Siła znanej marki runa z parkietu

Jarosław Sobkowski
opublikowano: 2006-01-10 00:00

Lentex to dla wielu Polaków synomin wykładziny z PCV. Przez dziesięciolecia lubliniecki Lentex był u nas jedynym ich producentem.

Tradycje firmy sięgają 1911 roku. Była to filia francuskiego Union Textilu, produkującego przędzę wełnianą. Działała do 1939 roku. Na początku lat 50. zniszczony zakład odbudowano i wyposażono w maszyny do produkcji przędzy lnianej.

— Z tamtym zakładem wiąże nas w zasadzie tylko lokalizacja produkcji i tradycje włókiennicze. Lentex pod swoją nazwą to początek lat siedemdziesiątych. Właśnie od profilu produkcji z tamtych lat wywodzi się nazwa przedsiębiorstwa — wyjaśnia Piotr Gawryś, dyrektor generalny, prezes Lenteksu.

Dzisiejsza fabryka to hale pokrywające kilka tysięcy metrów kwadratowych. Funkcjonują w nich dwa zakłady, zajmujące się odrębną produkcją.

W krainie włókien

— Gdybym miał godzinę czasu, nauczyłbym pana wszystkiego, co potrzebne, żeby rozpocząć tu pracę. Ja jestem tu już trzydzieści lat — oznajmia oprowadzający mnie po hali Zakładu Włóknin Józef Makarski, dyrektor tego zakładu.

Proces produkcyjny rozpoczyna się od nakładania włókien do zasilaczy. Mogą to być włókna syntetyczne, np. poliester czy wiskoza. Uformowane na zgrzeblarce runo trafia do urządzeń kalandrujących, które gorącymi walcami prasują je w cieniutką włókninę. Innym sposobem produkcji włókniny jest nakładanie kilku runek na siebie i łączenie uzyskanego tak podkładu za pomocą specjalnych środków — otrzymuje się w ten sposób różnej grubości włókniny puszyste.

— Do czego służy włóknina? Mamy ją w klapie garnituru, usztywnieniach płaszcza, ociepleniu kurtki, w śpiworach, robi się z niej jednorazowe ściereczki, pieluchy i sam już nie wiem, co jeszcze, ale zrobić możemy prawie wszystko — mówi Józef Makarski.

Lentex podjął produkcję włóknin w połowie lat 70. — prawie równolegle z otwarciem linii do  produkcji wykładzin, z których jest najbardziej znany. Dzisiejsze maszyny dorównują światowej czołówce.

— Dumni jesteśmy zwłaszcza z linii, gdzie dokonujemy igłowania runa za pomocą wody. Najprościej mówiąc, polega to na przeplataniu włókien strumieniem wody pod dużym ciśnieniem. Dzięki temu możemy wyprodukować włókninę zarówno zwartą i odporną na rozrywanie, jak i delikatną — mówi dyrektor Makarski.

Sporym zainteresowaniem zachodnich odbiorców cieszy się włóknina powlekana z jednej strony antypoślizgową dyspersją, a z drugiej folią. Jest wykorzystywana jako podkład ochronny przez ekipy remontowe.

— Nie jest tania, bo kosztuje około trzech euro za metr kwadratowy. U nas używa się podczas remontów gazet lub folii malarskiej. Bogatych stać na lepszą ochronę podłóg, zwłaszcza tych cennych — wyjaśnia Józef Makarski.

Deski i parkiet w rolce

W hali Zakładu Wykładzin panuje cisza. Kilkudziesięciometrowe ciągi maszyn są kalibrowane.

— Właśnie ustawiamy urządzenia do wznowienia produkcji po  sylwestrowej przerwie — wyjaśnia Daniel Bianga, szef wykładzinowej części Lenteksu.

W toku produkcji ludzie zajmują się głównie nadzorowaniem pracy maszyn bądź dostarczaniem do nich półproduktów i odbieraniem gotowych wyrobów.

— Niezastąpieni są pracownicy, którzy obserwują wykładziny wychodzące spod czterometrowych walców drukujących wzory na PCV. To ich zadaniem jest wychwycić wszelkie braki, błędy w kolorystyce, wzorze. Już po kilku minutach patrzenia na dość szybko przemieszczającą się wykładzinę można mieć zaburzenia równowagi. No, ale ci ludzie naprawdę to potrafią, a na razie nikt nie wynalazł maszyny, która mogłaby ich zastąpić — stwierdza Daniel Bianga.

Obecnie Lentex produkuje głównie wykładziny o szerokości 4 metrów. W latach 70. i 80. były one dwukrotnie węższe. Do 1989 roku miały podkład z lnu, ale zaniechano tej technologii.

— Po zalaniu wodą nadawały się właściwie do wyrzucenia. Dziś nośnik jest wykonany ze specjalnego tworzywa. Grubość warstwy PCV, dobór komponentów i wzornictwo powoduje, że możemy zrobić wykładzinę o różnorodnym zastosowaniu, właściwie dla każdego klienta — mówi Józef Makarski.

Cała naprzód

— Przed nami wiele poważnych wyzwań. Właśnie tworzymy strategię na najbliższe kilka lat. Sytuacja na rynku w Polsce i na świecie, a także nasi akcjonariusze zmuszają nas do zarządzania zakładem w sposób dynamiczny i nowoczesny — stwierdza Piotr Gawryś, prezes Lenteksu.

Kieruje firmą od kilku miesięcy. Wcześniej przewodniczył radzie nadzorczej tej giełdowej spółki. Obecnie ponad 30 proc. jej akcji należy do akcjonariuszy finansowych, takich jak: OFE PZU Złota Jesień, Commercial Union Investment Management, OFE Dom, funduszy Pioneer i OFE Nationale Nederlanden.

— Musimy przywrócić dawny blask marce Lenteksu i położyć silny nacisk na sprzedaż. Złote lata, kiedy sprzedawaliśmy całą produkcję na pniu, na razie mamy za sobą. Jeszcze kilka lat temu przed bramą stały w kolejce tiry, żeby załadować praktycznie każdą ilość wykładzin i włókniny, jaką udało się wyprodukować. Dziś, aby osiągnąć podobne sukcesy, budujemy nowoczesny system sprzedaży — wyjaśnia prezes Gawryś.

Jego zdaniem, duży potencjał w podniesieniu rentowności spółki tkwi we włókninach technicznych, np. w kompozytach kładzionych pod asfalt lub przeznaczonych dla budownictwa. Są produkowane w należącym do Lenteksu zakładzie w Pabianicach. Tam też uruchamiana jest właśnie linia do produkcji siatek poliestrowych z myślą o dużych inwestycjach drogowych.

— Priorytetem na najbliższe lata będzie produkcja głównie tak zwanych wykładzin obiektowych, czyli przeznaczonych na przykład do szpitali, instytucji lub szkół — zapowiada Piotr Gawryś.

Organizator

Puls Biznesu

Autor rankingu

Coface

Partner strategiczny

Alior

Partnerzy

GPW Orlen Targi Kielce Energa Obrót