Rynek się zdemokratyzował

ROZMAWIA MAGDALENA WIERZCHOWSKA
opublikowano: 26-02-2012, 00:00

Polski Instytut Sztuki Filmowej (PISF) odmienił branżę. Na każdą złotówkę dotacji z Instytutu przypada średnio 2,46 zł prywatnych inwestycji w produkcję i 1,90 zł w promocję i dystrybucję filmów — przekonuje Agnieszka Odorowicz, dyrektor PISF.

Ucieszyła się Pani z nominacji „W ciemności” do Oscara?

None
None

Oczywiście. To wielkie wyróżnienie dla tego świetnego filmu, reżyserki, całej ekipy, w tym szczególnie Roberta Więckiewicza. Kiedy przed nominacją dla filmu Agnieszki Holland zagraniczni partnerzy pytali mnie, kto zagra Lecha Wałęsę u Andrzeja Wajdy i wskazywałam na Roberta, mówili: Odtwórca głównej roli z „W ciemności”? To znakomicie!

Międzynarodowe koprodukcje mogą być przepustką do światowej kariery. Czy PISF planuje stworzenie mechanizmu ich wsparcia?

Od powstania PISF koprodukcje międzynarodowe są traktowane priorytetowo. Przed 2005 r. zdarzały się incydentalnie. Co roku zwiększa się ich liczba, także ze względu na dofinansowanie PISF. Najbardziej jednak interesują nas koprodukcje polskich filmów, tzn. realizowane przez polskich twórców. Koprodukcje mniejszościowe z udziałem polskich producentów chcemy dofinansowywać tylko, gdy zagraniczny koproducent w wyniku współpracy dofinansuje potem polski film.

W 2011 r. aż 30 proc. widzów poszło na filmy polskie. Czy to trwała tendencja?

Myślę, że nawet dystrybutorzy, którzy dysponują lepszymi instrumentami do takiej analizy, nie zaryzykowaliby uznania rewelacyjnej frekwencji na polskich filmach w 2011 r. za oczywisty początek trwałej tendencji. Ale 11,8 mln osób na rodzimych produkcjach to nie przypadek. Widzowie coraz częściej wybierają polskie filmy i nie są to już tylko komedie romantyczne czy filmy rozrywkowe, ale też kino bardziej ambitne, autorskie. „W ciemności” Agnieszki Holland obejrzało już ponad 800 tys. widzów! Wierzę, że to dobry prognostyk na 2012 r.

Ile pieniędzy przeznaczy PISF na kinematografię w 2012 r.?

Przewidujemy 88,5 mln zł wsparcia dla produkcji filmowej na wszystkich etapach (prace scenariuszowe, rozwój projektu i produkcja filmowa). To o 1,5 mln zł mniej niż w 2011 r.

W porównaniu z latami ubiegłymi coraz więcej promes (obietnic naszego zaangażowania w projekt) zamienia się w umowy o dofinansowaniu. Kiedyś było to około 50 proc., natomiast szacujemy, że w 2011 r. 70-75 proc. projektów weszło w fazę produkcji. W 2012 r. będziemy mieli do dyspozycji około 127 mln zł. Oprócz produkcji filmowej, wspieramy też m.in. cyfryzację i modernizację kin, promocję zagraniczną polskiego kina, organizację festiwali i programy edukacji filmowej, takie jak Filmoteka Szkolna i Akademia Polskiego Filmu.

A może lepsze niż dotacje byłyby mechanizmy wsparcia? Zamiast PISF szereg mniejszych instytucji wspierających lokalne produkcje. Dobrym przykładem są Kraków i Wrocław, gdzie dzięki lokalnym urzędnikom przemysł filmowy (w tym gry) świetnie się rozwija.

