Naprawiłeś pomyłkę w deklaracji podatkowej i myślisz, że jest OK? Błąd! Musisz jeszcze grzecznie przeprosić fiskusa. Nawet gdy chodzi o 53 zł.
Zadzwonił do nas wzburzony czytelnik — prezes sporej spółki z Łodzi, przedstawicielstwa kilku niemieckich i szwajcarskich firm z różnych branż. Opowiedział o swoich przejściach z Urzędem Skarbowym Łódź-Widzew.
— Księgowość prowadzi mi pani Jadzia, właścicielka biura rachunkowego z prawie 40-letnim stażem. W listopadzie 2004 r. w deklaracji miesięcznej pomyliła się o 53 zł. To dobra księgowa, więc sama wykryła błąd miesiąc później. Od razu napisała wyjaśnienie i dopłaciła te 53 zł — wraz z odsetkami. Sprawę uznałem za zamkniętą. Jak się okazało — niesłusznie — zaczyna swoją historię pan Andrzej.
Moja wielka wina
W połowie maja księgową na dywanik wezwał inspektor z Urzędu Skarbowego Łódź-Widzew.
— Powód? Jeden. W piśmie wyjaśniającym pani Jadzia nie przeprosiła za błąd. Jak wyjaśniła pani urzędnik — dopiero złożenie samokrytyki może zakończyć sprawę! Księgowa musiała zatem w oficjalnym piśmie wyrazić skruchę za swą pomyłkę. Nic dziwnego, że przestępcy skarbowi chodzą spokojnie po ulicy, jeśli urzędnicy mają czas na takie „zabawy”! — nie kryje irytacji pan Andrzej.
Kazus Kluski
Niestety, jego przypadek nie jest odosobniony. Dotyczy biznesmenów prowadzących interesy także na znacznie większą skalę. Podobną historię przeżył m.in. Roman Kluska, były właściciel Optimusa, żywy symbol gnębienia przedsiębiorców przez aparat skarbowy. Już na początku lat 90. po raz pierwszy chciał rzucić biznes.
Przy produkcji komputerów Optimus korzystał z elementów od wielu dostawców. W pewnym momencie w magazynie skończyły się plastikowe złączki, których brak wstrzymywał produkcję. Ich partia utknęła na lotnisku w Ostrawie.
— Słowacki kierowca przywiózł ją do nas, za co chciał 200 marek. Powiedział, że nie odda złączek, jeśli nie dostanie pieniędzy. Mogłem wyjąć tą kwotę z kieszeni, ale chciałem, by wszystkie wydatki w firmie ewidencjonować. Nakazałem więc księgowej zakup marek i zapłatę należności kierowcy. Po kilku latach kontrola z urzędu skarbowego uznała mnie za przestępcę, gdyż poleciłem wypłatę waluty obcej na terytorium Polski. Dostałem propozycję: jeżeli pan sam napisze, że jest przestępcą i dobrowolnie podda się karze, to nie będzie problemu. I choć źle się z tym czułem, musiałem złożyć takie oświadczenie — wspominał na łamach „PB” Roman Kluska.
A to był dopiero początek jego walki z fiskusem... Nic dziwnego, że pan Andrzej w rozmowie z nami zastrzegł sobie anonimowość.
Litera prawa?
Co na to specjaliści?
— Obowiązują nas procedury. I to niezależnie od kwoty, o jaką chodzi. Dla skarbu państwa ważna jest bowiem każda złotówka. A procedura przewiduje właśnie konieczność wyrażenia przez podatnika tzw. czynnego żalu. Nie wszystkie przepisy prawa w Polsce są ludzkie, ale jako urzędnicy skarbowi musimy ich przestrzegać — wyjaśnia postawę podwładnej Ryszard Taraszewski, zastępca naczelnika Urzędu Skarbowego Łódź-Widzew.
Zawsze oczywiście pozostaje kwestia — już nie normowana żadnym paragrafem — w jakiej formie się o ten czynny żal poprosi. Lub kategorycznie zażąda.