Od miesięcy bezrobocie w Polsce utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie — choć w styczniu i lutym osiągnęło 10,3 proc., czyli o 0,5 pkt. proc. więcej niż w grudniu ubiegłego roku (dane GUS). Ofert pracy przybywa nawet w tych województwach, w których dotychczas panowała stagnacja: zachodniopomorskim, lubelskim, podkarpackim, a także opolskim, lubuskim, świętokrzyskim i warmińsko-mazurskim. W liczbie propozycji przodują zaś województwo mazowieckie, śląskie i dolnośląskie.

— Nadal ubywa pracowników, szczególnie tych z konkretnymi umiejętnościami. Wpływ na to mają sytuacja demograficzna, zwiększające się potrzeby gospodarki i emigracja. Rozwiązaniem jest większe otwarcie firm na pracowników ze Wschodu — twierdzi Marek Jurkiewicz, dyrektor serwisu InfoPraca.pl.
Minimum procedur
Chodzi głównie o obywateli Ukrainy, którym w ubiegłym roku wystawiono prawie milion wiz. Ruch na granicy nasilił się po wybuchu konfliktu zbrojnego na wschodzie tego kraju w 2014 r. Wtedy też zmienił się profil przyjezdnych. Jak wynika z badań NBP, wcześniej do Polski przybywały głównie kobiety (67 proc.), teraz stanowią one tylko 42 proc. grupy. Spadła także średnia wieku. Przed wojną ukraiński imigrant miał średnio 42,8 lat, teraz 32,8.
— Trudno dokładnie określić, ilu obcokrajowców pracuje w naszym kraju, bo często nie są ewidencjonowani. Nie można zapominaćtakże o szarej strefie — nie wiadomo, jak wielu przyjezdnych zza naszej wschodniej granicy ją tworzy, ale możemy przypuszczać, że nie jest to mała liczba — mówi Bartosz Kaczmarczyk, prezes Loyda.
Jego zdaniem, choć wśród emigrantów zarobkowych nie brakuje Mołdawian i Litwinów, największe szanse na pracę w Polsce mają przyjezdni z Ukrainy i Białorusi — w ich przypadku bariera językowa jest znikoma, dlatego łatwiej im współpracować z Polakami. Najczęściej — według analiz Work Service’u — znajdują oni zatrudnienie w gastronomii, budownictwie, rolnictwie oraz punktach usługowych i transporcie (ostatnio coraz częściej poszukuje się kierowców). Od 2007 r. procedura jest maksymalnie uproszczona. Z internetu ściąga się oświadczenie, na którym pracodawca wypisuje swoje dane, imię i nazwisko Ukraińca oraz w jakim charakterze będzie pracował. Rejestruje się wniosek w pośredniaku i wysyła na Ukrainę. Tam przyszły pracownik musi wyrobić wizę.
— Nasi wschodni sąsiedzi mogą podejmować w naszym kraju pracę przez sześć miesięcy w okresie 12 następujących po sobie miesięcy, bez wymogu uzyskania zezwolenia na pracę — tłumaczy Marek Jurkiewicz.
Tylko od stycznia do czerwca 2015 r. zarejestrowano w powiatowych urzędach pracy 408 tys. wniosków. Rekordziści dostarczali po sto dziennie.
— Coraz więcej branż deklaruje gotowość do zatrudniania pracowników ze Wschodu. Zwłaszcza w lecie, kiedy chętnych do wykonywania niektórych prac brakuje. Z takim wyzwaniem mierzą się pracodawcy w miejscach o najniższych stopach bezrobocia, czyli w dużych aglomeracjach — podkreśla Marek Jurkiewicz.
Tylko na sezon?
Szkopuł w tym, że Polska dla tych imigrantów ze Wschodu nie jest zazwyczaj kierunkiem emigracji pierwszego wyboru. Traktują nasz kraj raczej jako bramę na Zachód, choć widać już pierwsze oznaki zmian. Mają one związek z tym, że przybywa ofert również dla specjalistów, szczególnie w sektorze IT.
— Obcokrajowcy decydujący się na pracę sezonową w Polsce najczęściej podejmują się zajęć, których nie chcą wykonywać Polacy. Wpływ na wzrost zatrudnienia cudzoziemców ma regularna i stała poprawa rynku pracy w naszym kraju i sytuacja w innych państwach. Przykładem jest niestabilność polityczna i konflikt zbrojny na Ukrainie — wskazuje Hanna Listek, dyrektor zarządzający spółki Polski HR — Doradztwo Personalne.
Być może na karierę zawodową w naszym kraju zdecyduje się część osób, które przyjechały do nas w celach edukacyjnych. Młodzież z Ukrainy stanowi połowę (prawie 51 proc.) wszystkich studentów zagranicznych w Polsce — wynika z danych Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. A według danych GUS w roku szkolnym 2014/15 studiowało ich ponad 23 tys. A w tym roku jeszcze więcej, bo studia w Polsce to nie tylko lepsze wykształcenie bez płacenia łapówek za egzaminy, ale też pomysł na uniknięcie poboru. Oczywiście, o tym ostatnim nikt nie chce rozmawiać.
— Aby skorzystać z wykształconych kadr, potrzebujemy jasnej strategii dotyczącej polityki migracyjnej, zarówno na szczeblu centralnym, jak i lokalnym. Dobrze przemyślana polityka migracyjna daje szansę na przyciągnięcie wykwalifikowanych pracowników. Polski rynek pracy potrzebuje specjalistów o wysokich kwalifikacjach — argumentuje dyrektor Marek Jurkiewicz.
Na razie głównym wabikiem są pieniądze. Według badania NBP średnia miesięcznych zarobków osiąganych przez ukraińskich pracowników w Polsce wynosiła około 2 tys. zł netto. Znacząca część ich zarobków trafia na Ukrainę. Bo „na życie” wydają nieco ponad 34 proc. dochodów. Resztę odsyłają do domu lub przeznaczają na oszczędności.