Jedna decyzja urzędnika z Narodowego Funduszu Zdrowia (NFZ) może zakończyć się zamknięciem części klinik kardiologicznych. Czarny scenariusz kreślą przedsiębiorcy, którzy zainwestowali w ten biznes.
Niższe wyceny
NFZ zapowiedział, że od stycznia 2012 r. zmniejszy wyceny niektórych świadczeń medycznych w obszarze kardiologii nawet o 20 proc. — To wyrok dla prywatnych klinik kardiologicznych, które leczą w Polsce 30 proc. zawałów — twierdzi Grzegorz Goryszewski, prezes sieci klinik kardiologicznych Allenort.
Krzysztof Suszek, dyrektor biura prasy i promocji w Ministerstwie Zdrowia, przypomina, że NFZ już w czerwcu proponował obniżenie wycen w kardiologii interwencyjnej. Jednak z powodu zgłaszanych uwag nie podjął wówczas takiej decyzji. Zrobił to w październiku. Kardiologia cieszy się sporym zainteresowaniem inwestorów. Allenort prowadzi negocjacje z funduszami, a Polsko-Amerykańskie Kliniki Serca (American Heart of Poland — AHP) już je zakończyły. W październiku fundusz private equity Advent kupił mniejszościowy pakiet udziałów.
Łącznie zobowiązał się zainwestować w AHP ponad 200 mln zł.
— Nie komentujemy zapowiedzi resortu — ucina Łukasz Gołębiewski z Advent International. Według Grzegorza Goryszewskiego, takie podejście ministerstwa może zniechęcić inwestorów.
— Żaden normalny inwestor nie zainwestuje w polską służbę zdrowia, jeśli jedna decyzja urzędnika, wydana bez oceny rachunku ekonomicznego, może zlikwidować usługę medyczną lub radykalnie ograniczyć pacjentom dostęp do niej. Jeśli obniżki zostaną wprowadzone, kardiologia w Polsce cofnie się o pół wieku — uważa Grzegorz Goryszewski. Jego zdaniem, w Polsce brakuje zrozumienia dla tego biznesu.
— Musimy zarabiać nie tylko po to, aby zwróciły się początkowe inwestycje, ale także po to, by rozpocząć kolejne. Ponadto, w przeciwieństwie do publicznych placówek, nasz zysk jest opodatkowany — tłumaczy Grzegorz Goryszewski.
Na nierówne traktowanie publicznych i niepublicznych placówek zwraca też uwagę prof. Paweł Buszman, założyciel Polsko-Amerykańskich Klinik Serca. Jego zdaniem, to niegospodarność publicznych szpitali skłoniła resort zdrowia do obniżenia wycen świadczeń w kardiologii.
— Może się wydawać, że są dobrze wyceniane. Ale jeśli szpital przeprowadzi pełną diagnostykę i zastosuje kompletne leczenie, kwoty okazują się za małe. Zdarza się, że publiczne placówki w ramach tej sumy przeprowadzają tylko diagnostykęi przekazują pacjenta dalej, nie wykonując pełnej terapii. Jeśli resort zmniejszy wyceny, prywatne placówki, chcąc utrzymać wysokie standardy, będą musiały wprowadzić dopłaty — tłumaczy Paweł Buszman.
Ministerstwo Zdrowia ripostuje i tłumaczy, że szpitale publiczne są rozliczane z zabiegów i nie mogą zakończyć leczenia na wstępnych badaniach.
Większe wymogi
Obniżenie wycen nie jest jedyną złą wiadomością dla kardiologii. Andrzej Targoński, dyrektor ds. technicznych w Pomorskich Centrach Kardiologicznych, zwraca uwagę, że obniżce towarzyszy zwiększenie wymogów wobec placówek, m.in. liczby wymaganych lekarzy, co wiąże się z dodatkowymi kosztami.