Związkowcy z Rzeszowskiego Zakładu Energetycznego są przeciwni włączeniu do grupy L-6. MSP nie widzi przesłanek, by zmieniać program.
Wczorajszym obradom odbywającej się w Rzeszowie regionalnej konferencji poświęconej Narodowemu Planowi Rozwoju towarzyszyła pikieta związkowców Rzeszowskiego Zakładu Energetycznego (RZE). Protestowali przeciwko włączeniu ich spółki do grupy dystrybutorów działających we wschodniej Polsce, znanej pod roboczą nazwą L-6.
Trudna grupa
Z utworzeniem L-6 Ministerstwo Skarbu Państwa (MSP) od początku ma kłopoty. Po długich bojach między związkowcami a resortem L-6, jako jedyna z konsolidowanych grup, dostała zgodę na utworzenie struktury holdingowej zamiast koncernu. Teraz od grupy chce się odłączyć jeden z sześciu dystrybutorów — RZE. Zamiast uczestniczyć w dużej konsolidacji, RZE chce utworzyć strukturę regionalną — Energetykę Podkarpacką (EP). Oprócz dystrybutora i kontrolowanych przez niego spółek — m.in. Enesty (wydzielonej z Huty Stalowa Wola) i Elektrociepłowni Rzeszów (wydzielonej z RZE) — w grupie miałaby się znaleźć Elektrownia Stalowa Wola (ESW), najmniejszy systemowy producent energii.
Brak przesłanek
Projekt popierają związkowcy z RZE, lokalni samorządowcy i parlamentarzyści. Cicho popiera go również zarząd spółki, jednak z uwagi na delikatne relacje z właścicielem (MSP) raczej tego nie manifestuje.
Żeby przeforsować swoją koncepcję, zwolennicy EP przychodzą nawet na posiedzenia rządowego zespołu ds. rynku energii, który kończy prace nad zmianami w programie polityki właścicielskiej wobec sektora energetycznego. Na razie ich działania nie przynoszą rezultatów.
— Nie widzę przesłanek, które miałyby skłonić resort do odstąpienia od przyjętych planów. U podstaw konsolidacji krajowych dystrybutorów w ramach dużych grup legły tendencje konsolidacyjne w energetyce europejskiej i liberalizacja rynku. Żadna z tych przesłanek się nie zdezaktualizowała — mówi Dariusz Marzec, wiceminister skarbu odpowiedzialny za energetykę.
Jego zdaniem, EP byłaby za słaba, żeby w perspektywie samodzielnie radzić sobie na rynku. Polemizuje z nim profesor Jan Popczyk z Politechniki Śląskiej, współautor koncepcji utworzenia EP.
Małe jest piękne
— Czasem mniejsze firmy radzą sobie lepiej od gigantów. Przykładem może być Zakład Energetyczny Płock, dziś część gdańskiej Energi. Choć był jednym z najmniejszych dystrybutorów, osiągał najlepsze wyniki wśród państwowych firm sektora — argumentuje Jan Popczyk.
Profesor dodaje, że jeśli rząd zamierza sprywatyzować wszystkich dystrybutorów energii, EP również dostanie inwestora. Wówczas spółka nie będzie słaba. Poradzi sobie na rynku nie gorzej niż GZE kupiony przez szwedzkiego Vattenfalla czy Stoen należący do niemieckiego RWE.
Kto mógłby kupić niewielką EP? Wydaje się, że jest na nią przynajmniej jeden potencjalny chętny — belgijski Electrabel, do którego należy Elektrownia Połaniec zlokalizowana na obszarze sieci RZE.
„(...) z zainteresowaniem śledzimy informacje o planach powołania spółki Energetyka Podkarpacka. (...) jesteśmy wstępnie zainteresowani udziałem kapitałowym w tej spółce i prosimy o informowanie nas o dalszych pracach” — głosi pismo Electrabela Polska, które 19 stycznia trafiło na biurko szefa RZE.



