Na szczęście Karol przyjął propozycję kierowania oddziałem międzynarodowego koncernu. Odszedł tam razem z kochanką. I tak zmanipulował w nowej firmie wewnętrzny assessment, że kobieta została dyrektorką regionalną. Tyle że pracodawca szybko się zorientował, dlaczego akurat ona dostała to stanowisko. Wkrótce je straci, bo brak jej kwalifikacji i doświadczenia. Zarząd zastanawia się też, jak rozwiązać kontrakt z Karolem.
Podobnie wyglądała parę lat temu wpadka Paula Wolfowitza, prezesa Banku Światowego. Gdy wyszło na jaw, że podniósł pensję swojej podwładnej i zarazem kochance, musiał się pożegnać z posadą.
To niebezpieczne
Menedżerowie, także najwyższego szczebla, nie zawsze myślą o konsekwencjach biurowych miłostek. We Włoszech aż 40 proc. z nich pozwala sobie na skok w bok w pracy — wynika z ankiety stowarzyszenia Donne Qualita della Vita. Wśród polskich szefów nikt takiej ankiety nie robił, ale pewnie wyniki nie byłyby bardzo odmienne. Tym bardziej że — jak dowodzą badania Pentora — co drugi Polak z wyższym wykształceniem twierdzi, że zna w swoim otoczeniu zawodowym kogoś, kto flirtuje lub romansuje w firmie.
Amerykański miesięcznik „Psychology Today” ostrzega, że pochopne wchodzenie w związki uczuciowe w pracy wiąże się co najmniej z trzema pułapkami. Po pierwsze — jeśli między uwikłanymi w romans jest zależność służbowa, to może dochodzić do nadużycia władzy (molestowania seksualnego lub uwiedzenia). Po drugie — nawet, gdy podwładny awansuje, bo jest świetnym fachowcem, może się pojawić zarzut, że zawdzięcza to swojej relacji z przełożonym (kariera przez łóżko). Wreszcie konflikty między kochankami są bardziej destrukcyjne niż kłótnie między kolegami. Ciche dni podczas kryzysu w związku mogą np. spowodować nieprzekazywanie sobie newralgicznych informacji o nowych procedurach.
W jednej z firm rodzinnych w Polsce współwłaścicielka zdecydowała się na separację z mężem i przychodzi do biura tylko wtedy, kiedy jego tam nie ma. Pracownicy rozmawiają to z nią, to z nim i próbują wydedukować, jakie są wspólne decyzje właścicieli.
Firmy nie tworzą reguł
Amory w pracy mogą mieć różny finał. Bill Clinton z powodu erotycznych zabaw ze stażystką, Moniką Lewinski, omal nie stracił posady. A może być gorzej, o czym świadczą coraz częstsze procesy o molestowanie seksualne (u nas tzw. afera rozporkowa w Samoobronie). Z drugiej strony np. twórca Microsoftu Bill Gates po prostu poślubił swoją asystentkę Melindę French.
U nas dla wielu osób jest zupełnie naturalne komplementowanie koleżanki zza sąsiedniego biurka albo opowiadanie przy automacie z kawą nieco rubasznych żartów. Seksuolog prof. Zbigniew Izdebski tłumaczy to charakterystyczną dla Polaków spontanicznością. Ostrzega jednak, że nie wszystkim takie zachowanie musi się podobać.
— Dlatego niektóre korporacje jednoznacznie określają, jakie słowa, gesty czy pozy są niedozwolone w relacjach służbowych — mówi Zbigniew Izdebski.
Tylko że badania amerykańskiej firmy SHRM pokazują, iż 70 proc. firm nie ma reguł w sprawie biurowych romansów. A spośród tych, które takie standardy mają, tylko 9 proc. jednoznacznie zabrania spotykania się na randkach. No, więc jak — romansować w pracy, czy nie? Psycholog Alicja Lewandowska jest przeciw i podkreśla, że dojrzałość polega na kontrolowaniu swoich impulsów i emocji.
— Generalna zasada jest taka: jeżeli w romans uwikłały się osoby, między którymi zachodzi jakaś hierarchiczna zależność, jedna z nich powinna zmienić dział — uważa z kolei Witold Gotowski, niezależny konsultant i coach.
Profesor Izdebski zauważa, że w dzisiejszej rzeczywistości ambitni i nastawieni na sukces ludzie coraz więcej godzin spędzają w pracy i pyta: — Gdzie więc mieliby nawiązywać bliższe relacje, jeśli nie tam?