Sezon wyników blokuje wzrosty kursów na GPW

Piotr Kuczyński
opublikowano: 2003-11-05 00:00

W poniedziałek w Stanach Zjednoczonych wszystko pomagało bykom. Dane makroekonomiczne były lepsze od prognoz. Wydatki na konstrukcje budowlane wzrosły we wrześniu więcej niż prognozowano, a określający stopień rozwoju gospodarki indeks ISM wzrósł do 57 pkt pokazując, że sektor produkcyjny rozwija się coraz szybciej. Co prawda jedna ze składowych tego wskaźnika sygnalizuje tylko zmniejszanie tempa redukcji zatrudnienia, zamiast wzrostu, ale to inwestorów też ucieszyło.

Poza tym to była pierwsza sesja miesiąca (zwiększony wpływ gotówki do funduszy). Na dodatek listopad to miesiąc, który historycznie uważany jest za najlepszy dla giełd. Efektem dobrych danych były weryfikacje w górę prognoz dla spółek, a w czasie weekendu optymistyczne dane o sprzedaży półprzewodników we wrześniu podało Stowarzyszenie Producentów Półprzewodników (SIA).

To wszystko bardzo pomagało spółkom notowanym na rynku Nasdaq. A te, mimo że i tak są już za drogie, stają się coraz droższe. Opory techniczne pękły, ale styl przełamania mnie nie zachwycił. Nadal można myśleć o tworzącej się zapowiadającej spadki formacji klina zwyżkującego. Piąta fala Elliotta trwa, a spekulacyjny balon czeka na przekłucie. Wczoraj nie było ważnych informacji, więc najbardziej prawdopodobne było wejście rynku w konsolidację.

W Eurolandzie indeksy trzymały się we wtorek blisko poniedziałkowego zamknięcia, ale po południowej stronie. Amerykańskie wzrosty były zdyskontowane, a z Francji nadeszły słabe dane makro, więc inwestorzy realizowali zyski. Dziś nie należy liczyć na to, że dane o indeksie PMI w sektorze usług będą miały istotny wpływ na rynki europejskie, nawet, gdyby były dobre. Inwestorzy od dawna zakładają, że tak będzie, a nie podejrzewam, by doszło do niemiłej niespodzianki. Być może nieco większy wpływ będą miały dane o sprzedaży detalicznej w strefie euro, ale i tak decydujące będą jak zawsze raporty amerykańskie. Mamy z nimi jednak pewien problem.

Oczywiste jest, że inwestorzy od dawna uważają, że zarówno zamówienia fabryczne, jak i indeks aktywności sektora usług (ISM) będą doskonałe (nawet lepsze od prognoz). Może się okazać, że dobre informacje wcale nie będą impulsem zmuszającym do kupna akcji, a nieco tylko gorsze wywołają wyprzedaż. Po sesji w USA nastroje ustawią na jutro przede wszystkim wyniki i prognozy Cisco. Trzeba jednak pamiętać o tym, że zarząd Cisco wypowiada się prawie zawsze bardzo optymistycznie.

Jeśli chodzi o nasz rynek, to decyzję resortu skarbu o sprzedaży 7,5 proc. akcji TP SA odbieram pozytywnie. Księga popytu miała być zamknięta już wczoraj wieczorem w USA. Krótki okres szukania nabywców sugeruje, że oni już dawno są, a zablokowanie na pół roku sprzedaży akcji przez Kompanię Węglową i Skarb Państwa daje pewność, że nie nastąpi nagły ich wysyp. Uważałem, że efektem tej decyzji będzie wzrost kursu spółki i bardzo się pomyliłem. Inwestorzy niesłusznie przejęli się tym, że część akcji przekazano Kompanii Węglowej. Zamiast pomagać rynkowi kurs TP SA ciągnął rynek w dół. Uważam jednak, że sprzedający się mylą, ale to pokaże przyszłość.

Przed sesją dowiedzieliśmy się, że agencja ratingowa Fitch podwyższyła do pozytywnej perspektywę długoterminowego ratingu Polski. To pomogło złotemu i obligacjom. Poza tym lepszy od prognoz raport kwartalny podał KGHM. Ale to nie pomagało rynkowi akcji. Realizacja zysków na KGHM mocno obniżała kurs spółki. Końcówka sesji znowu była niezwykle słaba. Tyle tylko, że obrót (bez TP SA i KGHM) nie był duży. Tak słabe zachowanie GPW sygnalizuje, że do końca sezonu wyników rynek z marazmu nie wyjdzie.

Przed zakupem akcji (z dłuższym niż sesja horyzontem czasowym) chciałbym zobaczyć zwiększający się znacznie obrót i zwiększoną aktywność inwestorów, bo to nie zawsze idzie w parze. Uważam, że trzeba stać z boku, dopóki nie pojawi się większy kapitał i nie angażować się w trwającą obecnie szarpaninę.