Rząd chce zwolnić część przychodów banków uzyskanych z rozwiązania rezerw na stracone kredyty z podatku dochodowego. Zamiast trafić do budżetu państwa, środki zasilałyby nowy fundusz poręczeniowo-gwarancyjny.
Rząd ma kolejny pomysł na pomoc sektorowi małych i średnich firm (MSP). Tym razem do akcji mają się włączyć banki, które będą zwolnione z podatku dochodowego od tej części przychodów, która będzie uzyskana z rozwiązania rezerw na stracone kredyty. Warunkiem takiej ulgi będzie jednak przeznaczenie tych środków na specjalnie utworzony fundusz poręczeniowo-gwarancyjny, którego zadaniem będzie poręczanie kredytów dla MSP oraz kredytów na projekty realizowane za pomocą środków z Unii Europejskiej. Zdania bankowców na temat planu są podzielone.
Pomysł podoba się Joannie Wardzińskiej, wiceprezesowi Banku Inicjatyw Społeczno-Ekonomicznych.
— Stworzenie funduszu otworzy bankom drogę do finansowania firm z sektora MSP. Brak gwarancji czy poręczeń blokuje często uruchomienia środków z banków, szczególnie w sytuacji stagnacji. Takie rozwiązania sprawdzają się —- twierdzi Joanna Wardzińska.
Z kolei Jacek Obłękowski, wiceprezes PKO BP, jest zdania, że samo powstanie funduszu nie zapewni firmom dostępu do kredytów bankowych, a bankom dobrych klientów.
— Głównym problemem pozostaje zdolność kredytowa małych i średnich firm. Banki w pierwszej kolejności będą kierowały się tym kryterium przy procesie przyznawania kredytu — mówi.
Sceptyczny wobec rządowego planu jest Maciej Semeniuk, szef Danske Bank Polska (DBP).
—- Jeśli rzeczywiście dzięki funduszowi małe i średnie firmy w jakimś stopniu będą mogły ruszyć z miejsca, to o korzyściach dla banków należy mówić raczej w perspektywie długoterminowej. Zastosowana wobec banków ulga nie spowoduje wzrostu ich dochodów, a rachunek zysków i strat dla banków wyjdzie raczej na zero — mówi prezes DBP.
— Żaden fundusz poręczeń nie rozwiąże ani problemów banków, ani problemów małych i średnich firm. Jestem zwolennikiem mechanizmów czysto rynkowych, dlatego trzeba przede wszystkim dać bankom możliwość wliczenia straconych kredytów w koszty uzyskiwania przychodów. Wtedy będą mogły odetchnąć i udzielać więcej kredytów— uważa Piotr Czarnecki, prezes Raiffeisen Bank Polska.



