Samorząd zaskarży do sądu decyzję arbitrażu, która nakazuje zmianę warunków przetargu na tabor. Nie chce ponownie kupować prototypów.
Urząd Marszałkowski Województwa Mazowieckiego zdecydował, że nie podporządkuje się zaleceniom Urzędu Zamówień Publicznych w sprawie przetargu na elektryczne zespoły trakcyjne (EZT) dla Kolei Mazowieckich.
— Oddajemy sprawę do rozstrzygnięcia sądowi. Nie możemy zgodzić się na przyjęcie postawionych warunków — mówi Bogusław Kowalski, wicemarszałek Mazowsza odpowiedzialny za transport kolejowy.
Przetarg zaskarżyła dwukrotnie bydgoska fabryka PESA, która nie miała możliwości wzięcia w nim udziału. W połowie czerwca sąd arbitrażowy uznał, że warunki przetargu ograniczają wolną konkurencję, bo nie dopuszczają wszystkich chętnych. Samorząd żądał referencji: stający do przetargu musiał wyprodukować wcześniej co najmniej 14 takich pojazdów jak zamawiane. Arbitrzy uznali, że wystarczy, iż oferent może pochwalić się produkcją pojazdów „podobnych do zamawianych”. Takie rozwiązanie wyklucza wicemarszałek.
— Potrzebujemy firmy doświadczonej w produkcji pojazdów elektrycznych, a nie spalinowych. Sanki i narty to nie to samo, chociaż jedne i drugie mają płozy. PESA zrobiła prototypowy elektryczny pojazd dla WKD. 60 dni stał z powodu różnych awarii. Nie możemy sobie pozwolić na tak awaryjny sprzęt na liniach międzyregionalnych z dużym natężeniem ruchu. Teraz fabryka zachowuje się jak pies ogrodnika, bo blokuje przetarg, chociaż sama nie jest w stanie zrealizować zamówienia — uważa Bogusław Kowalski.
— To nie jest prawda. Mamy zdolności produkcyjne. Pojazd dla WKD był prawdziwym poligonem i wyeliminowaliśmy usterki. Mamy też na koncie cztery elektryczne szynobusy. Przetarg blokuje marszałek, bo nie pozwala na udział w nim nam, a także fabrykom Alstom Chorzów, Bombardier Pafawag i ZNTK Nowy Sącz — odpowiada Tomasz Zaboklicki, prezes spółki PESA.