Siedem kluczy do internetu

Siedem prywatnych osób z całego świata de facto kontroluje bezpieczeństwo w internecie

Opowieść o nich brzmi jak dobry film science fiction albo jakaś powieść z półki z fantastyką. Prawda jest jednak taka, że klucze do internetu mają prywatne osoby z całego świata. James Ball, zafascynowany nowymi technologiami reporter dziennika „The Guardian”, został zaproszony na tzw. ceremonię klucza w siedzibie ICANN, mało znanej organizacji, która m.in. prowadzi proces przyznawania nazw domen. W tłumaczeniu na język polski to Internetowa Korporacja ds. Nadawania Nazw i Numerów. Brzmi strasznie sztywno, ale rola ICANN jest niebagatelna.

OJCIEC ODDAŁ KLUCZ: Od czasu pierwszej ceremonii zaledwie jeden z „kluczników” zrezygnował ze służby,
 ale jest to nie byle kto, bo sam Vin Cerf, zwany jednym z ojców internetu. Genialny informatyk dobił już
 do siedemdziesiątki, nadal jednak pracuje dla koncernu Google. [FOT. BLOOMBERG]
OJCIEC ODDAŁ KLUCZ: Od czasu pierwszej ceremonii zaledwie jeden z „kluczników” zrezygnował ze służby, ale jest to nie byle kto, bo sam Vin Cerf, zwany jednym z ojców internetu. Genialny informatyk dobił już do siedemdziesiątki, nadal jednak pracuje dla koncernu Google. [FOT. BLOOMBERG]
None
None

W ceremonii nie chodzi o żadne szamaństwo ani rytuał przejścia. To wyspecjalizowany proces, w którym uczestniczą ludzie naprawdę rozumiejący sieć, a jego celem jest zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim użytkownikom i utrzymywanie porządku w internecie.

Jednym z zadań ICANN jest kontrola systemu nazw domenowych, czyli DNS. James Ball opisuje go bardzo plastycznie jako książkę telefoniczną internetu — łączy serie cyfr z konkretnymi adresami w sieci. Bez tego każdy z nas, chcąc odwiedzić jakąś stronę, musiałby pamiętać ciąg liczb. Na przykład, trzeba by wprowadzić 77.91.251.10 zamiast „theguardian.com”.

Posiadacze kluczy do internetu spotykają się cztery razy w roku. Ich klucze tworzą klucz główny, który kontroluje bezpieczeństwo systemu. Posiadaczami kluczy są osoby z różnych części świata, które mają doświadczenie w zabezpieczaniu sieci i pracują dla różnych instytucji międzynarodowych. Zostali wybrani także według porządku geograficznego, bo żaden kraj nie może mieć zbyt wielu reprezentantów. Może się wydawać, że cały proces jest jakby kopią scen z „Matrixa”, tym bardziej że zabezpieczenia są w siedzibie ICANN niewiarygodne. Ceremonia nie przypomina jednak filmu akcji, ale pracę dobrze zorganizowanego zespołu ekspertów. Każda z 14 osób, bo oprócz podstawowej siódemki są jeszcze posiadacze zapasowych kluczy, ma tradycyjny metalowy klucz do sejfu, który zawiera karty elektroniczne uruchamiające maszynę tworzącą nowy klucz główny. W razie katastrofy rezerwowi mogą odtworzyć system generowania kluczy.

Po co tyle ceregieli? Klucz główny jest częścią systemu zabezpieczenia internetu. Zapobiega rozprzestrzenianiu się fałszywych adresów stron internetowych, które mogą prowadzić do złośliwych witryn używanych przez hakerów i złodziei. Na temat mocy tych kluczy powstała już cała masa plotek i teorii. Serwis Business Insider napisał, że jeśli ktoś przejąłby kontrolę nad bazą danych ICANN, to mógłby przejąć kontrolę także nad internetem i np. przekierowywać na fałszywą stronę banku zamiast na prawdziwą. Dlatego ICANN jest zabezpieczone jak centrum sterowania bronią nuklearną. Do właściwego pomieszczenia prowadzi system weryfikacji kodami PIN i skanerami biometrycznymi. Jeśli jakaś organizacja o wrogich zamiarach weszłaby w posiadanie klucza głównego, mogłaby narobić tylko sporo zamieszania w adresach internetowych, ale gdy w ciągu najbliższych lat wejdzie nowy system zabezpieczeń, to główny klucz będzie jeszcze ważniejszy. Przedstawiciele ICANN twierdzą jednak, że utrata klucza głównego jest nieprawdopodobna. Nam pozostaje mieć nadzieję, że wiedzą, co mówią. Na stronie tech.pb.pl można zobaczyć nagranie z ceremonii klucza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Ostruszka

Polecane