Półrocze 2019 r. przyniosło ogromny wzrost rejestracji nowych aut osobowych na prąd — wynika z analizy danych Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców przeprowadzonej przez instytut Samar. W ciągu sześciu miesięcy tego roku zarejestrowano ich 945, to o 651 (221 proc.) więcej niż rok temu. I choć to imponujący wzrost, to nie zmienia faktu, że odsetek aut elektrycznych jest znikomy. W pierwszym półroczu jedynie 0,34 proc. rejestrowanych aut miało czysto elektryczny napęd. Niemal cały wzrost liczby rejestracji zawdzięczamy firmom. W 2019 r. do końca czerwca tylko 37 samochodów zarejestrowano na osoby prywatne, co oznacza, że firmy mają w elektrycznej niszy udział przekraczający 96 proc.

W rzeczywistości udział firm jest zapewne jeszcze większy, gdyż pod pojęciem klientów indywidualnych kryją się również osoby prowadzące jednoosobową działalność gospodarczą i spółki cywilne. Tym samym może się okazać, że osoby prywatne praktycznie nie kupują samochodów elektrycznych — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar.
Niestabilny ranking
Cały polski rynek aut na prąd jest niewielki. Samar wyliczył, że nasz park aut na baterie to 3645 samochodów osobowych. Najczęściej jest to BMW i3. Warto zauważyć, że ranking popularności marek i modeli jest w przypadku aut na prąd bardzo niestabilny. Pierwsze półrocze 2019 r. (i tym samym cały rynek) należy do BMW. Największy wpływ na kolejność ma duża transakcja na rynku carsharingu sprzed kilku miesięcy, kiedy to BMW podpisało kontrakt na dostawę 500 sztuk modelu i3 ze spółką Innogy. W pierwszych sześciu miesiącach tego roku krajowe wydziały komunikacji zapisały w swoich bazach danych aż 603 sztuki tego modelu. Najbliższy rok wraz z premierami kolejnych elektrycznych propozycji, m.in. Grupy Volkswagena czy PSA, z pewnością jeszcze bardziej zmieni zestawienie najbardziej popularnych modeli.
Ponadto na statystyki popularności mogłyby wpłynąć dopłaty zapowiadane przez rząd. Wczoraj Ministerstwo Energii przekazało do konsultacji społecznych projekt rozporządzenia w sprawie dopłat do zakupu nowych samochodów elektrycznychi wodorowych. W przypadku nowych aut na prąd dopłata ma wynieść 30 proc. (maksymalnie może 37,5 tys. zł, ale samochód nie może być droższy niż 125 tys. zł.) i ma dotyczyć osób fizycznych, nieprowadzących działalności gospodarczej. W przypadku napędów wodorowych maksymalna dopłata to 90 tys., a cena auta 300 tys. Warunkami otrzymania dopłaty ma być m.in. użytkowanie samochodu przez co najmniej rok od zakupu oraz zabezpieczenie zwrotu wsparcia — wraz z odsetkami — w razie złamania zasad. Konsultacje mają potrwać do 22 lipca.
Czy tego rodzaju propozycja rozrusza rynek e-aut? Raczej nie. W praktyce na dofinansowanie będzie można liczyć wyłącznie przy zakupie małego auta miejskiego. Z 18 elektrycznych modeli znajdujących się w aktualnych ofertach ceny jedynie czterech mieszczą się w zakładanym przez projekt rozporządzenia limicie. To opel corsa (124,5 tys. zł), smart fortwo i forfour (94,5 i 96 tys, zł ) oraz elektryczny volkswagen up! (101,8 tys.). Te modele (ze względu na ograniczony zasięg) raczej nie będą jedynym autem w rodzinie. Mówiąc krótko, będą w zasięgu tych, których stać na co najmniej dwa auta. Rozwiązaniem mogłobybyć podniesienie limitu cenowego, tak by na dopłatę można było liczyć również w przypadku elektrycznych aut kompaktowych o większych zasięgach. Ceny obecnych rynkowych liderów to 168,9 tys. (BMW i3) i 157,7 tys. zł nissan leaf).
Pozorny ruch
Proponowane przez ME wsparcie to działania pozorowane — uważa Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA).
— Na tym etapie rozwoju rynku niezbędne jest podwyższenie kwot ujętych w projekcie rozporządzenia. W przeciwnym razie sprzedaż samochodów zeroemisyjnych będzie utrzymywać się na podobnie niskim poziomie jak dotychczas. Administracja ma wiele narzędzi i możliwości w tym zakresie. Może na przykład założyć regresywność i obniżać próg wraz z rozwojem rynku i spadkiem cen EV — mówi Maciej Mazur z PSPA.
Jego zdaniem, propozycja ME nie wywoła przełomowych zmian na polskim rynku pojazdów elektrycznych. O prawdziwym rozruszaniu rynku będziemy mogli mówić dopiero wtedy, kiedy dopłatami zostaną objęte firmy, które odpowiadają za ponad 70 proc. rejestracji nowych aut w Polsce.