Są już pierwsze efekty zawartych w tarczy antykryzysowej drakońskich regulacji rynku pożyczkowego, które obniżyły pozaodsetkowe koszty pożyczek do 21 proc. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), pomysłodawca rozwiązań, tłumaczył, że chodzi o to, żeby w czasie kryzysu klienci mieli dostęp do taniego finansowana.

Drugim powodem była chęć zapobieżenia nieuczciwym praktykom pożyczkodawców, którzy mogliby wykorzystać ten czas, uciekając się do lichwy. Zgodnie z zamiarem UOKiK koszty pożyczek faktycznie spadły, ale to nie znaczy, że stały się bardziej dostępne. Z danych Biura Informacji Kredytowej (BIK) wynika, że rynek pożyczkowy znalazł się w głębokim kryzysie. Biuro sporządza tygodniowe zestawienie liczby zapytań od pożyczkodawców w sprawie chętnych do zaciągnięcia pożyczki celem zweryfikowania ich wiarygodności finansowej oraz wartości wypłaconych pożyczek.
Pierwsza z danych mówi o tym, jaki jest popyt na rynku, druga opisuje podaż. Jeśli chodzi o zapytania kierowane do BIK, to ich liczba nieznacznie spadła w pierwszym tygodniu marca w stosunku do średniej z lutego, czyli poniżej 60 tys. wniosków. W kolejnym tygodniu, kiedy rząd ogłosił stan epidemiczny, zamknął szkoły i restauracje, nastąpiło niewielkie odbicie. Dwa następne tygodnie są już znacznie słabsze, aczkolwiek sytuacja ustabilizowała się na poziomie 50 tys. wniosków tygodniowo. Załamanie nastąpiło w pierwszym tygodniu kwietnia, kiedy liczba pytań do BIK spadła aż o 41 proc. w stosunku do poprzedniego tygodnia. W ujęciu rocznym spadek wyniósł aż 57,5 proc.
Nieco inaczej kształtowała się dynamika wolumenu sprzedaży. Tu gwałtowny spadek nastąpił już w trzecim tygodniu marca (okres stabilizacji liczby zapytań): z ponad 120 mln zł nowego finansowania, udzielonego między 9 a 15 marca, do 80 mln zł w okresie 16-22 marca. W kolejnym tygodniu spadki były kontynuowane i w ujęciu tygodniowym wyniosły 25,8 proc., a rocznym 55,6 proc.
500 zł to za mało
Ostre hamowanie nie dotyczy wyłącznie rynku pożyczkowego, lecz również kredytów bankowych. Bardzo mocno skutki koronawirusa odczuł segment kredytów ratalnych. Według BIK liczba wniosków spadła w pierwszym tygodniu kwietnia o 38,5 proc. rok do roku. Nie ma jednak pogłębiających się spadków, jak w branży pożyczkowej. Nie udało nam się uzyskać informacji o sytuacji w Providencie, największym i najstarszym na rynku dostawcy pożyczek. Od połowu marca agenci firmy nie odwiedzają klientów, a co za tym idzie — nie odbierają spłat pożyczek.
Provident jest więc podwójnie uziemiony: ze względu na regulacje i społeczną kwarantannę. Należy dodać, że jest to jeden z największych pracodawców w sektorze finansowym, dla którego pracuje tyle osób, ile dla średniej wielkości banku. Zbyszko Pawlak, dyrektor generalny Everest Finanse, szacuje, że sprzedaż pożyczek w związku z nowymi regulacjami zmniejszy się w firmie mniej więcej o połowę. Spółka, znana pod nazwą Bocian Finanse, ma sieć 1,5 tys. agentów i zatrudnia ponad 2 tys. osób.
Utrzymuje pełne zatrudnienie i sposób obsługi klientów przy zachowaniu zasad bezpieczeństwa. Bocianowi pomaga fakt, że już w ubiegłym roku, kiedy premier Morawiecki zaczął mocno forsować wprowadzenie nowych limitów kosztów dla pożyczek (wtedy wydawały się drakońskie, dzisiaj uchodziłyby za liberalne), zaczął szukać nowych źródeł przychodów. Częściowo to się udało. Dzisiaj spółka czerpie 30 proc. dochodów z innej działalności niż pożyczkowa. Z jakiej? Przed świętami Bożego Narodzenia sprzedawała choinki i bombki, teraz agenci mają w ofercie ubezpieczenia, ale też perfumy, artykuły gospodarstwa domowego itd.
