Rząd pobiegnie drugie okrążenie

opublikowano: 11-10-2011, 00:00

Gry powyborcze

Na kryzysowym szczycie Rady Europejskiej, przesuniętym na niedzielę 23 października, stary/nowy premier Donald Tusk będzie miał swoje pięć minut. Unijni koledzy z niekłamanym uznaniem, a nawet z zazdrością przybiją mu piąteczkę po reelekcji. A kanclerz Angela Merkel wręcz rzuci się na szyję… Co nie zmieni okoliczności, że po zakończeniu szczytu przewodniczący Herman Van Rompuy powie do triumfatora: „Kolego Tusk, no to dziękujemy, na drugą część w gronie Eurolandu już pan nie zostaje, przecież pańska koncepcja Euro Plus wzięła w łeb”. Będzie to potwierdzenie obecnej sytuacji Unii Europejskiej oraz wskazanie państwu sprawującemu prezydencję jego miejsca w szyku.

Czteroletnie kadencje parlamentarne kojarzą mi się sportowo z biegiem na czterysta metrów. Ten przedłużony sprint jest konkurencją wyjątkowo wyczerpującą i żeby osiągnąć sukces – naprawdę trzeba mieć na finiszu charakter w mięknących nogach.

W dziejach III Rzeczypospolitej kilka biegów władzy zostało skróconych, chociażby ten pamiętny 2005-07. Ale również po ukończonych okrążeniach 1993-97, 1997-2001 oraz 2001-05 kolejne rządzące ekipy padały za metą na politycznym bezdechu. Dopiero w minioną niedzielę pierwszy raz się zdarzyło, że biegacze 2007-11, mimo zadyszki, zyskali status średniodystansowców oraz możliwość zaliczenia drugiego kółka 2011-15. Co oczywiście nie przesądza, że na pewno dobiegną…

Przełamanie przez Donalda Tuska fatum wiszącego nad rządami nie tylko III RP, ale także międzywojennej II RP – na pewno przejdzie do historii Polski.

Jednak bardzo ważne są okoliczności tego sukcesu. Otóż w poprzednich sytuacjach większość społeczeństwa składała nadzieje na lepsze rządzenie w ręce nowej siły. W roku 1997 zaufaliśmy Akcji Wyborczej Solidarność w spółce z Unią Wolności, a personalnie kompletnie nieznanemu premierowi Jerzemu Buzkowi.

Po jego marnym politycznym końcu, w roku 2001 kolejnym zbawcą okazał się Leszek Miller, który o włos zdobyłby w Sejmie większość bezwzględną. Z kolei w roku 2005 stawialiśmy na iluzoryczną zbawczą spółkę POPiS, a wreszcie w 2007 na Donalda Tuska. Tymczasem w roku 2011 pierwszy raz nie zaistniała taka świeża politycznie alternatywa, realnie zdatna do przejęcia steru państwa — bo przecież oferta PiS to dla wielu Polaków płyta już zdarta.

W czasie kampanii wyborczej spotykaliśmy się z opiniami wielu przedsiębiorców, że po położeniu na szali nawet wielu fatalnych i niezrozumiałych decyzji obecnego rządu oraz wyobrażeniu sobie tego, co może się stać w razie jego zmiany — wybierają jednak przewidywalność i stabilność.

Przesadne i niesprawiedliwe byłoby twierdzenie, że to wybór mniejszego zła — ale kierunek myślenia się zgadza. Nie zapominajmy także, że 9 października większość wyborców została po prostu w domach. Gdyby wynik Platformy Obywatelskiej odnieść do wszystkich pełnoletnich obywateli Polski, to przedłużenie mandatu do rządzenia na drugie okrążenie 2011-15 poparł… mniej niż co piąty.

W roku 2011 pierwszy raz nie zaistniała świeża politycznie alternatywa, realnie zdatna do przejęcia od kończącej kadencję ekipy steru państwa – bo przecież oferta PiS to dla wielu Polaków płyta już zdarta.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu