Paradoksalnie, tym razem zaniepokojenie inwestorów wzbudziły nieoczekiwanie optymistyczne dane o zamówieniach na dobra trwałego użytku.
Sytuacja wydaje się nieco komiczna. Kiedy bowiem dane z gospodarki nie są dobre podnosi się lament, że sprawy idą w złym kierunku, nie ma rozwoju, widać widmo recesji. Kiedy z kolei wskaźniki są zaskakująco dobre z miejsca pojawia się obawa, że Rezerwa Federalna zakręcie kurek z tanimi pieniędzmi.
Można powiedzieć, że i tak źle i tak niedobrze, a handlujący na giełdach zachowują się jak panienka na wydaniu, nie mogąca zdecydować się na jakiegoś kandydata.
Wskaźnik zamówień wzrósł w kwietniu aż o 3,3 proc. podczas gdy analitycy oczekiwali dynamiki na poziomie 1,4 proc. Poprawiono też nieco dane za marzec, spadek nie okazał się aż tak mocny jak wynikało ze wstępnego odczytu.
Negatywnie na morale inwestorów podziałały w piątek prognozy kilku liczących się na rynku spółek, co z miejsca znalazło odzwierciedlenie w spadku ich notowań.
Grubo ponad 2 proc. traciły papiery Gap, największej odzieżowej sieci detalicznej w USA. Podczas gdy zysk na akcję w pierwszym kwartale wyniósł 71 centów i przewyższył prognozę analityków (69 centów) o tyle niepokój wzbudziło potwierdzenie całorocznej prognozy zysku w przedziale 2,52-2,60 USD na akcję. W tym przypadku średnia oczekiwań analityków to 2,72 USD.
Ponad 11-proc. deprecjacja stała się z kolei udziałem walorów Abercrombie & Fitch. Detalista odzieżowy obniżył projekcję zysku. Firma ocenia, że w tym roku zysk wyniesie 3,15-3,25 USD na akcję podczas gdy pierwotne założenia mówiły o przedziale 3,35-3,45 USD.
Z kolei o ponad 18 proc. pikował kurs akcji Sears. Detalista rozczarował rynek informacją o stracie w pierwszym kwartale rzędu 2,63 USD na akcję i spadek przychodów o 8,8 proc. do 8,45 mld USD.