PKP PR optują za związkiem z rozsądku
Mariaż PKP PR z samorządami to typowe małżeństwo z rozsądku. Czy taki związek ma przyszłość? Szef PKP PR uważa, że tak.
Już niedługo PKP Przewozy Regionalne (PR) trafią w ręce samorządów. Pomysł niezbyt podoba się i jednym, i drugim. Jan Tereszczuk, prezes spółki, dyplomatycznie stwierdza, że każdy pomysł zmierzający do jej oddłużenia jest dobry, ale nie ukrywa, że rozwiązanie, w którym budżet spłaci długi, bez dokonywania zmian właścicielskich, oznaczałoby mniej komplikacji.
Spółka musi być jedna
Stało się inaczej i bez problemów się nie obędzie. PKP PR zamiast jednego właściciela będą miały 16 o bardzo różnych poglądach na funkcjonowanie kolei regionalnych. Nie brakuje głosów, że spółkę trzeba podzielić między województwa i docelowo sprywatyzować. Co na to PKP PR?
Jan Tereszczuk ma nadzieję, że udziałowcy nie rozbiją jej na części.
— Regionalizacja, przy założeniu powstania 16 spółek samorządowych, wymaga ścisłej współpracy województw. Linie kolejowe nie kończą się przecież na granicach regionów. Koordynacją połączeń powinien zajmować się jeden ośrodek — mówi szef PKP PR.
Jest też inny argument przeciw — natury technicznej. Lokalizacja zaplecza technicznego PKP PR nie pasuje do siatki województw. W jednym są dwa, w innym ani jednego. Nie można więc podzielić kolejowego majątku równo między samorządy.
Szef PKP PR uważa, że przewoźnik powinien działać na podobnych zasadach jak teraz.
— Samorządy uzyskają pełny wgląd w sytuację finansową firmy, będą mogły nią zarządzać, ustalać rozkład jazdy, decydować o inwestycjach —mówi Jan Tereszczuk.
Nie dołożycie ani grosza
Ale nic za darmo. W zamian będą musiały wziąć spółkę z dobrodziejstwem inwentarza, czyli z kilkunastotysięczną załogą. Opinie o przerostach zatrudnienia prezes kwituje krótko: „nieprawda”. Zmniejszenie zatrudnienia odbiłoby się niekorzystnie na bezpieczeństwie i jakości przewozów. Nie może być też mowy o zmianie układu zbiorowego.
— Samorządy dostaną oddłużoną firmę o majątku szacowanym na 1,4 mld zł, która wprawdzie nie będzie przynosiła zysków, ale też strat —twierdzi prezes PKP PR.
Zapewnia, że udziałowcy nie dołożą ani grosza ponad to, co wydają teraz. 0,5 mld zł, jakie na ten cel idzie z kasy samorządów, wystarczy na obsługę na obecnym poziomie.
Bez dodatkowych wydatków jednak się nie obejdzie. Przyszli właściciele muszą kupić oraz dokonać niezbędnych remontów taboru, co może kosztować 8 mld zł. Część kosztów można pokryć z unijnych funduszy, ale resztę trzeba poszukać w kasach samorządów.