Głównie po to, żeby budować koalicję „polskich serc, polskiego kapitału i polskich rąk”. „PB” nie tak dawno publikował obszerne materiały o polityce kadrowej PSL i PO w szerokiej sferze zarządzania państwem i gospodarką — dlatego uzupełniamy triadę koalicyjnych wartości o najważniejszą, czwartą, dopisaną w powyższym tytule.
Opuszczony przez Waldemara Pawlaka rząd nie cierpi na chorobę sierocą, ale resort gospodarki — jak najbardziej. Powierzenie administrowania sekretarzowi stanu Tomaszowi Tomczykiewiczowi z PO absolutnie nie zastępuje stałego kierowania. Ogromna nerwowość panuje na poziomie podsekretarzy stanu, a także w kierownictwach agencji i innych instytucji należących do puli ministra. Janusz Piechociński wcale nie pali się do objęcia trudnego ministerstwa, z jego punktu widzenia ideałem byłoby zostanie wicepremierem bez teki. I paradoksalnie byłoby to… zgodne z duchem zapisu konstytucyjnego, że premier i wicepremierzy „mogą” pełnić także funkcję ministra. Jednak polityczna logika wyklucza „gołych” wicepremierów i Donald Tusk nigdy się na taki numer nie zgodzi. Po pierwsze — wpuściłby do rządu wewnętrznego krytyka nieobciążonego odpowiedzialnością. Po drugie — zwiększyłby liczbę ludowców w rządzie.
Od siebie dodalibyśmy jeszcze ważny argument kosztów. Wicepremierostwo niepołączone z ministrowaniem zwiększyłoby budżetowe wydatki — dodatkowa limuzyna, znacznie rozbudowana obsługa biurowa w gmachu kancelarii premiera. Ale akurat taka argumentacja dla rozpasanej finansowo władzy jest całkowicie nieważna…