Zadłużenie samorządów bije kolejne rekordy. Jak podał resort finansów, na koniec półrocza dług samorządów przekroczył 41 mld zł - to najwyższy poziom w historii. Przez rok zobowiązania podskoczyły o 11,4 mld zł. Wszystko przez rosnące potrzeby inwestycyjne i utrzymujące się słabe dochody. Samorządowcy i eksperci jednak uspokajają - sytuacja jest pod kontrolą.

Euroboom
Znaczny wzrost zobowiązań widać w całym sektorze samorządowym - od gmin przez powiaty i duże miasta do województw. Liczby mówią same za siebie. Zadłużenie ma już 2635 ze wszystkich 2809 jednostek samorządu terytorialnego. Tylko jedno z 65 miast na prawach powiatu nie jest obciążone kredytem. Samorządowcy planują, że w 2010 r. na same koszty obsługi bieżących zobowiązań wydadzą 2,6 mld zł - to kwota zbliżona do kosztu budowy dwóch Stadionów Narodowych.
- Wchodzimy właśnie w okres nawału potężnych inwestycji infrastrukturalnych dotowanych z funduszy unijnych. Żeby skorzystać z dofinansowania, musimy wygospodarować najpierw środki własne. Dlatego poziom zadłużenia rośnie i będzie rósł - mówi Stanisław Lipiński, skarbnik Szczecina.
Dług przeciętnego samorządu stanowił na koniec pierwszego półrocza 25 proc. planowanych na cały rok dochodów. Dla porównania - jeszcze rok temu odsetek ten wynosił tylko 18 proc. Największe inwestycje samorządowcy zapowiadają jednak dopiero na lata 2011-13, a to oznacza, że wskaźnik zadłużeniabędzie dalej szedł w górę.
- Dotąd nasz dług wynosił 20-30 proc. dochodów. W najbliższych latach wskaźnik zbliży się do maksymalnych dopuszczanych prawem 60 proc. i podobnie będzie w innych dużych miastach. Jesteśmy jednak na to przygotowani, nie ma się czym martwić. W przeciwieństwie do długu rządowego kredyty zaciągane przez samorządy są praktycznie w całości przeznaczane na inwestycje - przekonuje Stanisław Lipiński.
- To jest dług, który wspiera inwestycje i pozwala na zdobycie unijnego dofinansowania. Nie zaciągamy kredytów na wydatki bieżące - dodaje Stanisława Kozłowska, skarbnik Białegostoku.
Firmy nie płacą
Nie zmienia to jednak faktu, że gdyby nie kryzys, dług samorządów rósłby wolniej. Już drugi rok z rzędu ich kondycja finansowa wygląda nieciekawie. Sami włodarze przyznają, że lata 2009-10 to pod względem finansowym najgorszy okres w historii polskich samorządów.
- Najgorzej wygląda sytuacja w dochodach z podatków dochodowych, zwłaszcza z CIT, gdzie przez rok wpływy skurczyły się o połowę. Problemem będzie też podwyżka dla nauczycieli. Subwencja od rządu nie wystarczy na jej sfinansowanie, więc będziemy musieli wygospodarować coś z własnego budżetu. Na szczęście dość dobrze realizowane są dochody własne miasta - mówi Stanisława Kozłowska.