Rzecznik Finansowy gani Aliora

Dawid Tokarz
01-08-2018, 22:00

Sprzedając ryzykowne fundusze W Investments, giełdowy bank czasem naruszał wewnętrzne procedury, a być może i prawo

Trzy miesiące temu ujawniliśmy, jak mocno jeden z największych polskich banków zaangażował się w sprzedaż certyfikatów czterech funduszy zamkniętych, stworzonych przez Dom Maklerski W Investments (WI), z których prawie 2 tys. osób nie może wypłacić blisko 0,5 mld zł. Dziś opisujemy historię Tomasza K., jednego z pechowych nabywców feralnych certyfikatów, która stawia Alior Bank, największego dystrybutora funduszy WI, w nie najlepszym świetle.

RZECZNIK
PISMA PISZE:
Wyświetl galerię [1/2]

RZECZNIK PISMA PISZE:

W sprawach nabywców certyfikatów funduszy W Investments Aleksandra Wiktorow, rzecznik finansowy, interweniowała nie tylko u dystrybutorów. O zbadanie sprawy zwróciła się też do Komisji Nadzoru Finansowego, Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz prowadzącej śledztwo w tej sprawie Prokuratury Regionalnej w Łodzi. Fot. Marek Wiśniewski

Zapis bez umowy

Tomasz K. (pełne dane znane redakcji) w grudniu 2015 r. nabył 115 certyfikatów funduszu WI Inwestycje Selektywne, płacąc 195,5 tys. zł. Tak jak osoby, które w marcu 2018 r. podpisały i złożyły w sądzie pozew zbiorowy przeciwko Aliorowi, twierdzi, że pracownicy banku wprowadzili go w błąd, rekomendując inwestycję w fundusze WI jako instrumenty nieobarczone ryzykiem, pewne i bezpieczne, alternatywne wibec lokaty bankowej.

To, czy Alior rzeczywiście dopuścił się tzw. misselingu, rozstrzygnie sąd. W historii Tomasza K. nie to jest jednak najciekawsze. Okazuje się, że bank przyjął od niego zapis na certyfikaty… bez przeprowadzenia ankiety dotyczącej profilu inwestycyjnego klienta, a przede wszystkim — bez podpisania umowy „o świadczenie usługi przyjmowania i przekazywania zleceń nabycia lub zbycia tytułów uczestnictwa przez Biuro Maklerskie Alior Banku”. Tymczasem regulamin bankowego brokera wprost wymagał podpisania tej umowy! Brak wyszedł na jaw w sierpniu 2017 r., kiedy Tomasz K. chciał złożyć dyspozycję odkupu certyfikatów.

— Pracownik banku, po konsultacji z biurem maklerskim, poinformował mnie, że nie podpisałem tej umowy, w związku z czym nie może przyjąć i przekazać od mnie żadnego zlecenia. Od razu złożyłem reklamację, bo przecież wcześniej biuro maklerskie przyjęło mój zapis bez tego podstawowego dokumentu, i zażądałem zwrotu wpłaconych pieniędzy — relacjonuje Tomasz K.

Został załatwiony odmownie — Krzysztof Polak, dyrektor Biura Maklerskiego Aliora, odpisał, że zapis klienta „zawierał wszystkie wymagane przez emitenta zgody i oświadczenia”, a „brak dokumentu umowy w archiwum Banku nie pozostaje w adekwatnym związku przyczynowym ze szkodą, która może się zmaterializować dopiero po wykupie certyfikatów”.

— Odpisałem, że nie chodzi o „brak umowy w archiwum banku”, a o to, że w ogóle nie przedstawiono mi jej do podpisu. Zadzwoniłem też na infolinię Aliora i tam jednoznacznie poinformowano mnie, że bank bez takiej umowy nie tylko nie ma prawa zrealizować zlecenia, ale nawet nie może go przyjąć — mówi Tomasz K.

Mógł kupić, nie może sprzedać

Krzysztof Polak nie zmienił jednak zdania. Odpisał, że „brak zarchiwizowanego dokumentu nie przesądza ostatecznie o tym, czy doszło do zawarcia umowy, czy też nie” i podkreślił, że nawet brak umowy „nie ma wpływu na ważność i skuteczność zapisu”. Szef bankowego brokera jednocześnie przyznał, że nie może „dostatecznie wyjaśnić”, czy klient podpisał z brokerem umowę, bo bankier, który go obsługiwał, już nie pracuje w Aliorze. Ten fakt nie przeszkodził mu jednak w zapewnieniu (bez konsultacji z tymże byłym pracownikiem), że „certyfikaty nie były Panu rekomendowane w ramach świadczonej usługi Doradztwa Inwestycyjnego”.

