Trudna sytuacja budżetu państwa zmusiła niedawno Jacka Rostowskiego, ministra finansów, do zawieszenia progu ostrożnościowego i nowelizacji tegorocznego budżetu. Cięcia dotkną niemal wszystkie organy i instytucje zasilane pieniędzmi podatników. Ci przez następne trzy lata będą musieli płacić podwyższony 23-procentowy VAT. W tak trudnej sytuacji kasy państwa władza lekką ręką chce wydawać ogromne pieniądze na obronę oskarżonych o przestępstwa karne.



— Każdy oskarżony uzyska obrońcę z urzędu, jeśli tylko się o to zwróci. Po wprowadzeniu tzw. kontradyktoryjności w procesie karnym jest to konieczne dla zapewnienia oskarżonym prawa do obrony — mówi Witold Pahl, poseł PO, szef sejmowej komisji nadzwyczajnej ds. zmian w kodyfikacjach.
Niepokojące jest to, że nikt — ani Ministerstwo Sprawiedliwości (MS), autor projektu, ani Sejm — rzetelnie nie obliczył kosztów budżetowych nowego prawa.
Resort sprawiedliwości poinformował rząd i Sejm, że rocznie na obrony z urzędu będzie trzeba wydawać 229 mln zł. Problem w tym, że ministerialny ekspert, który sporządził to wyliczenie, ostrzegł, że jego opinia może być… niewiarygodna.Rzecznik MS potwierdził „PB”, że to jedyna „analiza finansowa”, jaka powstała.
Rachuby z sufitu
Sprawa dotyczy uchwalonej przez Sejm gruntownej zmiany w procedurze karnej. Zakłada ona przejście do modelu tzw. kontradyktoryjnego, czyli takiego, w którym sąd nie ma obowiązku dociekania prawdy i orzeka na podstawie tego, co prokuratura i obrona przedstawią. Oznacza to, że oskarżeni będą musieli bardziej się starać, by się wybronić. Nie oceniamy nowego systemu. Skupiamy się na jego konsekwencjach finansowych. Wniosek jest zatrważający: rząd i Sejm przyjęły bardzo kosztowne rozwiązanie bez należytego wyliczenia jego skutków. Projekt opracowano jeszcze za ministra Jarosława Gowina. Analizę kosztową sporządził Paweł Ostaszewski z Instytutu Wymiaru Sprawiedliwości (IWS), państwowej placówki badawczej podległej MS.
Koszty liczył według stawek adwokackich z… 2002 r. W pierwszym zdaniu swojej opinii zaznaczył, że to tylko próba ujęcia spodziewanych obciążeń państwa. Kolejne zdania są szokujące: „Dla precyzyjnego oszacowania potrzebne byłyby informacje o dotychczas ponoszonych przez skarb państwa kosztach obrony z urzędu, liczbie spraw i osądzonych, przeciętnym koszcie jednego osądzonego oraz liczbie spraw i osądzonych, których objąłby projekt. Niemożliwe jednak okazało się uzyskanie wszystkich wspomnianych danych, co istotnie wpłynęło na wiarygodność wyliczeń. Do ich wyników należy podchodzić z wielką ostrożnością”. To oznacza, że MS nie ma danych, na podstawie których można dokonać rzetelnych wyliczeń. Nie przeszkodziło mu to. W uzasadnieniu swojego projektu, powołując się na analizę IWS, podało, że rocznie o obrońcę z urzędu może występować 230 tys. oskarżonych, a wydatki budżetu na ich bezpłatną obronę wyniosą 229 mln zł. Oponować próbowało Ministerstwo Finansów (MF), twierdząc, że te szacunki nie dają pełnego obrazu kosztów i rodzą wątpliwości co do rzeczywistych skutków finansowych tej propozycji. Jednak Rada Ministrów poparła stanowisko MS i skierowała projekt do Sejmu. Krytykuje go Naczelna Rada Adwokacka (NRA).
— Obecnie obronę z urzędu uzyskują niezamożni, których nie stać na adwokata z wyboru. I to jest słuszne, i tak powinno pozostać, a wkrótce każdy, kto zechce, dostanie z automatu adwokata na koszt państwa. Nawet osoby bogate. Powstaje pytanie, czy skarb państwa na to stać. Mamy poważne obawy, bo opracowania będące podstawą ustalania limitu wydatków są wątpliwe i niewiarygodne, o czym nawet pisze ich autor. Ponadto nie jest zasadne, by koszty pomocy prawnej z urzędu ponosili adwokaci, już dziś dostający grosze za obrony urzędowe, nierzadko kilkaset złotych za sprawę — mówi Rafał Dębowski z NRA.
Komentarze są też bardziej dosadne.
— Oparcie się na jednej i wątpliwej ekspertyzie może oznaczać niedopełnienie obowiązków przez pracowników MS albo wprowadzenie w błąd MF, rządu i Sejmu. Rzeczywiste wydatki budżetu na obrony z urzędu mogą okazać się wielomiliardowe — mówi adwokat, zastrzegając anonimowość.
Podczas posiedzeń sejmowej komisji kodyfikacyjnej próbował studzić głowy Edward Zalewski, szef Krajowej Rady Prokuratury.
— Obligatoryjność występowania adwokatów w każdym procesie może spowodowaćpoważne skutki dla budżetu. Śmiem wątpić, czy pieniądze budżetowe przewidziane na realizację tej ustawy wystarczą — mówił w Sejmie Edward Zalewski.
Brak zabezpieczenia
Sejm namieszał. MS przekonało bowiem resort finansów i Radę Ministrów do swojego pomysłu mechanizmem częściowo zabezpieczającym budżet. Mianowicie każdy oskarżony domagający się adwokata z urzędu musiałby wpłacić do kasy sądu 600 zł. Dzięki temu, zdaniem MS, roczne koszty budżetu zmniejszyłyby się o 138 mln zł. Jednak posłowie odrzucili to rozwiązanie. Michał Królikowski, wiceminister sprawiedliwości, nie obronił przedłożenia rządowego. Z jednej strony twierdził, że zabezpieczenie jest konieczne, a z drugiej wskazywał, że opłaty za obrońców z urzędu mogą naruszać prawa człowieka. Przeszła poprawka posłów PO znosząca opłatę 600 zł. O wyjaśnienia poprosiliśmy szefa komisji kodyfikacyjnej.
— Uznaliśmy, że opłata za wniosek o adwokata z urzędu wydłużyłaby postępowanie i ograniczałaby prawo oskarżonych do obrony. Nie zlecałem analiz finansowych. Oparliśmy się na szacunkach rządu. Dziś trudno stwierdzić, jakie będą skutki budżetowe rozszerzenia obrony urzędowej. Niektórzy eksperci mówią, że to może być nawet 600 mln zł rocznie. Ustawa poszła do Senatu i zapewne tam zostaną przeprowadzone dokładne wyliczenia — mówi poseł Witold Pahl. W ustawie uchwalonej przez Sejm 30 sierpnia czytamy, że maksymalne roczne wydatki budżetu na jej realizację wyniosą 200 mln zł. Bez mechanizmu zabezpieczającego. Resort sprawiedliwości zapewnia, że powalczy w Senacie.
— MS w porozumieniu z MF będzie się starać przekonać senatorów do przyjęcia rozwiązań z pierwotnego brzmienia projektu rządowego — mówi Patrycja Loose, rzecznik resortu.
20 proc. Taka jest ściągalność od oskarżonych wydatków na adwokatów z urzędu.