Sąd uniewinnił Janusza Szlantę

Katarzyna Kapczyńska
11-02-2011, 00:00

Prezes nie działał na szkodę stoczni Gdynia — orzekli sędziowie. Szkoda, że stocznia nie doczekała wyroku.

Prezes nie działał na szkodę stoczni Gdynia — orzekli sędziowie. Szkoda, że stocznia nie doczekała wyroku.

Wczoraj sąd pierwszej instancji w Gdyni uniewinnił Janusza Szlantę, byłego szefa niegdyś prywatnej Stoczni Gdynia. Wspólnie z pozostałymi menedżerami zarzucono mu działanie na szkodę stoczni i spowodowanie strat wysokości 31 mln zł. Gdańska prokuratura twierdziła, że dokapitalizowując gdyńską spółkę za pośrednictwem swojej firmy, menedżerowie nie powinni zabezpieczać się na stoczniowych akcjach.

Stracone lata i kasa

— Po siedmiu latach doczekaliśmy się wyroku uniewinniającego. Przez ten czas zniszczono stocznię, tysiące ludzi znalazły się na bruku i zmarnowano 15 mld zł — wylicza Janusz Szlanta.

Dodaje, że na sumę tę składają się wydatki państwa na pomoc dla sektora stoczniowego plus utracone dochody budżetu z podatków i składek.

— Za 400 mln zł kupiono spokój społeczny, bo tyle bez podatku dostali stoczniowcy za odejście — przypomina Janusz Szlanta.

Prokuratura przed laty postawiła zarzuty stoczniowym menedżerom, a skarb państwa przejął stocznię. Przez lata działała tylko dzięki pomocy publicznej, którą Bruksela uznała za nielegalną. W rezultacie obecny rząd podjął rozpaczliwą próbę prywatyzacji firmy. Jej majątek rozparcelowano.

— Postawiono mi polityczne zarzuty, ale nie o mnie tu chodzi. Zniszczony został sektor i nie wyciągnięto z tego żadnych wniosków. Dziś nie ma żadnej wizji, żadnego pomysłu na jego dalsze funkcjonowanie — uważa były szef gdyńskiej firmy.

Gdańska prokuratura nie chciała skomentować wyroku.

Zaczęło się w Szczecinie

Z wczorajszego wyroku cieszą się byli współpracownicy Janusza Szlanty.

— Koniec serialu stocznia gate. Zaczęło się od oskarżenia prezesa Krzysztofa Piotrowskiego, a po latach wszyscy menedżerowie okazali się niewinni — komentuje Dariusz Adamski, szef Solidarności Stoczni Gdynia i członek jej rady nadzorczej.

Krzysztof Piotrowski był szefem Stoczni Szczecińskiej Porta Holding. Prawie 10 lat temu trafił do aresztu, razem z innymi menedżerami, oskarżony o działanie na jej szkodę.

Stocznię przejęło państwo, spółka upadła, a na jej gruzach powstała Stocznia Szczecińska Nowa. Obecny rząd, po wielu nieudanych próbach, sprzedał jej majątek państwowemu Towarzystwu Finansowemu Silesia, które teraz szuka pomysłu na jego zagospodarowanie. Krzysztof Piotrowski został uniewinniony przez wszystkie sądowe instancje.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Sąd uniewinnił Janusza Szlantę