Samochodowa akcyza niezgody

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2020-10-20 22:00

Temat podwyżki podatku od używanych aut znów rozgrzał ekspertów. Importerzy i warsztaty wieszczą katastrofę, ich adwersarze przypominają o klimacie

W połowie września 2020 r. Jadwiga Emilewicz, jeszcze jako wicepremier i minister rozwoju, podczas konferencji prasowej poświęconej elektromobilności poinormowała, że rząd rozważa powrót do projektu podniesienia akcyzy na używane samochody. Nowe przepisy miałyby uczynić ich import nieopłacalnym. Branża motoryzacyjna od razu wyraziła sprzeciw. Ostatnio antypodwyżkowy ruch przybrał na sile — dołączyły do niego kolejne organizacje.

DWA PUNKTY WIDZENIA:
DWA PUNKTY WIDZENIA:
Zatrzymanie milionowego potoku używanych aut to konieczność ze względu na ekologię i bezpieczeństwo na drogach — uważają niektórzy eksperci. Zdaniem innych takie działanie pozbawi pracy tysiące osób i nie przyniesie korzyści budżetowi, a nawet środowisku.
Fot. AdobeStock

Tysiące miejsc pracy

Akcyzą od używanych aut Polska emocjonowała się już w 2016 r. Ówczesny plan podwyżki spalił jednak na panewce. Zdaniem wielu branżowych ekspertów — na szczęście.

— Import pojazdów używanych mógłby zostać zahamowany, co odbiłoby się w pierwszej kolejności na osobach zajmujących się nim zawodowo. Koniec końców mimo podwyżki budżet państwa zanotowałby straty, a sprzedaż nowych aut, w tym elektrycznych, pozostałaby na tym samym poziomie — uważa Maciej Szymajda, prezes Stowarzyszenia Komisów.

Wtóruje mu Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych.

— Nie można zapominać, że obecny park samochodowy i import pojazdów używanych daje pracę całemu sektorowi usług związanych z eksploatacją aut, czyli ponad 145 tys. mechaników i wielu innym specjalistom. Niemal 90 proc. kierowców korzysta z usług niezależnych warsztatów motoryzacyjnych, do których trafia blisko 18 mln aut jeżdżących po naszych drogach. Dobra kondycja warsztatów gwarantuje ciągłość funkcjonowania całego łańcucha produkcji i dystrybucji części motoryzacyjnych, zatrudniającego łącznie prawie 190 tys. osób. Ewentualne ograniczenie importu samochodów używanych mocno uderzy w cały ten segment — ostrzega Alfred Franke.

Andrzej Duch, przedstawiciel Ogólnopolskiej Komisji Rzemiosł Motoryzacyjnych, Związku Rzemiosła Polskiego (OKRM ZRP), ma podobne spostrzeżenia.

— Oczywiście zatruwające środowisko najstarsze pojazdy sprowadzane z zagranicy powinny być eliminowane z rynku europejskiego, jednak zatrzymanie importu aut do Polski przyczyni się do likwidacji tysięcy stanowisk pracy — mówi Andrzej Duch.

Adam Małyszko, prezes Stowarzyszenia Forum Recyklingu Samochodów, uważa, że podniesienie akcyzy może przynieść skutek odwrotny do zakładanego.

— Według danych resortu środowiska, przekazanych w tym roku Komisji Europejskiej, w 2018 r. do kraju sprowadzane były pojazdy w średnim wieku siedmiu lat [prawdopodobnie z uwzględnieniem nowych aut z importu — red.], natomiast wycofywane z ruchu — w wieku 20,3. W związku z importem aut używanych do Polski odmładza się więc park samochodowy. Co za tym idzie, Polacy poruszają się samochodami spełniającymi coraz wyższe normy EURO. Blokada doprowadzi do tego, że samochody, które już są na rynku, będą użytkowane do granic możliwości, a średni wiek jeżdżących i kasowanych aut wzrośnie — twierdzi Adam Małyszko.

Kierunek dobry, metody złe

Zdaniem Macieja Mazura, prezesa Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych (PSPA), pomysł podwyższenia akcyzy na wyeksploatowane auta sprowadzane od naszych zachodnich sąsiadów nie jest zły, ale kij nie sprawdzi się bez marchewki.

— Neutralności klimatycznej, która jest celem nadrzędnym, nie da się osiągnąć wyłącznie przez karanie osób, które zatruwają środowisko. Konieczne jest stworzenie systemu łączącego narzędzia penalizacyjne z zachętami do zakupu samochodów zeroi niskoemisyjnych — podkreśla Maciej Mazur.

Ekspert ma konkretne propozycje.

— Program powinien objąć m.in. dopracowanie i zwiększenie dopłat do samochodów zeroemisyjnych oraz wprowadzenie zachęt podatkowych. Konieczne jest też określenie celu końcowego w postaci zakazu rejestracji samochodów z silnikami konwencjonalnymi w jakiejś perspektywie czasowej, podobnie jak w innych krajach UE — mówi prezes PSPA.

Bardziej radykalne rozwiązania proponuje Maciej Pertyn Pertyński, znany dziennikarz i bloger motoryzacyjny.

— Należałoby zacząć od usunięcia z dróg pojazdów faktycznie niebezpiecznych, nieekologicznych oraz nieuczciwe dopuszczonych do ruchu, co można osiągnąć, np. uszczelniając system kontroli pojazów. Byłoby to rzeczywiste działanie na rzecz czystego powietrza i bezpieczeństwa ruchu drogowego — ocenia bloger.

Podkreśla, że obecnie wyśrubowane normy emisji spalin windują ceny nowych aut do poziomu przekraczającego zakupowe możliwości Kowalskiego. Stary samochód natomiast wydaje się dobrą inwestycją. Między styczniem a wrześniem 2020 r. w Polsce zarejestrowano 630,5 tys. używanych samochodów przywiezionych z zagranicy. Średnia wieku wynosiła 11 lat i 11 miesięcy. W tym samym okresie na drogach przybyło niespełna 335,5 tys. nowych aut.