Rysy na światowej koniunkturze

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2021-07-07 10:16

Nastroje w największych gospodarkach wschodzących świata – Chinach i Indiach – pogorszyły się w ostatnich miesiącach. Lekką zadyszkę widać również w Stanach Zjednoczonych. Czy to sygnał, że pokryzysowe odbicie gospodarcze dobiega końca lub traci moc? Byłby to rozczarowujący scenariusz, ale nie jest on najbardziej prawdopodobny.

W ostatnich dwóch tygodniach napłynęło wiele sygnałów, które wskazują, że pojawiły się obawy przed wytraceniem tempa rozwoju przez światową gospodarkę. Jeszcze miesiąc temu panowało powszechne przekonanie, że świat wchodzi w okres potężnej ekspansji, a największym zagrożeniem jest ewentualne przegrzanie i inflacja. Dziś nastroje są trochę bardziej stonowane. „Trochę” nie oznacza „bardzo”, ale warto tę zmianę nastrojów dostrzec i odpowiedzieć na pytanie, czy jest to szum, czy też jakaś poważna zmiana.

Zmianę nastrojów widać m.in. po spadku rentowności długoterminowych obligacji skarbowych, który sygnalizuje, że inwestorzy przestają obawiać się inflacji i podwyżek stóp procentowych. Innym sygnałem rosnących obaw są spadki cen surowców, a szczególnie miedzi, traktowanej czasem jako papierek lakmusowy popytu. Ale jako najważniejszy sygnał ostrzegawczy zostały potraktowane indeksy koniunktury PMI, powstające na podstawie badań ankietowych wśród wielu tysięcy firm na świecie. W niektórych miejscach światowej gospodarki indeksy te sygnalizują pogorszenie nastrojów.

Przede wszystkim, spadki indeksów PMI są widoczne w Chinach i Indiach, czyli dwóch największych gospodarkach wschodzących świata. Zaprezentowane to zostało na załączonych wykresach. Spadki widać zarówno w przetwórstwie przemysłowym, jak i w usługach. O ile pogorszenie nastrojów w usługach łatwo wyjaśnić nawrotami pandemii (choć w przypadku Indii największa fala przeszła w maju), o tyle spadki nastrojów w przemyśle mają już bardziej zagadkowe źródło. Przyczyną mogą być ograniczenia podażowe, takie jak rosnące ceny komponentów i wydłużające się czasy dostaw, lub jakieś pierwsze oznaki słabości popytu.

Czy tych sygnałów należy się obawiać? Czy dzieje się coś poważnego?

Jedna interpretacja jest taka, że optymizm dotyczący wielkości ożywienia gospodarczego na świecie był przesadzony i teraz zaczyna się konfrontacja z rzeczywistością. Światowa gospodarka wyraźnie odbiła po przejściu najostrzejszych fal pandemii i zbliżyła się do trendu sprzed 2020 roku, ale zabraknie jej mocy na pełen powrót do historycznego trendu lub nawet wejście na wyższą trajektorię, na co liczyli niektórzy ekonomiści. Przyczyną takiego stanu rzeczy może być podwyższona niepewność wśród firm oraz podwyższona stopa oszczędności przezornościowych wśród gospodarstw domowych (oszczędności przezornościowe jest to część dochodu, która nie jest konsumowana z powodu zapotrzebowania na budowę poduszek płynnościowych na przyszłość).

Według alternatywnej interpretacji ostatnie sygnały słabości to tylko szum w generalnie bardzo pozytywnym trendzie rozwojowym. Indeksy PMI to są wskaźniki miękkie, oparte o małe próby badawcze, które wysyłają wiele istotnych sygnałów, ale też często mogą wprowadzać w błąd. Przywiązywanie wagi do niedużych wahnięć może utrudniać zrozumienie trendu. A na razie poza tymi indeksami nie ma zbyt wielu dowodów na faktyczne pogorszenie aktywności gospodarczej.

Która interpretacja jest słuszna? Tego oczywiście nie wiadomo na 100 proc., ale więcej argumentów wydaje się przemawiać za drugą – bardziej optymistyczną wersją. Przede wszystkim, pogorszenie nastrojów dotyczy na razie tylko niektórych krajów, nie jest trendem globalnym, powszechnym. W Europie nastroje są bardzo dobre. Ponadto, pogorszenie nie oznacza powrotu zjawisk recesyjnych, ale obniżenie tempa poprawy. Bardzo możliwe, że im bliżej przedkryzysowego trendu będzie globalna gospodarka, tym tempo nadrabiania zaległości będzie mniejsze – wydaje się to naturalną, nie niepokojącą możliwością.

Największe ryzyko w tym momencie jest związane z rozprzestrzenianiem się wariantu delta koronawirusa. Dane z Wielkiej Brytanii pokazują, że wariant ten może bardzo szybko rozprzestrzenić się w nawet mocno zaszczepionym społeczeństwie, co oznacza, że jego dotarcie do krajów słabiej zaszczepionych może wywołać kolejne niszczące fale pandemii. To zaś oznacza, że nadzieje, iż pandemia zbliża się do końca, mogą być płonne.

Warto pamiętać, że gospodarka jest już znacznie bardziej odporna na pandemię niż w zeszłym roku. Więc powrót recesji to byłaby ostateczność, a na możliwość jej wystąpienia na razie niewiele wskazuje. Ale sam fakt, że topie listy ryzyk jest zarówno możliwość przegrzania gospodarki i wysokiej inflacji, jak też możliwość powrotu recesji, dużo mówi o skali niepewności.