Samochodowy plan Ursusa

Spółka chce produkować polskie auto osobowe. Szanse? Według pomysłodawców spore. Ale specjaliści są sceptyczni

W 2013 r. rozmawialiśmy z Jakubem Farysiem, prezesem Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego („PB” z 18 lipca 2013 r.) o ewentualnym stworzeniu polskiej marki samochodów osobowych. Nasz rozmówca nie zostawił na takiej idei suchej nitki. Ocenił, że zaprojektowanie, wyprodukowanie i sprzedawanie masowego auta wymagałoby co najmniej kilkudziesięciu miliardów euro. „Same koszty uruchomienia produkcji nowego modelu szacuje się na minimum miliard euro. I to przy założeniu, że silnik, płytę podłogową i zawieszenia bierzemy z półki, czyli korzystamy z już gotowych konstrukcji” — oceniał Jakub Faryś. Cały cykl stworzenia polskiego samochodu — od idei do wstawienia do salonu nowego modelu — oszacował na minimum 10 mld euro. Podkreślał też, że ryzyko i ogromna bariera wejścia na rynek sprawiają, ze w zasadzie pomysł produkowania polskiego masowego auta jest nierealny. Postulował skupienie się na tym, co polskie zakłady motoryzacyjne potrafią najlepiej, czyli na produkcji części i podzespołów. „Jako ciekawostkę powiem, że tzw. stopień polonizacji, czyli odsetek wyprodukowanych w Polsce części w modelu auta, wynosi w niektórych przypadkach nawet 90 proc. I to tę cześć branży motoryzacyjnej powinniśmy w Polsce promować” — mówił Jakub Faryś. Rozmawialiśmy wtedy o popularnym aucie osobowym z silnikiem spalinowym.

Zobacz więcej

Marek Wiśniewski

Entuzjasta

Ostatnio okazało się jednak, że nowa polska masowa marka samochodów ma podobno szansę zaistnieć. I to już za trzy lata. Swoich sił chce spróbować spółka Ursus. Ma to być auto dostawcze. Ale nie wyklucza też rozwoju pomysłu i być może zaoferowanie za kilka lat kilku modeli — w tym samochodów osobowych. Czy to realne? Co się zmieniło przez kilka lat od naszego poprzedniego tekstu na ten temat?

Zdaniem Karola Zarajczyka, prezesa Ursusa, przede wszystkim w związku z wymaganiami ograniczenia emisji CO 2

w krajach UE pojawiły się nowe perspektywy dla pojazdów elektrycznych. Nowe polskie auto ma być więc na prąd. — W najbliższych latach kraje unijne, w tym Polska, zmodernizują swoje floty transportu publicznego na bardziej ekologiczne. Takie projekty Unia dofinansowuje, a więc wspiera rozwój rynku. Dlatego inwestycje w e-mobilność będą stanowiły jeden z filarów naszego dalszego rozwoju. Chcemy wykorzystać także wzrost zainteresowania samochodami elektrycznymi w związku z ogłoszonym przez rząd „Planem rozwoju elektromobilności w Polsce” — opowiada Karol Zarajczyk. Ursus nie chce budować auta od zera. I liczy na wsparcie władz państwa. — Nasz rząd widzi potencjał w ekologicznych środkach transportu, zatem możemy się spodziewać wsparcia publicznego dla produkcji takich aut. Od kilku lat z sukcesem rozwijamy dział elektromobilności. Mamy odpowiednią infrastrukturę — w naszej fabryce w Lublinie produkujemy autobusy elektryczne. Będziemy się koncentrować na produkcji samochodów dostawczych i na transporcie publicznym, ponieważ zapewni to Ursusowi dalszy rozwój — twierdzi prezes Ursusa.

Konsorcjum

Ursus miałby pełnić rolę integratora technologii dostarczanych przez różnych producentów. — W celu stworzenia pojazdu zawiązaliśmy konsorcjum z polskimi firmami. W jego skład poza Ursusem wchodzą AMZ Kutno, Impact Automitive Technologies oraz Instytut Napędów i Maszyn Elektrycznych Komel. Każdy z naszych partnerów dostarczy elementy, z których później stworzymy samochód — zapowiada Karol Zarajczyk. Co konkretnie ma powstawać w Ursusie? Plany zakładają opracowanie samochodu dostawczego o masie do 3,5 tony z homologacją dopuszczającą go do ruchu po europejskich drogach. Wielkością ma odpowiadać Fiatowi Scudo. — Nie wykluczamy też innych możliwości — każdy pomysł

„POLSKI FIAT”: Zakładamy opracowanie całkowicie polskiego samochodu dostawczego o masie do 3,5 t z homologacją dopuszczającą go do ruchu po europejskich drogach. Wielkością ma odpowiadać Fiatowi Scudo — mówi Karol Zarajczyk, prezes spółki Ursus. [FOT. WM]

związany z elektromobilnością jest dla nas ciekawy — informuje prezes. Twierdzi, że opracowanie i wdrożenie do produkcji elektrycznego samochodu dostawczego będzie kosztowało kilkadziesiąt milionów złotych. — Liczymy, że połowę pozyskamy z funduszy unijnych, które będzie przydzielało Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu Innomoto — zapowiada Karol Zarajczyk. Auto miałyby kupować m.in. firmy transportowe i spółki komunalne w gminach. — Sadzę, że uruchomienie seryjnej produkcji to perspektywa 2-3 lat. Termin jest w pełni realny. Poza ramą samochód będzie zbudowany w całości z kompozytów, a to w znacznym stopniu przyśpiesza produkcję i ogranicza koszty — twierdzi prezes Ursusa.

Sceptycy

— Jeżeli ktoś ma dużo pieniędzy i chce je wydać, to oczywiście zabronić mu nie można. Koszt wprowadzenia na rynek nowej marki jest bardzo duży. To nie tylko sprawa sfinansowania technologii, którą można kupić na rynku, ale także wypromowanie produktu, które w przypadku nowej marki będzie dużo kosztowało — komentuje Wojciech Drzewiecki, szef Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar. Podobnego zdania jest Paweł Gos, prezes Exact Systems. — Każda nowa marka wiąże się ze sporym ryzykiem. Dziś w zasadzie tylko ogromne międzynarodowe korporacje stać na kosztowne wprowadzanie nowych produktów — mówi Paweł Gos.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Bołtryk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Transport i logistyka / Samochodowy plan Ursusa