— Musimy wykorzystać to, co zbudowaliśmy, sprawną sieć sprzedaży i system IT. Jak będzie trzeba handlować powidłami i akumulatorami, to także to zrobimy, bo mamy 2 tys. miejsc pracy, które chcemy ochronić — mówi Zbyszko Pawlak.
Jeśli chodzi o ofertę pożyczkową, to Bocian, który specjalizował się w finansowaniu na długie okresy, mocno skrócił terminy zapadalności. Mocno też selekcjonuje klientów, wybierając najpewniejszych z punktu widzenia spłaty zobowiązania. Rzecz charakterystyczna — po zmianie oferty istotnie wzrósł odsetek klientów, którzy po zapoznaniu się z niską wartością pierwszej pożyczki, jaką teraz oferuje, rezygnują ze złożenia wniosku. Wcześniej rezygnacji było około 5 proc., obecnie ponad 20 proc.
— Nowy klient dostanie od nas maksymalnie 500 zł. Ludzie mówią, że to dla nich za mało i idą szukać dalej, a przy bardzo mocno ograniczonej podaży pożyczek poszukiwania będą trudne — mówi Zbyszko Pawlak.
Pierwsze ofiary
Vivus, największy internetowy gracz na rynku, też mocno przebudował ofertę: zlikwidował pożyczki poniżej 30 dni i radykalnie zmienił scoring, akceptując wnioski tylko od dobrych i bardzo dobrych klientów.
— Dla wszystkich firm rynek jest obecnie bardzo trudny, dla branży pożyczkowej szczególnie ze względu na nowe regulacje. Kluczem do utrzymania działalności są bardzo niskie koszty operacyjne i tanie finansowanie. Przy kosztach obligacji na poziomie 8-10 proc. biznes pożyczkowy jest nieopłacalny — mówi Ewa Wernerowicz, prezes Vivus Finance.
Część firm już się o tym przekonała.
„Zarząd firmy TAKTO Finanse podjął decyzję o zawieszeniu sprzedaży pożyczki gotówkowej od dnia 1.04.2020 r. do odwołania” — czytamy w komunikacie.
Czasowo działalność wstrzymał SMS Kredyt Holding. Zarząd YOLO informuje, że „daleko idące ograniczenie maksymalnego limitu kosztów pozaodsetkowych kredytów i pożyczek konsumenckich nie pozwala spółce na kontynuowanie akcji pożyczkowej — byłaby ona nierentowna”.
Zmiana reguł gry wpływa nie tylko na firmy pożyczkowe, ale wielu ich interesariuszy: sieci afiliacyjne, pośredników finansowych, którzy w dużej mierze utrzymują się z prowizji od sprzedanych pożyczek. Wśród poszkodowanych będą też obligatariusze, którzy kupili obligacje pożyczkodawców. To rynek wart ponad 100 mld zł. Paradoks sytuacja polega na tym, że niewykluczone, iż część poszkodowanych firm wyciągnie rękę po… rządową pomoc w związku ze spadkiem obrotów spowodowanych przez koronawirusa.
OKIEM EKSPERTA
Popyt jest, spadła podaż
AGNIESZKA WACHNICKA, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego
Prawie dwa razy wyższy spadek liczby udzielonych nowych pożyczek w stosunku do liczby złożonych wniosków świadczy o tym, że popyt, choć dużo mniejszy niż przed wybuchem epidemii, jest, natomiast znacznie skurczyła się podaż. Spadkowa tendencja będzie się utrzymywać, gdyż część firm wstrzymała akcję pożyczkową, a niektóre zawiesiły działalność lub z niej się wycofują. Liczba nowych pożyczek zmniejsza się również ze względu na ograniczony dostęp do finansowania. Firmy mają problemy z rolowaniem obligacji i pojawiają się problemy z płynnością. I ostatnia kwestia: obroty na rynku pożyczkowym generowane są przez firmy online, ponieważ stacjonarne zamroziły działalność.