Jest szansa na rozwiązanie kontrowersji wokół ustawy o PPE. Rząd już przyklepał zmiany. Teraz piłeczka po stronie posłów.
Rząd wreszcie postanowił uporządkować obowiązującą od czerwca ustawę o pracowniczych programach emerytalnych (PPE). W przyjętym przez Radę Ministrów projekcie zmian rozwiązania doczekała się m.in. kontrowersyjna sprawa obwarowania 19-proc. podatkiem Belki transferu składek z grupowych umów ubezpieczenia do PPE. Przypomnijmy, że przy okazji grudniowego szału związanego z przekształcaniem grupówek w PPE, z powodu niejasnych regulacji niektóre instytucje finansowe próbowały „przekonać” pracodawcę do kontynuacji umowy w ich ramach, strasząc fiskalnym obciążeniem. Tak ostrzegało m.in. PZU Życie, największy gracz na rynku grupówek. Wprowadzenie dodatkowego zapisu do ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych rozwieje jednak wszelkie wątpliwości.
— Każda ulga podatkowa ze strony rządu godna jest pochwały, tym bardziej jeśli dotyczy ona oszczędności na przyszłą emeryturę. Poza tym uregulowanie tej kwestii raz na zawsze rozwiąże problem, bez oglądania się na interpretacje fiskusa — tłumaczy Konrad Zakrzewski z Allianz Życie.
Więcej czasu...
Ale to nie koniec zachęt ze strony rządu. Okres możliwości przekształcania grupówek w PPE został wydłużony do końca tego roku.
— To dobry pomysł. Wielu pracodawców nie zdążyło bowiem tego zrobić. W związku z tym stracili ulgi ZUS-owskie i aby mieć mniejsze obciążenia, zawiesili programy albo obniżyli składki — mówi Konrad Zakrzewski.
I rzeczywiście szału nie było. Z danych Komisji Nadzoru Ubezpieczeń i Funduszy Emerytalnych (KNUiFE) wynika, że umów kwalifikujących się do przekształcenia było około 5,8 tys. Do końca grudnia wpłynęły jednak jedynie 432 wnioski. Jest więc co zmieniać.
...większy wybór
Tyle że konkurencja się zwiększy. Projekt zmian dostosowuje bowiem ustawę do wymogów unijnych, a to oznacza, że do grona instytucji mogących prowadzić PPE — towarzystw funduszy inwestycyjnych i ubezpieczycieli — dołączą także instytucje zarządzające z krajów członkowskich Unii Europejskiej. Krajowi operatorzy nie boją się jednak zagranicznej konkurencji.
— Rynek już jest bardzo konkurencyjny. Nie sądzę, aby dopuszczenie zagranicznych graczy jakoś znacznie tę rywalizację zwiększyło — uważa Sebastian Buczek, wiceprezes ING TFI.
Do wprowadzenia tych wszystkich zmian droga jednak jest jeszcze daleka. Teraz bowiem projekt trafi w ręce posłów, którzy zamiast nim, mogą zająć się przedwyborczą rywalizacją.