Przecież regionalne fundusze filmowe (RFF) w Polsce, a jest ich kilkanaście, także wspierają przedsięwzięcia filmowe poprzez ich współfinansowanie! Różnica jest taka, że o ile PISF przeznacza na wsparcie produkcji pieniądze z tytułu specjalnej ustawy, przekazane do budżetu Instytutu przez telewizje, kina, dystrybutorów, platformy cyfrowe i nadawców kablowych, o tyle budżety RFF pochodzą od samorządów. Uważam, że te dwa źródła finansowania bardzo dobrze się uzupełniają, co nie wyklucza zachęcania kolejnych miast do wspierania produkcji filmowej i osiągania przy tym korzyści promocyjnych lub na lokalnym rynku pracy. Jeśli się na to zdecydują, mogą liczyć na naszą pomoc prawną i organizacyjną.

PISF wydaje część pieniędzy na dofinansowanie i cyfryzację małych kin. Co z tego mają mali i średni przedsiębiorcy?

Bez naszego zaangażowania los wielu kin studyjnych, w tym w małych miastach, byłby zagrożony. Niektóre nowe filmy nie mają kopii 35 mm, tylko cyfrowe. Zatem, by móc dalej działać i pokazywać filmy, takie kina muszą zmodernizować sprzęt do projekcji. W sumie PISF wydał już 38 decyzji o dofinansowaniu cyfryzacji kin. Zwykle kino musi przeznaczyć na zakup zestawu około 350 tys. zł, z czego Instytut finansuje 50 proc. Resztę zarządzający kinem musi pozyskać z innych źródeł lub np. wziąć kredyt. Wsparcie cyfryzacji kin ruszyło w 2011 r. — na razie przekazaliśmy na ten cel ponad 5,1 mln zł. Z kolei na modernizację kin od początku istnienia Instytutu przekazano około 19,5 mln zł.

Miarą sukcesu PISF może być kondycja małych i średnich firm z sektora filmowego. Jak jeszcze można zmienić ten sektor, by lepiej funkcjonował?

Sektor produkcji filmowej zmieniło pojawienie się PISF. Na każdą złotówkę z Instytutu przypada średnio 2,46 zł prywatnych inwestycji w produkcję filmową i 1,90 zł w promocję i dystrybucję. Na rynku przez ostatnie pięć lat pojawiło się ponad 100 nowych producentów filmów fabularnych, dokumentalnych i animowanych, a także prawie 60 firm zajmujących się usługami filmowymi: obsługą planu, postprodukcją. Rynek filmowy zdemokratyzował się i rozwinął. Najwięksi producenci przestali dominować, a jeszcze w 2005 r. produkowali ponad 90 proc. filmów. Teraz jest większa konkurencja, a przewagę uzyskują ci, którzy potrafią pozyskać partnerów zagranicznych. Przede wszystkim liczą się kreatywność i zaangażowanie. Instytucje takie jak Wytwórnia Filmów Dokumentalnych i Fabularnych czy studia filmowe konkurują o dotacje na filmy na takich samych zasadach jak wszyscy.

Widzi Pani szansę wdrożenia w Polsce systemu zachęt i ulg podatkowych dla zagranicznych produkcji?

Bez woli politycznej rządzących takie rozwiązania nie zostaną wprowadzone. To jest fakt. Bez zmian w prawie i wprowadzenia systemu zachęt podatkowych dla zagranicznych inwestorów nie staniemy się z dnia na dzień konkurencyjni dla Węgier, Słowacji, czy Czech. Dobitnie podkreślił to ostatnio nasz znakomity operator Janusz Kamiński: „Hollywood będzie realizowało filmy nie tylko tam, gdzie są piękne lokacje, ale przede wszystkim tam, gdzie jest to dla niego opłacalne”.

Agnieszka Odorowicz

Ekonomistka, była wiceminister kultury, od 2005 r. dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (PISF). Najbardziej wpływowa postać polskiego kina. Przeprowadziła reformę wyboru produkcji do dofinansowania. Potrafi przeciwstawić się znanym filmowcom i sama wskazać obrazy, w których powodzenie wierzy, jako warte wsparcia.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: ROZMAWIA MAGDALENA WIERZCHOWSKA

Polecane