Samorządy toną w papierowych raportach

  • Tadeusz Markiewicz
opublikowano: 30-08-2013, 00:00

Zamiast zajmować się obywatelem, urzędnicy produkują co roku 1,5 mln sprawozdań. Niepotrzebnych i na jego koszt.

Rb-27S, Rb-28ZZ, Rb-28S, Rb-30S — to nie kryptonimy akcji służb specjalnych, ale zły sen niejednego samorządowca. Pod tymi skrótowcami kryją się numery sprawozdań, które lokalna władza — zgodnie z literą prawa — musi wytwarzać. I to w ogromnych ilościach. Jak oszacował think tank Forum Od-nowa, 56 tys. instytucji samorządowych każdego roku produkuje prawie1,5 mln sprawozdań. Ich liczba jest niewiele mniejsza niż liczba osób, które sektor komunalny zatrudnia (1,8 mln).

„Z jednej strony nadmierna sprawozdawczość marnuje podatników pieniądze. Z drugiej trwoni umiejętności i potencjał zatrudnionych w samorządach osób. Sprowadza ich rolę do wypełniania setek raportów i dokumentów. Zabiera czas i miejsce na wykonywanie zadań publicznych, pomoc obywatelom, zarządzanie czy własny rozwój zawodowy pracowników. To trudne do dostrzeżenia lub wyobrażenia z centrum, ale stanowi przykrą okoliczność codziennego działania samorządowców ze służb finansowych” — czytamy w raporcie think tanku Forum Od-nowa.

Koszty finansowe tak rozbuchanej sprawozdawczości są już liczone w setkach milionów złotych. Przy bardzo ostrożnym założeniu, że w każdym urzędzie taką tematyką zajmuje się jedna osoba, przy średniej płacy wynoszącej niemal 4,2 tys. zł, roczne koszty pracy przekraczają 140 mln zł. Za te pieniądze można wybudować prawie 100 orlików, postawić 16,5 tys. latarni lub wymienić ponad 6300 wiat przystankowych. A przecież w tej kwocie nie mieszczą się inne samorządowenakłady: na zakup komputerów, oprogramowania, drukarek czy papieru.

— Gdy tylko zostałam skarbnikiem, zdecydowałam, że wszelką sprawozdawczość będziemy realizować w sposób elektroniczny. Gdybyśmy tego nie zrobili, na nasze potrzeby trzeba byłoby wyciąć połowę sporego lasu — żartuje Beata Orczyk, skarbnik powiatu wielickiego. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że większość tych sprawozdań niczemu i nikomu nie służy.

— Jest ich za dużo i są czytane jedynie wyrywkowo — mówi Agata Dąmbska, ekspert think tanku.

Jedyną szansą na wyjście z tego biurokratycznego gorsetu jest systemowa zmiana myślenia o samorządzie, za którą powinny pójść zmiany w prawie. — Trzeba pozbawić instytucje samorządowe statusu jednostek budżetowych, bo prawo uznaje każdą z nich za osobny byt gospodarczy. Taka jednostka sama występuje jako pracodawca, musi mieć własne księgi rachunkowe, rozliczenia podatkowe, przekazywać zeznania i składki ubezpieczeniowe. Gdyby powstały jednolite samorządy, byłoby zaledwie 2,8 tys. takich instytucji, co znakomicie zmniejszyłoby sprawozdawczość — twierdzi Agata Dąmbska. Trwają już dyskusje na ten temat — pomysł spotkał się ze zrozumieniem Ministerstwa Cyfryzacji i Administracji i ma coraz większe poparcie urzędników kancelarii prezydenta.

— Nie wierzę w zmiany na lepsze. Tracimy od 10 do 20 proc. energii na papierowe sprawy. Biurokracja z każdym rokiem ma się coraz lepiej i marzę o tym, żeby chociaż zatrzymała się na obecnym poziomie — mówi Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Tadeusz Markiewicz

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu