Senator szuka Małysza w galopie

Karol JedlińskiKarol Jedliński
opublikowano: 2014-04-11 00:00

Jeździectwo w Polsce wychodzi z chaszczy. Nowy prezes związku wraz z nowymi inwestorami liczą, że stworzą sport dla elit i mas

Lach bez konia jak ciało bez duszy — mówili dawniej Rosjanie i Ukraińcy. W ostatnich dziesięcioleciach już nikt tak nie mówił — koń polski skarłowaciał i wyliniał. Polski Związek Jeździectwa (PZJ) nie mógł pochwalić się żadnymi sukcesami — czy to sportowymi, czy organizacyjnymi — choć ongiś jego prezesem był nawet Jan Krzysztof Bielecki.

Z KOPYTA: Hippika to była duma narodowa i biznesowa międzywojennej Polski.
 Polski Związek Jeździectwa i grupa biznesmenów chce nawiązać do tych czasów.
 Z założeniem, że nie tylko o dumę, ale też pieniądze chodzi. [FOT. ISTOCK]
Z KOPYTA: Hippika to była duma narodowa i biznesowa międzywojennej Polski. Polski Związek Jeździectwa i grupa biznesmenów chce nawiązać do tych czasów. Z założeniem, że nie tylko o dumę, ale też pieniądze chodzi. [FOT. ISTOCK]
None
None

Od początku 2013 r. jednak grupa kilku osób na nowo postanowiła wziąć byka za rogi. I znów w tle jest pasjonat jeździectwa z mocną polityczną kartą — Łukasz Abgarowicz, senator PO i równocześnie prezes PZJ.

Pierwsze efekty już są: letnie, jeździeckie Grand Prix Wolnej Polski będzie obszernie relacjonowane w telewizjach, pula nagród w pięciu zawodach cyklu to 3 mln zł. Przyjadą klasowi zawodnicy z całej Europy, a niszowy sport ma ambicje stać się maszynką do zarabiania siana, tfu — pieniędzy.

Sanacja do Rio

— Wie pan, jak przyszedłem do związku, to nie było nawet żadnego zdjęcia w bazie, do którego mielibyśmy prawa. Plan sanacji jest ambitny, ale również długofalowy. Obecnie na konia co jakiś czas wsiada 300 tys. Polaków. Chcielibyśmy, żeby za kilka lat ta grupa liczyła 700 tys. osób — mówi Łukasz Abgarowicz, wieloletni trener koni wyścigowych, pracownik Państwowych Torów Wyścigów Konnych, ale też były szef firmy informatycznej, którego do kandydowania na prezesa PZJ namówił inny polityk — koniarz, Jerzy Buzek.

Jaki jest nowy przepis na koński boom nad Wisłą? Łukasz Abgarowicz wraz z Rafałem Wawrzyniakiem, wiceprezesem PZJ, stawiają na mocny marketing i koncepcję biznesową organizacji — na wzór Polskiego Związku Narciarskiego. Zanim zerwą się do marketingowego galopu, przyjmą kilka kluczowych założeń.

— Przez ostatnie lata wiele osób próbowało zmieniać związek na skalę centralną lub lokalnie w swoich ośrodkach czy budując swój solidny, sensowny biznes. Na razie nie odniesiono sukcesu, ponieważ nie stworzono rynku — tłumaczył niedawno Rafał Wawrzyniak delegatom PZJ.

Mówił też o szukaniu bohatera mas, takiego Małysza na koniu, celującego w wysokie miejsca na przyszłych igrzyskach w Rio. Związek ma więc nowe logo, nowy system informatyczny, na którym ma zarabiać,oraz strategię marketingową nakreśloną przez Jarosława Chludzińskiego, byłego szefa agencji PZL, odpowiedzialnego m.in. za wizerunkowy sukces Alior Banku. A skoro jesteśmy przy bankach… PZJ to wciąż dość ubogi związek z budżetem na poziomie 2 mln zł rocznie i jednym prawdziwym sponsorem — spółką Marka Stefańskiego, ekswłaściciela Pol-Aquy.

Magnes w pałacach

PZJ z prywatnym biznesem ma jednak o wiele więcej wspólnego. Tomasz Bałuk to jeden z wyznawców nowego otwarcia w jeździectwie, a także twórca i były prezes agencji Ogilvy & Mather. Kilka lat temu kupił zaniedbany pałac w Ciekocinku nieopodal Łeby. Teraz to luksusowy hotel, obok którego stoi imponująca hala do hippiki wraz z zapleczem. Tam Tomasz Bałuk zorganizuje dwie z pięciu imprez Grand Prix Wolnej Polski. Biznesmen wierzy, że miliony zainwestowane w niszowy sport będą magnesem dla elity.

— Nasze zawody Baltica Equestrian Tour mają pulę nagród wysokości niemal 220 tys. EUR. Zainteresowanie zawodników środowiska jest ogromne. Sponsorami będzie kilka marek premium, a to dlatego, że również goście będą niebagatelni. Jeździectwo to sport, który na Zachodzie uprawiają elity. Chcę go przywrócić elitom gospodarczym i kulturalnym także w Polsce — mówi Tomasz Bałuk.

Przyjazd do Ciekocinka zapowiedział już Bronisław Komorowski, skuszony zapewne nie tylko wizją spotkania kolegów z PO i obecnością telewizyjnych kamer, ale i rozmachem, z którego znany jest gospodarz pałacu. Jeśli pomysł wypali, będzie to sygnał dla innych, że konia da się jednak wprowadzić na polskie salony. Czy do Ciekocinka przyjedzie też przyszły Małysz jeździectwa? Na odpowiedź trzeba będzie poczekać zapewne do igrzysk w Rio.