że kurs rynkowy jest idealny, i zadowoli wszystkich. Eksporterzy zawsze będą zadowoleni z osłabienia krajowej waluty. Importerzy wręcz przeciwnie. Do tego trudno uniknąć działań zaburzających rynek, jak wysoka podaż obligacji związana z ogromnymi potrzebami pożyczkowymi rządu czy najwyższe w Europie realne stopy procentowe. W tej sytuacji kurs złotego zaczyna być bardziej zależny od przepływów kapitałowych niż wymiany towarów i usług. Jednak wzajemne krzyki polityków i urzędników powodują tylko zamieszanie, a nic nie zmieniają. Wydatki budżetu będą rosy, RPP będzie walczyć z inflacją. Koniec i kropka.
Eksporterom i importerom pozostaje tylko przyzwyczaić się. I to bez zbędnych łez. Decyzje o racjonalności przedsięwzięć transgranicznych trzeba podejmować codziennie. I nikt nie obiecuje, że jutro warunki się nie pogorszą. Taki jest rynek. Sprawiedliwie bezlitosny dla wszystkich.