Są gorsze informacje od droższej ropy

Kamil Pastor, ekonomista SpotData
09-05-2018, 22:00

Sankcje nałożone na Iran ograniczą podaż ropy naftowej i zwiększą ceny. Ale wyższe ceny ropy nie muszą niekorzystnie wpływać na światową gospodarkę

We wtorek, krótko po godzinie 20 czasu polskiego, prezydent Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofują się z porozumienia nuklearnego z Iranem oraz nałożą sankcje gospodarcze na ten kraj. W ciągu 90 dni wycofane zostaną licencje na eksport towarów i usług z branży lotniczej, motoryzacyjnej czy metalurgicznej oraz wprowadzony zostanie zakaz kupowania przez Iran amerykańskiej waluty. Najistotniejsze wydają się jednak sankcje dotyczące eksportu ropy naftowej.

Decyzja Donalda Trumpa oznacza najprawdopodobniej niższą podaż surowca na świecie, wyższe ceny, wyższą inflację i pogorszenie konkurencyjności importerów ropy. Iran w pierwszych miesiącach tego roku zwiększył eksport ropy do 2,7 mln baryłek dziennie (dane Ministerstw ds. Ropy Naftowej Iranu), czyli o około 2-3 proc. światowego popytu. Na razie trudno oszacować, o ile ta wartość się zmniejszy — wszystko zależy od tego, czy główni odbiorcy irańskiej ropy, czyli Włochy, Francja, Hiszpania, Grecja i Holandia, zdecydują się postąpić zgodnie z oczekiwaniami Stanów Zjednoczonych. Szefowa unijnej dyplomacji, Federica Mogherini, stwierdziła, że Europa nie zamierza zmieniać swojego dotychczasowego stosunku do Iranu. Niemniej jednak, wielu analityków szacuje, że potencjalne zmniejszenie podaży na światowych rynkach wyniesie od 500 do 750 tys. baryłek dziennie. To mało w relacji do globalnego popytu, ale byłaby to równowartość niemal połowy wzrostu popytu w tym roku.

Komu pomoże, komu zaszkodzi

Według klasycznych mechanizmów ekonomicznych, wzrost cen wynikający z ograniczenia podaży surowca jest korzystny przede wszystkim dla eksporterów ropy, a importerom — czyli większości krajów świata — przynosi straty. Wyższa inflacja ogranicza siłę nabywczą konsumentów, a wyższe ceny importu ograniczają konkurencyjność, co dotyczy szczególnie krajów o wyższej energochłonności. Nie jest to jednak zawsze prawda. Na przykład, w lustrzanym przypadku w 2014 r., 50-procentowy spadek cen ropy wcale nie skutkował globalnym ożywieniem gospodarczym wynikającym z niższych kosztów energii u importerów.

Z badań Międzynarodowego Funduszu Walutowego wynika, że bessa na ropie doprowadziła wtedy do obniżenia tempa wzrostu przeciętnego kraju o 0,2 proc. W nieoczekiwany sposób światowa gospodarka straciła więc netto na obniżce cen ropy. Wytłumaczenie tego nieoczywistego efektu wymaga dekompozycji wzrostu cen czarnego złota, czyli rozłożenia go na czynniki. Można wymienić dwa najważniejsze: kwestie związane bezpośrednio z ropą (czyli podaż i popyt, a także oczekiwania w stosunku do nich) oraz światowa koniunktura. Wzrost cen ropy może oznaczać negatywny impuls podażowy na rynku surowca i pozytywny impuls popytowy w światowej gospodarce. Ten pierwszy oddziałuje negatywnie na wzrost gospodarczy importerów ropy, ale ten drugi — pozytywnie (w latach 2014- -16 było odwrotnie: impuls podażowy był pozytywny, a impuls popytowy — negatywny). Obecnie światowa koniunktura jest bardzo dobra, co było spowodowane w znacznej mierze poprawą czynników popytowych. I to ten czynnik był głównym odpowiedzialnym za wzrost cen ropy aż o 130 proc. (licząc w dolarach), od wiosny 2016 r. Przez ostatnie dwa lata drożejąca ropa była przejawem działania pozytywnych sił w globalnej gospodarce.

Zielony powód do zmartwień

Wzrost cen surowca w ostatnich dniach i tygodniach był wprawdzie w większym stopniu wywołany czynnikami podażowymi, ale to wciąż za mało, by wyższe ceny uznać za istotne zagrożenie. Choć przez droższą o kilka bądź kilkanaście procent ropę kraje-importerzy więcej płacą za energię (w tym benzynę), o wiele bardziej skorzystają na wzroście światowego handlu oraz produkcji wewnątrz kraju, wynikającej z mocnego popytu w światowej gospodarce. Stąd też, z makroekonomicznego punktu widzenia, to nie ropa powinna najbardziej martwić. O wiele ważniejszą kwestią wydaje się być drożejący dolar. Relatywnie dobre odczyty gospodarcze w Stanach Zjednoczonych dają Rezerwie Federalnej argumenty za kontynuacją rozpoczętego w 2015 r. okresu normalizacji polityki pieniężnej i podwyżek stóp procentowych.

W wyniku restrykcyjnej polityki, rosną rentowności obligacji. Jest to o tyle groźne, że wywołuje poważne wstrząsy finansowe na słabszych rynkach wschodzących, głównie w Argentynie i Turcji. W okresie „taniego pieniądza” wiele gospodarek wschodzących znacznie się zadłużyło i teraz mogą płacić za to wysoką cenę. Historycznie rzecz biorąc, podwyżki stóp procentowych w dolarach często wywoływały kryzysy na rynkach wschodzących. Jeżeli duże kraje, jak właśnie Turcja i Argentyna, wpadną w kryzys, odczuć mogą to inne rynki wschodzące. Z samymi podwyżkami cen ropy światowa gospodarka najprawdopodobniej by sobie spokojnie poradziła. Dopiero z nadmiernym zadłużeniem, silniejszym dolarem i potencjalną wojną handlową na horyzoncie pojawia się zagrożenie dla obecnego ożywienia gospodarczego.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Pastor, ekonomista SpotData

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Są gorsze informacje od droższej ropy