Szczególna dezaprobata

Na tę logiczną niespójność zwrócił uwagę Rzecznik Finansowy (RF), do którego Tomasz K. wystąpił z wnioskiem o interwencję. Według rzecznika, „stanowisko banku budzi ogromne wątpliwości co do zgodności danego postępowania z obowiązującym prawem”. RF wymienia w tym kontekście konkretne zapisy ustaw o obrocie instrumentami finansowymi i o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym, a także unijnej dyrektywy MIFID. Jego największe wątpliwości wzbudza to, że przez brak umowy z brokerem bank uniemożliwił Tomaszowi K. złożenie dyspozycji odkupu certyfikatów, a jednocześnie twierdzi, że klient, mimo tegoż braku, mógł je kupić.

Dopiero w odpowiedzi na pismo RF bank przyznał, że „prawdopodobnie w wyniku błędu popełnionego przez bankiera (…) nie doszło do podpisania w/w umowy”, oraz że ze względu na brak kontaktu z byłym pracownikiem nie może odnieść się do tego, w jaki sposób Tomasz K. był przez niego informowany. Jak więc Alior ustalił, że certyfikaty funduszu WI nie były rekomendowane klientowi? Ano tak, że ten… nie miał podpisanej umowy o doradztwo.

W piśmie do RF bank przyznał też, że „w świetle obowiązującego prawa” jego biuro maklerskie „nie akceptuje możliwości nabycia certyfikatów bez podpisania umowy”, a przypadek Tomasza K. „stanowi uchybienie i naruszenie wewnętrznych procedur”. Podtrzymał jednak, że ten „błąd” pracownika „nie ma wpływu na ważność i skuteczność zapisu”.

Takie stanowisko Aliora RF uznał za sprzeczne z regulaminem bankowego brokera, „niespójne”, zasługujące na „szczególną dezaprobatę” i „wyjątkowo godzące w interesy” Tomasza K. Przypomniał bankowi, że zgodnie z Kodeksem cywilnym jako pracodawca odpowiada za „błędy” swych pracowników. Korespondencja między bankiem a rzecznikiem wciąż trwa, a w ostatnim z pism Alior m.in. powołuje się na stanowisko KNF z marca 2018 r. i podkreśla, że dopiero nowelizacja prawa, wchodząca w życie w kwietniu 2018 r., kwalifikuje przyjmowanie zapisów na certyfikaty jako świadczenie usługi przyjmowania i przekazywania zleceń.

Sprawa dla sądów

Tymczasem ustaliliśmy, że analogiczne uchybienia, dotyczące braku podpisania umowy z brokerem, pojawiły się jeszcze w dwóch innych sprawach, prowadzonych przez biuro RF. Łącznie z prośbą o interwencjędo rzecznika zwróciło się 18 nabywców certyfikatów funduszy WI, z których 14 kupiło je w Aliorze, a czterech — w BOŚ Banku. W dziesięciu z tych spraw rzecznik zakończył już postępowanie, uznając, że „kierowanie dalszych pism” do tych dwóch podmiotów „nie wpłynie na zmianę ich stanowiska” i uzyskanie „rozstrzygnięć korzystnych dla klientów”. RF podkreśla przy tym, że „nie dysponuje instrumentami prawnymi, dającymi mu możliwość wydania władczego rozstrzygnięcia”.

— W poszczególnych sprawach, zdaniem Rzecznika Finansowego, mogło dojść do naruszenia praw konsumentów poprzez działania polegające na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji lub rozpowszechnianiu prawdziwych informacji w sposób mogący wprowadzać konsumentów w błąd. Tylko sądy są jednak umocowane do ustalenia stanu faktycznego, oceny prawnej, a także przesądzenia ewentualnej odpowiedzialności odszkodowawczej podmiotów rynku finansowego — tłumaczy Marcin Jaworski z biura rzecznika.

Zaznacza, że jeśli pechowi inwestorzy zdecydują się na proces (taki zamiar ma m.in. Tomasz K.), będą mogli samodzielnie lub za pośrednictwem sądu wystąpić do RF o przedstawienie tzw. istotnego poglądu. Tego typu wniosek zawarty jest m.in. w pozwie zbiorowym przeciwko Aliorowi, który trafił do sądu w marcu 2018 r. Początkowo podpisały się pod nim 84 osoby, a do dziś — 126 osób. Alior ma do końca sierpnia czas na przedstawienie odpowiedzi na pozew. W licznych wypowiedziach dla „PB” odrzucał oskarżenia o misseling i zapewniał, że wewnętrzny audyt „nie potwierdził nieprawidłowości i braku zachowania należytej staranności”, a klienci „byli informowani zarówno o zaletach produktu, jak też ryzyku inwestycyjnym”. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Banki / Rzecznik Finansowy gani Aliora