Rządowa pomoc: Administracja USA lekiem na całe zło?

Piotr Kuczyński
opublikowano: 26-09-2008, 00:00

Latem na rynkach akcji rozwinęła się tzw. letnia zwyżka. Określa się ją często mianem letniej hossy, ale była stanowczo zbyt słaba, by zasłużyć na tak zaszczytne miano. Nie ma w tej słabości niczego dziwnego, bo gracze nadal byli bardzo wystraszeni. W USA i na całym świecie ciągle obawiano się kryzysu w sektorze finansów, stan rynku nieruchomości nie poprawiał się, a kolejne banki meldowały o pojawiających się problemach. Największy wpływ (negatywny) na nastroje miały uporczywe pogłoski o zbliżającej się nacjonali- zacji Fannie Mae i Freddie Mac — dwóch gigantycznych instytucji finansowych gwarantujących kredyty hipoteczne.

Najpierw wszyscy mogący mieć coś wspólnego z taką nacjonalizacją pogłoskom zaprzeczali, ale na początku września praktycznie się one potwierdziły. Początkową reakcją na nie był nie spadek, ale wzrost indeksów. Tak to często rynki dziwnie reagują — ten sam powód w rozmaitych sytuacjach może równie dobrze doprowadzić do przeceny, jak i do euforii.

Fannie Mae i Freddie Mac udzieliły kredytów hipotecznych na sumę 1,5 bln USD (naszych, tj. europejskich bilionów, czyli 1500 mld), gwarancji na powyżej 5 bln USD i poza bilansem posiadają także ponad 3 bln USD obligacji, których realna wartość pozostaje nieznana. W ciągu roku kryzysu na rynku pożyczek hipotecznych straciły 14 mld USD (według własnej księgowości).

Rząd przejął odpowiedzialność za prawie 10 bln USD kredytów zagwarantowanych przez obie instytucje. To prawie 70 procent PKB USA. Na początek interwencja ograniczy się jednak do kupna akcji tych dwóch firm za 200 mld USD. To największa operacja ratunkowa przeprowadzona przez rząd od czasu kryzysu kas oszczędnościowopożyczkowych w latach 80. XX wieku.

Wzrosty indeksów na Wall Street skończyły się przeceną już drugiego dnia po decyzji administracji. Z tego wynika, że potraktowano przejęcie Fannie Mae i Freddie Mac tak jak wcześniej przejęcie Bear Stearns. Zamknięcie pewnego etapu, oddech ulgi i nadzieja, że teraz już wszystko będzie dobrze, po czym nastąpiło szybkie obudzenie się z tego miłego snu. Są bowiem dwa pytania.

Po pierwsze — jeśli upadają takie instytucje, to kto jest następny w kolejce?

Po drugie — wiemy już, że zarządy tych dwóch spółek oszukiwały. Stosowano bardzo kreatywną księgowość. Czy to są jedyne dwa zgniłe jabłka w koszyku?

Z pewnością nie. W chwili pisania tego komentarza wiadomo już było, że upadł Lehman Brothers, a AIG ledwie ocalał. Poza tym takie działania administracji sprzyjają instytucjom finansowym podejmującym zbyt duże ryzyko. Zarządy będą liczyły na to, że w razie problemów rząd im pomoże. Nie wykluczam jednak, że wsparcie rządu USA będzie przez pewien czas (na przykład do wyborów w Stanach) pomagało posiadaczom akcji. Tak było też wtedy, kiedy ratowano kasy oszczędnościowo-pożyczkowe w USA. Skończyło się krachem w 1987 roku… l

Wzloty i upadki: Wyjątkowo chłodne lato na światowych giełdach

Piotr Kuczyński

główny analityk Xelion. Doradcy Finansowi

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu