Branża pożyczkowa jest już cieniem samej siebie w stosunku do stanu z początku roku, nie mówiąc o roku ubiegłym. Od połowy marca spada liczba wniosków składanych w Biurze Informacji Kredytowej celem weryfikacji osób aplikujących o pożyczkę, spada też sprzedaż nowych pożyczek. Liczba zapytań do BIK zmniejszyła się z blisko 70 tys. na początku roku do 50 tys. w tygodniu 16-22 marca. W kolejnym tygodniu liczba wniosków nieznacznie odbiła, żeby zanurkować w pierwszym tygodniu kwietnia do 30 tys.

W ujęciu tygodniowym spadek wyniósł 41,3 proc., rok do roku jest to już 57,5 proc. Po ujawnieniu tych danych przez BIK przedstawiciele branży pożyczkowej mówili o załamaniu rynku, a dane opisujące sytuację na rynku pożyczkowym w drugim tygodniu kwietnia (6-12) można podsumować jako prawdziwą hekatombę. W stosunku do poprzedniego miesiąca BIK otrzymał o 25,5 proc. mniej zapytań. W porównaniu z tym samym okresem 2019 r. spadek pogłębił się do 64,7 proc. Łącznie pożyczkodawcy wysłali nieco ponad 20 tys. zapytań w sprawie wnioskujących o pożyczkę.
Tylko 20 mln zł
Od połowy marca kurczy się nie tylko popyt na finansowanie, ale również zmniejsza się podaż pożyczek. Dane dotyczące nowej produkcji obejmują okres do 5 kwietnia, bez tygodnia przedświątecznego, kiedy doszło do załamania liczby wniosków składanych w BIK. Na wyniki sprzedaży trzeba zaczekać kilka dni. Z dostępnych statystyk wyłania się równie ponury obraz jak z danych o liczbie wniosków. Załamanie sprzedaży w marcu nastąpiło wcześniej niż spadek zapytań do BIK. Pożyczkodawcy przykręcili kurki już w tygodniu 16-22 marca.
Sprzedaż zmniejszyła się do 80 mln zł z ponad 120 mln zł tydzień wcześniej. W dniach 23-29 marca mamy dalszy spadek — do 60 mln zł. W pierwszym tygodniu kwietnia produkcja wyniosła nieco ponad 40 mln zł i była mniejsza o 64 proc. niż przed rokiem. Z danych BIK wynika również, że od lutego pogarsza się
Odbudowa będzie trudna
Zdaniem przedstawicieli branży pożyczkowej wyhamowanie biznesu ma dwie przyczyny: nowe regulacje wprowadzone wraz z tarczą antykryzysową drastycznie obniżające koszty pozaodsetkowe pożyczek oraz mniejszy popyt na nowe finansowanie wśród klientów. Spadek obrotów na rynku to również efekt zamrożenia biznesu przez Providenta, największegodostawcę pożyczek w Polsce, który w połowie marca zalecił swoim terenowym agentom pozostanie w domu w związku z rozwijającą się epidemią.
— W naszym przypadku spadki w liczbie udzielanych pożyczek wynikają przede wszystkim z dwóch elementów. Po pierwsze z faktu, że obecnie odradzamy naszym doradcom odbywanie wizyt u klientów i rekomendujemy im pozostanie w domu. Po drugie — określone w tarczy antykryzysowej nowe przepisy dotyczące pożyczek wymusiły na nas bardziej restrykcyjne podejście do poziomu akceptowanego ryzyka kredytowego, odcinając od finansowania część klientów. Niewielki spadek zainteresowania, jaki obserwujemy ze strony klientów, jest nieznaczący w porównaniu do efektów ograniczenia sprzedaży na skutek nowych regulacji — mówi Marcin Żuchowski, dyrektor ds. ryzyka kredytowego Provident Polska.
Dodaje, że odbudowa rynku po epid emii będzie bardzo trudna. Przepisy tarczy będą obowiązywały przez cały rok, nie tylko przez czas trwania epidemii.
— Spodziewamy się, że spowolnienie gospodarcze spowoduje, że sporo osób, które jeszcze kilka tygodni temu miały stabilne i niemałe dochody, może mieć problem z dopięciem domowego budżetu i naturalnie pojawi się u nich potrzeba pożyczkowa. Biorąc pod uwagę nowe przepisy i zaostrzoną politykę kredytową, nie będziemy w stanie udzielić im pożyczki — mówi Marcin Żuchowski.