Są miliony, czas na rzeźbę

opublikowano: 25-02-2016, 22:00

MOJE INWESTYCJE: Cezary Smorszczewski w biznesie dał się poznać jako rzutki inwestor. Nic dziwnego, że ma w portfelu nie tylko akcje wielu spółek – także start-upów – ale także gastronomię i sztukę z wyższej półki.

Znający bliżej Cezarego Smorszczewskiego mówią, że nie jest to typ, którego zadowala fortuna na koncie. Choć dorobił się majątku wartego dziesiątki milionów złotych, nie trzyma go tylko w banku, by prowadzić życie rentiera. Prezes i akcjonariusz giełdowego Private Equity Managers (PEM) znany jest z umiejętnego zapędzania pieniędzy do pracy na rzecz przyszłych zysków. Rezultat? Jego inwestycje sięgają daleko — od akcji banku przez nowe technologie po gastronomię, medycynę i sztukę wreszcie. — Zasadę mam jedną: jeśli nie znam ludzi lub branży, to nie dotykam projektu, choćby nie wiem, jak efektownie błyszczał na papierze — zaznacza inwestor.

Jeśli dobrze policzyć, to spółek, wspartych kapitałowo przez Cezarego Smorszczewskiego, jest co najmniej kilkanaście i regularnie ich przybywa. Menedżer konsekwentnie inwestuje m.in. w projekty firmowane przez PEM. — W ten sposób zaangażowany jestem np. w austriacki Lifebrain, platformę konsolidującą podmioty z rynku laboratoriów diagnostycznych, polski BiznesLink, tworzący w sieci platformy handlowe dla biznesu, Dotpay i eCard, zajmujące się płatnościami bezgotówkowymi — wylicza Cezary Smorszczewski. Najpoważniejszymi aktywami menedżera i przedsiębiorcy są jednak udziały w PEM (warte ponad 60 mln zł) i pakiet akcji Alior Banku, którego zresztą był współzałożycielem.Co nie znaczy, że Cezary Smorszczewski ogranicza się do inwestycji wokół rynku kapitałowego i start-upów technologicznych.

Telefon od Lei

Temperament szefa PEM i jego nos do dobrych ludzi obrastają anegdotami. Jak taką, że cztery lata temu odebrał telefon od swojej — wówczas już byłej — wieloletniej asystentki, która wyjechała do Krakowa z pomysłem na klinikę medycyny estetycznej. Dość szybko namówiła Cezarego Smorszczewskiego na liczoną w setkach tysięcy pożyczkę dla siebie i wspólniczki.

— To był czas, gdy na świat miała przyjść moja córka, którą chciałem nazwać Lea. Żona się nie zgodziła, więc powstała choć Lea Clinic — śmieje się inwestor. Klinika w centrum Krakowa ma przychody przekraczające 1,5 mln zł rocznie i rosnące w dwucyfrowym tempie. Oferuje duży wybór zabiegów upiększających, na które w ostatnich latach popyt rośnie lawinowo. Czy będą nowe inwestycje wokół kliniki? Niewykluczone, jednak nie jest to największa inwestycyjna duma prezesa PEM. Perełka ukryła się w gastronomii.

Podwieczorek z maestro

Restauracja Senses — bo o niej mowa — to nie pierwszy tego typu przybytek, w którym rozsmakowuje się inwestor. Od kilku lat jest jednym z większych udziałowców spółki rozwijającej w Europie Środkowej sieć barów

Hard Rock Cafe, obejmującą Gdańsk, Warszawę, Kraków i Budapeszt. Menedżer cieszy się z systematycznego wzrostu obrotów sieci rodem ze Stanów Zjednoczonych. Późniejszy splot wydarzeń doprowadził do zaangażowania kilku milionów także w Senses — warszawską restaurację, o której najpewniej będzie w tym roku głośno. Jeśli potwierdzą się pogłoski, Senses w marcu, ledwie w drugim roku działania, dostanie znaczące na świecie wyróżnienie — gwiazdkę Michelina. Dotychczas w Polsce jedynie Atelier Amaro może się pochwalić taką kulinarną sławą.

— Pomysł na Senses wykrystalizował się po tym, jak moja żona, pasjonatka gotowania, wzięła udział w programie Masterchef. Wówczas zaprosiłem poleconego mi przez obecnych wspólników Michaliny szefa kuchni Andreę Camastrę. Zasiedliśmy na podwieczorek z piątku na wtorek i po kilku dniach ucztowania Camastra wyłożył mi swój pomysł na restaurację. Pożyczyłem spółce pieniądze, a moja żona jest udziałowcem Senses, aktywnie uczestniczącym w jego rozwoju — opowiada Cezary Smorszczewski.

Gwiazdka za gwiazdką

Z peanów i entuzjastycznych recenzji, jakie w ostatnich kwartałach otrzymała Senses, można by złożyć grubą księgę. Pod niebiosa wychwalany jest kulinarny architekt sukcesu restauracji, do której goście z zagranicy przyjeżdżają specjalnie na kolację, rezerwując stolik kilka miesięcy wcześniej. W CV Andrei Camastry figuruje praca w kilku „gwiazdkowych” restauracjach w Europie. Cezary Smorszczewski, doradzający żonie przy projekcie Senses, wierzy jednak, że pochodzący z Włoch maestro zostanie w Warszawie na dłużej. Tym bardziej, że za każdą gwiazdkę od Michelina szef kuchni dostaje kolejne 5 proc. akcji w spółce prowadzącej restaurację.

— Cel jest prosty: chcemy, by Andrea miał za kilka lat 25 proc. akcji spółki. Obecnie ma 10 proc. — tłumaczy inwestor i zaznacza, że działająca ledwie kilka godzin dziennie i mieszcząca 35 gości restauracja finansowo jest już na ścieżce zysków.

Duch Rodina

Na deser w przeglądzie swoich pomysłów na inwestowanie Cezary Smorszczewski zostawia coś, na czym nie zamierza zarobić ani złotówki. Za to zyski emocjonalne mają być bezcenne. Chodzi o park rzeźby w podwarszawskim Emowie, nieopodal Józefowa, na działce nad rzeką Świder.

— Mam tam sporą posiadłość, świetnie się nadającą na przedsięwzięcie, będące czymś więcej niż inwestycja. Rzeźba ze swoją trójwymiarowością oddziałuje na mnie silniej niż malarstwo, do dziś żywo pamiętam te emocje, gdy w Palo Alto w Kalifornii spacerowałem po parku zapełnionym dziełami Auguste’a Rodina. W zeszłym roku obchodziłem 50. urodziny i to z tej okazji ogłosiłem swój 10-letni plan na park rzeźby — opowiada menedżer.

W fascynacji rzeźbą fachową poradą wspierają go Marta Kołakowska, twórczyni warszawskiej galerii Leto, oraz Małgorzata Smagorowicz-Chojnowska, dyrektor zarządzająca Banku Pekao, a zarazem kolekcjonerka i znawczyni sztuki. Cezary Smorszczewski bierze na siebie finansowanie artystów, którzy będą każdego roku tworzyli nową rzeźbę do jego parku.

— Pierwszy rzeźbiarz ma zacząć pracę na wiosnę. Będzie to Maurycy Gomulicki — zdradza finansista. Przedsięwzięcie dostanie kuratora, wydawnictwo, budżet na marketing. Za kilka lat park ma być ubogacony przez kilka wyjątkowych prac. Do tego czasu, znając tempo Cezarego Smorszczewskiego, jego portfel inwestycyjny wzbogaci się także o kilka kolejnych znaczących pozycji komercyjnych. Jak zwykle różnorodnych i obowiązkowo rentownych. Czy się kiedyś w tym wykluwaniu pomysłów zatrzyma?

— Memento mori, panta rhei — odpowiada biznesmen. &

Popyt na urodę. Dochody Lea Clinic w Krakowie, w którą zainwestował Cezary Smorszczewski, przekraczają 1,5 mln zł rocznie. Cóż, na zabiegi upiększające zawsze będzie zapotrzebowanie.

Zyski emocjonalne. W parku rzeźby, który powstanie w posiadłości Cezarego Smorszczewskiego w podwarszawskim Emowie, co roku przybędzie jedno dzieło. Już wiosną rozpocznie pracę pierwszy artysta — Maurycy Gomulicki. Na zdjęciu jedna z jego rzeźb.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI, FOT. MAREK WIŚNIEWSKI, GALERIA LETO WARSZAWA, MATERIAŁY PRASOWE

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy